🥀~Rozdział 39~🥀
🥀~Zazdrość ~🥀
Perspektywa Aidena
Kiedy zaparkowałem na podjeździe zobaczyłem Brandona, który patrzył przez okno z lekkim uśmiechem. Pokręciłem głową na to wszystko. Był naprawdę taki sam jak promyczek.
Jak na zawołanie szatynka otworzyła drzwi i ruszyła do domu. Nie wiem czemu ale poczułem lekką zazdrość. Wiem, że to jeb ojciec, ale myślałem, że cieszyła się na nasz wyjazd.
Zabrałem nasze torby z bagażnika i ruszyłem za nią. Kiedy tylko przekroczyłem próg salonu ujrzałem, jak Ray zaczyna rozmawiać z ojciec i co chwila się śmiali. Zgrzytałem zębami, bo zaczynało mi się to nie podobać. Cieszę się, że ma z nim tak dobre reakcje, ale bez przesady. Zachowują się tak jak by mnie nie było.
Odłożyłem z hukiem torby, a Ci nawet nie zwrócili na mnie uwagi. Było to dla już za wiele, przez co wybuchłem.
— Nie przeszkadzajcie sobie! — wrzasnąłem i ruszyłem do swojego gabinetu.
Zatrzasnąłem za sobą drzwi i usiadłem na fotelu. Wyciągnąłem szklankę whisky i nalałem sobie. Musiałem choć na chwilę zapomnieć o szatynce. Nie wiedziałem co we wstąpiło. Może znów demony przeszłości dały o sobie przypomnieć?
Po kilku minutach usłyszałem ciche pukanie, a po chwili w drzwiach stanęła Ray. Miała spuszczoną głowę i nie podobało mi się. Wiem byłem beznadziejny. Nie chciałem jej zranić.
— Aiden, przepraszam, ja po prostu...
— Nie to ja przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. To wszystko co się stało wcześniej... Nie umiem tego wymazać z pamięci.
Szatynka zbliżyła się do mnie i kucnęła obok mnie.
— Musisz jej wybaczyć — szepnęła, a ja na początku nie wiedziałem o co chodzi. Dopiero później zrozumiałem, że ma na myśli Odri.
— Nigdy jej tego nie wybaczę — powiedziałem pewnie — Gdyby nie ona wiele rzeczy się nie wydarzyło.
— Do puki będziesz mieć to w sobie, nie zrobisz kroku na przód. Będzie cały czas siedzieć a twojej głowie, aż zacznie Cię niszczyć. Byłeś na jej grobie? — zapytała cichutko, łapiąc za moje dłonie.
Pokręciłem głową i zacząłem przyglądać się im. Idealnie do siebie pasowały. Jej drobne i moje które obiły nie jedną twarz.
— Nie dam rady tam iść nie...
— Pójdę tam z tobą. Będę twoim oparciem jak ty moim. Każdy ma swoje lęki jednak jeśli jesteśmy razem to dany radę ze wszystkim. Kocham Cię i zawsze będę obok Ciebie.
Naprawdę się cieszyłem, że ją miałem.
Po tych słowach wziąłem ja w ramiona i pocałowałem w czoło. Była moim wszystkim. Niesamowite było to, że z jak małej Ray wyrosła tak silna i dzielna kobieta.
Bo w życiu chociaż mamy pod górkę, to tam gdzieś czeka na nas osoba, która zawsze nas wyciągnie z ciemności lub nada właściwy kierunek. Moim była szatynka....
**********
Witajcie kochani
Kolejna część dla was. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Przepraszam za błędy. Bardzo bardzo dziękuje za czytanie i dawanie gwiazdeczek ❤️
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top