🥀~Rozdział 46~🥀
🥀~Potrzebuje odpoczynku~🥀
Perspektywa Aidena
Przytuliłem do siebie mojego promyczka, gdy wspólnie zmierzaliśmy do mojego domu. Nie podobało mi się, że moi bracia wchodzili tutaj jak do siebie. Musiałem, to jak najszybciej skończyć.
— Nie bój się, jeśli coś Ci zrobią to dostaną ode mnie. — powiedziałem i pocałowałem ją w głowę.
— Nie rób tego z mojego powodu. — wyszeptała, a ja po kręciłem głową i zaprosiłem do środka.
Odłożyłem walizkę w przed pokoju, po czym przenieśliśmy się do salonu. Świeciło się w nim światło, więc wiedziałem, że Samuel jest właśnie tam.
— Jak miło, że się w prosiłeś bracie. — zacząłem, gdy usiedliśmy na przeciwko siebie.
— Ciebie też miło widzieć. - syknął, po czym przeniósł wzrok na Ray.
Złączyłem z nią dłonie, żeby choć trochę dodać otuchy. Czułem, że zaczyna się denerwować.
— Przepraszam Cię, nie byłaś niczemu winna. Tylko ja Cię wykorzystałem, żeby potrząsnąć tym gamoniem. — prychnąłem na jego słowa, bo zaczynał mnie już denerwować — Dlatego mam dla was bilety na małe wakacje.
— Nie musisz mnie przepraszać. — wyszeptała moje słoneczko. — A ty nie chcesz jechać na wakacje?
Samuel uśmiechnął się, po czym położył bilety na stoliku.
— Bawcie się dobrze, a ty Ray powinnaś w końcu odpocząć od zmartwień. — odparł.
Chwilę jeszcze pogadaliśmy, po czym kazałem promyczkowi się położyć. Zaprowadziłem ją do sypialni i sprawdziłem ostatni raz czy wszystko dobrze, po czym zszedłem do brata.
Nigdy już nie powtórzę mojego błędu i będę zawsze obok niej, gdy będzie mnie potrzebować.
— A teraz mów prawdę, o co chodzi? — zapytałem, gdy zabrałem z barku szklankę alkoholu.
— Jedno imię. — westchnął.
— Roger. — warknąłem wściekły, po czym odłożyłem wściekły szklankę.
— Nie wiadomo, co może wymyślić dlatego jedź z Ray. Musicie stąd zniknąć na jakiś czas, widać, że ma obsesje na Twoim punkcie.
— Byli gorsi od niego. — odparłem ze wzruszeniem ramion.
— Ale bądź ostrożny. Ja będę już wychodzić. Trzymaj się i pozdrów Ray.
Kiwnąłem głową, po czym wróciłem do mojego promyczka.
Spała na szczęście spokojnie. Wyglądała tak beztrosko, chciałbym, żeby była taka cały czas. Bez zmartwień, tego cierpienia i strachu...
Usiadłem na końcu łóżka i przetarłem twarz dłonią. Od jutra trzeba było zacząć pakowanie i te inne duperele. Lubiłem wyjeżdżać, jednak teraz było ryzyko... Samuel tego nie powiedział głośno, ale ja wiedziałem, że Roger jest groźny. Chociaż mogło by się walić i palić, nie dam skrzywdzić Promyczka.
Najgorsze było, jednak kto ochroni Ray przede mną samym. Naprawdę starałam się być dla niej dobry, ale każdy jest złamany i ma momenty, gdy nie daję rady...
Wyschnąłem ostatni raz. Co ma być to będzie, czasami nie warto się przejmować. Położyłem się obok promyczka i przykryłem nas pościelą.
Wtuliłem w nos w jej mięciutkie włosy, po czym nie wiem kiedy odpłynąłem do krainy snów...
*********
Witajcie kochani
Kolejny rozdział dla was. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Przepraszam za błędy. Bardzo bardzo dziękuje za czytanie i dawanie gwiazdek ❤️
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top