𝟏𝟐 |↬ 𝐍𝐢𝐞𝐩𝐫𝐳𝐲𝐣𝐞𝐦𝐧𝐞 𝐦𝐢𝐚𝐬𝐭𝐨
MJ rozłożyła strój na łóżku, właśnie skończyła szyć szorty na swój strój na Decade Dance. Strój sam w sobie prawdopodobnie nie pasował do motywu lat pięćdziesiątych, ale cały kostium już tak. I była z tego niesamowicie dumna, gotowa przerobić to coś, co mogłaby założyć innym razem, gdy wieczór się skończy. Czarne, krótkie spódnico-spodnie, czarny t-shirt, czerwony szalik i różowa damska kurtka z naszytym napisem z przodu "Rizzo". Zrobiła pasującą do szortów marynarkę i garnitur. Prawdopodobnie był to najmniej zbędny strój, jaki kiedykolwiek założyła, ale i tak się jej podobał i kiedy go przymierzała, poczuła, że może podbić świat.
— Bardzo elegancka — jej mama gestem pochwaliła kurtkę — Ale Rizzo?
— There Are Worst Things I Can Do, to najlepsza piosenka, ta ścieżka dźwiękowa i trzymam się tego stwierdzenia.
Jej mama uniosła brew — Cokolwiek powiesz, MiMi.
— Tak jest, plus pasuje mi — uśmiechnęła się szeroko.
Jej matka się uśmiechnęła, po czym spojrzała na zaklęcie, którego MJ nie napisała — Wiesz dalsze angażowanie się w te wszystkie wampiryczne sprawy nie jest dobrym pomysłem.
— Wiem i nie angażuję się.
— Więc próba stworzenia zaklęcia mającego na celu złamanie pieczęci krwi nie miała nic wspólnego z tym grobowcem wampirów?
— Jedyne co robię, to sprawdzam czy czar da się złamać bez naszyjnika.
— Choć nie znasz tego zaklęcia.
— To nigdy wcześniej mnie nie powstrzymywało.
Jej mama ucichła. Wiedziała, że to prawda. MJ nigdy nie pracowała na podstawie grymuaru, nigdy nie miała takiego, na którym mogłaby spróbować pracować, a taktyka jej mamy, że "jeśli jej nie powiem, to nie może się w to mieszać" nie sprawdziła się. MJ zawsze znajdowała swoją drogę.
— Czy ostatnio rozmawiałaś ze swoim bratem?
— Tak.
— Odpowiedziałaś na to zbyt szybko.
— Zawsze z nim rozmawiam.
— Co to znaczy?
MJ wycofała się — Wysłałam mu wczoraj wieczorem wiadomość, jeszcze jej nie widział.
To nie było kłamstwo, wysłała mu wiadomość. Zawsze to robiła.
— Dobrze — jej mama skinęła głową.
Gdy rozmowa dobiegła końca, MJ udała się do szkoły. To był stosunkowo normalny dzień. Bonnie i Elena wróciły do klasy, a Stefan wręczył jej dwadzieścia dolarów z ich żartobliwego zakładu jako potwierdzenie, że on również wkrótce wróci - gdy tylko dowiedzą się, kto przemienił Logana. Najwyraźniej inny wampir spowodował wypadek samochodowy Eleny, z którego zabrał ją Damon (stąd zniknęła z nim na cały dzień), a wszyscy zakładali, że to ta sama osoba, która przemieniła Logana.
Po tym odkryciu MJ znalazła naszyjnik, który mogła ozdobić werbeną i wyruszyła na przeszukanie szkoły w poszukiwaniu Caroline. Jadła lunch na zewnątrz z Eleną.
— Jest taki ładny — Caroline rozpromieniła się i podniosła go, żeby mu się dokładnie przyjrzeć — Dziękuję ci, boże, będzie pasować do wszystkiego.
Pozwoliła MJ zapiąć go na jej szyi.
— Jaka to okazja?
— Żadna okazja — MJ niewinnie zakrzyczała — Właśnie robiłam porządki w swoich rzeczach, znalazłam go i pomyślałam, że będzie ci pasować.
Elena uważnie przyglądała się tej wymianie zdań, łącząc fakty między swoim naszyjnikiem z werbeną a tym, co MJ dawała Caroline.
— Podoba mi się.
— Dobrze.
— Najwspanialszy naszyjnik przyjaźni, jaki kiedykolwiek miałam, w pełni wyposażony w twoje amulety chroniące przed czarownicami — Caroline puściła do niej żartobliwe oczko.
— Wiesz to — MJ uśmiechnęła się do siebie — I czuję, że przerwałam ważną rozmowę o Mattcie, więc pójdę pomóc Avie w dekorowaniu sali gimnastycznej.
MJ odeszła, wiedzą, że niezręczny wyraz ich twarzy oznacza, że jej przypuszczenia były słuszne.
Caroline celowo unikała Eleny od początku jej związku z Mattem i była podejrzliwa, wysyłając wiadomości do MJ za każdym razem, gdy zauważyła jakiś moment między ich byłymi. Powiedzieć, że była zdenerwowana historią Matta z Eleną, byłoby niedopowiedzeniem.
MJ zjadła lunch na sali gimnastycznej ze swoimi ludzkimi przyjaciółmi. Prawie wszyscy zostali wciągnięci w pomoc przy dekoracjach, a MJ trochę się martwiła, że będzie się lepiej bawić przy ustawianiu niż przy samym tańcu. Uwielbiała dekorować duże przestrzenie. Zawsze miała wrażenie, że tworzy instalację artystyczną, która nie jest tylko ładna, ale ma sprawiać przyjemność, co sprawiało, że jej tworzenie było jeszcze przyjemniejsze.
Caroline była szefową komitetu tanecznego, a przerwa na lunch była dla niej jedyną przerwą w ciągu dnia, przybyła, by w pełni przejąć rolę dyktatora, gdy tylko zadzwonił popołudniowy dzwonek.
Jej starannie zaplanowany harmonogram uwzględniał nawet godzinę, którą ona i Matt mogli spędzić sami, malując razem.
Kolejną rzeczą, która podobała się MJ w tym zaangażowaniu było to, że poznawała wszystkie miejsca w szkole, do których ludzie rzadko zaglądali. Caroline poprosiła ją, aby przez pierwsze dwadzieścia minut wieszała serpentyny i nadmuchiwała balony, oba zadania były o wiele łatwiejsze do wykonania za pomocą zaklęcia, ale musiała zniknąć z pola widzenia, aby je wykonać. Wlokła torby z nadmuchanymi balonami na salę gimnastyczną, gdy pojawiła się Lissa i wzięła jedną z nich dla siebie.
— Wszystko w porządku — MJ pokręciła głową.
— Nu-uh — Lissa ściągnęła je z niej — Musiałam patrzeć, jak biegasz tam i z powrotem przez jakieś dziesięć minut, i jestem pod wrażeniem, jak do cholery udało ci się nadmuchać tak wiele balonów tak szybko, ale reszta mnie czuje się źle, że wykonujesz tę pracę sama.
— Szczerze, mam się dobrze — zapewniła ją MJ.
— Nope, pomogę ci — Lissa się uśmiechnęła — Gdzie Caroline chciała, żebyś je zostawiła?
— Przy scenie dla zespołu.
Zrobiła to, pytając — Twój kostium Martyego, gotowy?
Cała grupa zdecydowała się przebrać za postacie z Grease po tym, jak Elliot to zasugerował. Faceci narzekali, że chcą dobrze wyglądać, ale nie chcieli kupować mnóstwa nowych ciuchów, a on zauważył, że zrobienie kostiumu filmowego byłoby łatwiejsze. I oznaczałoby to, że mogliby ponownie wykorzystać na Halloween lub coś w tym stylu. Dziewczyny się przyłączyły, a MJ chętnie do nich dołączyła, gdy ją o to poprosiły.
Uwielbiała mieć powód, żeby zrobić wersję stroju i nie było to trudne w porównaniu z innymi ubraniami, które próbowała zrobić.
Elliot, Lucas i chłopak Avy, Danny, mieli być różnymi członkami T-Birds, podczas gdy MJ była Rizzo, Ava była Frenchy, Briar była Jan, a Lissa była Marty.
— Spódniczka ołówkowa i wszystko — Lissa zaczęła bawić się w lekkie podtrzymywanie balonów — Ale serio, jak udało ci się to wszystko zrobić, tak szybko.
— Magia — zażartowała MJ.
— Nie powinnaś tak mówić w tym miejscu — Lissa pokręciła żartobliwie głową — Każdy w Mystic Falls zna kogoś, kto w swoim życiu miał doświadczenie nadprzyrodzone.
— Naprawdę? — zapytała ostrożnie MJ.
— Wszystkie historie są niedorzeczne, ale tak.
— A czym zatem się szczycisz?
— Moja babcia przysięga, że jesteśmy ślepi, mamy ciotkę, która jest wampirem.
— Jej dowody?
— Ona jest taka, jak jej druga babcia, a moja mówi, że muszą być tą samą osobą — było jasne, że Lissa nie była wierząca i MJ miała nadzieję, że tak pozostanie.
Logan został przemieniony.
MJ musiała uważać, żeby nikt nie został wciągnięty w bałagan w ich grobowcu. Bonnie była jedyną osobą, była czarownicą, a jej przodek był częścią historii, ale nie potrzebowali kogoś niewinnego, kto został przemieniony przez tajemniczego wampira.
MJ spędziła resztę przygotowań z Lissą, żartując, gdy wieszały tablice historyczne, których zdaniem było stworzenie takich, które będą mogły być uznawane za "wydarzenie edukacyjne".
Gdy wracała do domu, żeby się przebrać, sprawdziła wiadomości od Jeremyego. Cieszyła się z faktu, że pan Saltzman wystawił mu "szóstkę", a MJ nie mogła się zdecydować, czy powinna powiedzieć Elenie o eseju. Przeczytała ostateczną wersję, zanim Jeremy ją wysłał, a cała historia dotyczyła tego, że wampiry są prawdziwe.
Dowody potwierdzające to wszystko.
Jedynym powodem, dla którego nie była tak bardzo zestresowana tym, jak był blisko prawdy, było to, że zaprzeczenie oczywistościom leży w naturze człowieka.
Przynajmniej udowodniła, że Elena ma rację, że nie powinna nakłaniać Damona, aby użył na nim perswazji. Część człowieka zawsze będzie coś pamiętać.
Elliot ją odebrał, a gdy dotarli do szkoły, dostała też kilka niepokojących wiadomości od Stefana.
- Damon wciąż szuka sposobów na otwarcie grobowca
- Tajemniczy wampir zaatakował Elenę
- Podawał się za dostawcę pizzy. Został zaproszony
No cóż, cholera.
— Wszystko okej? — zapytał Elliot, zmykając samochód i po raz ostatni sprawdzając włosy w lusterku bocznym.
- Damon przychodzi na tańce
MJ założyła okulary przeciwsłoneczne, Rizzo — Wszystko świetnie.
Weszli ramię w ramię, a MJ zajęła całe miejsce. Projektor wyświetlał klipy z lat pięćdziesiątych; programy telewizyjne, filmy, rzeczy związane z tamtym okresem, a po jednej stronie stał stół wypełniony różnymi dokumentami dotyczącymi ważnych wydarzeń historycznych rozłożonymi na całej jego powierzchni. MJ wiedziała, że nikt tego nie przeczyta, ale świetnie się bawiła, robiąc je i prosząc Jeremyego o pomoc, teraz, gdy aktywnie uczestniczył w życiu szkoły. Naprawdę starał się znaleźć sposoby na zdobycie dodatkowych punktów, w rzeczywistości widziała, jak serwował poncz w narożniku. Umowa, którą zawarł ze swoim nauczycielem języka angielskiego. Miejsce było pełne uczniów, Caroline i Bonnie tańczyły w centrum, ale MJ nie widziała Matta.
— Widzę innych — uśmiechnął się Elliot i pociągnął ją w miejsce, gdzie Lissa, Briar i Jason rozmawiali.
— Aa, wyglądacie niesamowicie — Briar promieniała.
— Wy również! — MJ od lat nie brała udziału w żadnych spotkaniach grupowych i brakowało jej tego bardziej, niż zdawała sobie sprawę.
— Ava i Danny będą tu za pięć minut, a Lucas idzie po drinka — powiedział im Jason.
— MJ — Elliot zmrużył oczy i wskazał na wejście — Czy to dlatego twój nastrój na zewnątrz się pogorszył?
Elena przechodziła przez drzwi ze Stefanem i Damonem, każdy po każdej jej stronie.
— Jeśli porozmawia z Caroline, to go uderzę.
— Jeśli ja go najpierw nie uderzę — zapewniła go MJ — Chcę trochę ponczu, czy ludzie tutaj dodają do niego jakieś dodatki?
— Zwykle tak, ale jeszcze nikt tego nie zrobił.
— Będę za pięć minut.
MJ przeciskała się przez innych uczniów, żeby dojść do stołu z ponczem, gdy wpadła na Jennę i pana Saltzmana. Pan Saltzman miał na sobie wyblakłą czerwoną kurtkę uniwersytecką, a Jenna miała na sobie śliczną żółto-pomarańczową koszulę w kratę wpuszczoną w ołówkową spódniczkę.
Jenna ją zobaczyła i się uśmiechnęła — MJ!
— Hej, podoba mi się twoja koszula.
— Podoba mi się twój strój - Pink Ladies oznacza Grease.., więc ty jesteś...Rizzo?
— Zgadłaś! Moi przyjaciele i ja pomyśleliśmy, że będzie fajnie — MJ gestem wskazała grupę, z której przyszła, po czym skinęła głową w stronę swojego nauczyciela — Cześć panie Saltzman.
Było jasne, że czuł się trochę niezręcznie — Cześć MJ.
— Fajnie, że postanowiłaś się przebrać. Jeremy powiedział mi, że wolałby umrzeć, niż do nas dołączyć.
Jenna się śmiała — Taa, cóż, pomyślałam, że będę się mniej wyróżniać, jeśli się przebiorę.
Jej oczy biegały po pomieszczeniu, a jej warga lekko drżała, jakby powstrzymywała bardzo szeroki uśmiech.
Pan Saltzman zwrócił jej na to uwagę jako pierwszy, z chytrym uśmiechem na twarzy — Kłamczucha.
— Okej — spojrzała słodko w dół — Mam słabość do Decade Dance - chodziłam tu do szkoły. Dla waszej wiadomości, robią też lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte.
— Nie mogę się doczekać — pan Saltzman nie mógł brzmieć mniej podekscytowanie, ale mimo to udało mu się uśmiechnąć, patrząc na Jennę.
Uroczo.
Jej nauczyciel historii był zakochany.
—Elliot powiedział mi, że na lata sześćdziesiąte pryskamy włosy lakierem — MJ podniosła się na nogi, oszołomiona — Ale mam nadzieję, że jakoś uda nam się tam wcisnąć lata osiemdziesiąte. Mam słabość do tej muzyki.
— Możesz — Jenna skinęła głową — Robią dwa razy w roku, chyba że w mieście dochodzi do kolizji wydarzeń.
— Tak! — MJ zauważyła Bonnie i Caroline stojące przy stole, które opuściły parkiet, gdy tylko zauważyły nadchodzącego Damona — Miłego wieczoru, ja zamierzam...
Wskazała palcem, a następnie podbiegła do stołu, zauważając dorosłych zmierzających razem do miski z ponczem, teraz gdy byli sami.
MJ podbiła do dziewczyn w tym samym czasie, co Elena i była wyraźnie wstrząśnięta atakiem wampira. Wiercić się na lewo, prawo i środku.
— Bawicie się dobrze? — MJ próbowała podnieść morale choć trochę.
— Nie — odpowiedziała stanowczo Caroline — Nie, ale zajęło mi to ponad dwie godziny dzisiaj, plus większość wczorajszej nocy, więc zostanę przynajmniej połowę tego czasu.
— Dobrze, zasługujesz na trochę zabawy — MJ potrząsnęła ramionami swojej przyjaciółki, podczas gdy Bonnie i Elena wymieniły spojrzenia.
— Co tu robi Damon? — zapytała Bonnie.
— Chciał przyjść — Elena również nie brzmiała na zadowoloną.
Cała czwórka patrzyła teraz na Damona i Stefana w kącie.
— Obiecuję, że będzie się dobrze zachowywał.
— Lepiej — MJ wiedziała, że obaj chłopcy podsłuchiwali, więc rozmawiała z nimi więcej, niż z Eleną.
Caroline zmarszczyła brwi — Więc co to jest, trójkącik? Ty i bracia Salvatore.
Boże, to byłoby takie dziwne.
MJ nie wyobrażała sobie, że mogłaby się z kimś umawiać, a potem spotykać się z jego rodzeństwem. Po prostu nie wydawało się jej to właściwe, ale może to było z jej strony niedojrzałe? Gdyby między rozstaniem, a seksem było wystarczająco dużo czasu, to mogłoby być mniej...taa, jedyne słowo, które przyszło jej do głowy, to dziwne.
— Nie — powiedziała stanowczo Elena — Ale, jeśli mam być ze Stefanem, muszę nauczyć się tolerować Damona. Nie mogę go zabić.
Bonnie wciąż patrzyła wściekle na Damona — To jest myśl.
— Mmm. Ja pomogę — zgodziła się Caroline.
— Jak chciałybyśmy to zrobić? — MJ opuściła głowę tak, że okulary przeciwsłoneczne opadły jej na czubek nosa — Jak pełna ofiara kultowa lub perfekcyjnie wykonane morderstwo z ukrycia.
— Chcę żeby było długie i bolesne — zdecydowała Caroline.
— Mogę z tym popracować — MJ puściła oczko, a Bonnie i Caroline stuknęły się kieliszkami. Elena spojrzała w dół, próbując się nie uśmiechać — Więc, gdzie jest Matt?
— Nie mógł przyjść — westchnęła Caroline.
— Oh, to kiepsko.
— Taa, i kłócimy się oto.
— Care...
— Ciągle popełniam gafę.
— Co powiedziałaś?
— Źle się wyraziłam, mówiąc, że teraz jest pomocnikiem kelnera w Grillu.
— Ma pracę? Lepiej dla niego — uśmiechnęła się MJ.
— Widzisz! Skąd wiesz, jak zareagować właściwie?
— Ponieważ nie jestem nim zainteresowana, jest łatwiej — MJ ścisnęła twarz Caroline dłońmi, co wywołało uśmiech na jej twarzy — I ponieważ mam pracę, to lepiej znoszę konieczność dokonywania społecznych poświęceń w zamian za pieniądze, niż ty.
Caroline się zatrzymała — Masz pracę?
— Księgarnia na mieście.
— Ta, w której jest ciasto, kawa i klub książki? — zapytała Bonnie — Tobias Fell jest właścicielem?
— Yep — skinęła głową — Wtorek i czwartek po szkole, a następnie cały sobotni poranek.
Caroline mrugnęła oczami — Przydałoby mi się teraz trochę ciasta.
MJ spojrzała na nią surowo — Caroline. Włożyłaś w to zbyt dużo pracy, żeby nie spędzić w ten sposób dobrej nocy, więc, obiecaj mi, że postarasz się spędzić ją dobrze?
— Postaram się mieć dobrą noc.
— Powiedz to tak, jakbyś to miała na myśli.
— Postaram się mieć dobrą noc! — Caroline użyła swojego energicznego głosu cheerleaderki, a MJ klaskała.
— Tak, teraz muszę iść zrobić zdjęcia, bo widziałam, że przybyła Ava - do zobaczenia później laski.
Przy drzwiach ustawiono "fotobudkę" z lat pięćdziesiątych, a ich nauczyciel chemii ją obsługiwał. Były tam pudełka z rekwizytami, z których niektóre wyglądały, jakby naprawdę pochodziły z lat pięćdziesiątych, ponieważ były bardzo stare, a inne były świeżo zrobione. Elliot wyciągnął telefon i był narratorem w filmiku, podczas którego wszyscy przymierzali różne rzeczy do różnych zdjęć.
Na pierwszym zdjęciu widać tylko uśmiechniętą grupę, następnie pozujących, aby można było zobaczyć znaki Pink Ladies i T-Birds na kurtce, a następnie pozujących w charakterze.
Potem wydarzyło się coś, na co nie była przygotowana.
Poczuła szum w uchu, gdy zaczęła tańczyć i na początku tego nie zauważyła, bo świetnie się bawiła na imprezie. Zawsze była osobą lubiącą śpiewać i tańczyć na imprezach. Potem zrobiło się głośno i wpadła na Lissę.
Lissa tylko się zaśmiała i obróciła ją w kółko, zanim MJ znalazła wymówkę ucieczki, twierdząc że potrzebuje świeżego powietrza.
Jej pierwszym odruchem było spróbować dostrzec nad głową zepsute światło, mieć nadzieję, że o normalne, ale tak długo wpatrywała się w sufit, aż rozbolała ją głowa, musiała zmierzyć się z prawdą. Uczuciem nadprzyrodzonym.
Nie była wzywana przez żadnego ducha przez dość długi czas, to było coś, co zdarzało się tylko wtedy, gdy wykonywała magię związaną z duchami, ale jaskrawa jasność wszystkich świateł wokół niej oznaczała, że coś jest nie tak. Musiała je tylko dostrzec. I ta część nie zajęła dużo czasu.
Kobieta z rudymi włosami, ubrana w ciuchy pod koniec XIX wieku, pozłacana na krawędzi pomieszczenia.
MJ ją dogoniła — Nie mogłybyśmy tego zrobić tutaj.
Kobieta podskoczyła.
— Zawsze wyglądam, jak wariatka — MJ patrzyła prosto przed siebie i mówiła niskim głosem — I nie mam nastroju, żeby nazywać się szaloną.
Naprawdę nienawidziła tego słowa.
— Ty — kobieta pokręciła głową — Widzisz mnie?
— Widzę, a teraz, jakie masz niedokończone sprawy? — MJ już nauczyła się tej sztuczki.
Kiedy była naprawdę mała, przechodziła przez okresy słyszenia głosów w Nowym Orleanie, a jej brat nigdy nie wydawał się mieć tego problemu, więc zbywała to mówiąc "problem, który ignoruję, żeby nie był postrzegany jako trudny". Potem trochę podrosła, miała kilka bardziej skomplikowanych spotkań ze śmiercią i zrozumiała, że słyszała przodków. Podczas jej pobytu w Nowym Yorku jej mały tik duchowy był w najgorszym stanie.
Nie praktykowała magii, ale duchy wciąż się pojawiały i czegoś żądały. Niektórzy z nich zmarli niedawno, ubrani w nowoczesne ubrania, a ona nie zdawała sobie sprawy, że nie żyją, dopóki nie zapytali jej z kim rozmawia.
— Niedokończone...— kobieta uniosła brew, przyglądając się jej — Nie wiem o czym mówisz.
MJ zaczęła iść dalej, kierując się w stronę drzwi przeciwpożarowych, aby spróbować zniknąć z pola widzenia.
— Wiesz — MJ wzruszyła ramionami — Czego pragnie twoje serce? Co pomoże ci odnaleźć spokój? Przejść dalej do drugiej strony?
— Spokój - spokój nie istnieje dla ludzi takich, jak ja.
— Ludzi, jak ty?
— Wampirów — syknęła to słowo.
MJ się zatrzymała.
Duch wampira.
To było coś nowego.
Była przyzwyczajona do ludzi i czarownic - czarownice zazwyczaj spodziewały się, że się na niej zemści, a ludzie byli po prostu bardzo zdezorientowani.
— Nie ukończyłaś przemiany? — MJ musiała to wywnioskować z jadu w jej głosie.
— To nie czyni mnie mnie zrujnowaną — kobieta zachowywała się całkiem królewsko.
— Opowiedz mi swoją historię, która mogłaby mi wyjaśnić, dlaczego tu jesteś? — zasugerowała MJ.
— Powiedz mi najpierw, kim jesteś?
— Poważnie? — MJ miała dobry wieczór i nie potrzebowała, żeby duch wampira patrzył na nią, jak na ofiarę — Jestem czarownicą, która cię widzi i która daje ci szansę na rozmowę?
Zmarszczyła brwi — Czarownicą?
— Tak, czarownicą.
— Ale ty mnie nie wezwałaś?
— Nie.
— To, jak możesz mnie widzieć?
MJ wydychała powoli — To coś się zdarza.
Ona tylko nadal mrużyła oczy.
— Boże — MJ się trochę wkurzyła, naprawdę nienawidziła duchów, które niszczyły jej życie — Jak długo nie żyjesz?
Cisza.
— To — MJ gestem ręki obróciła się, sprawdzając, czy nikt jej nie obserwuje z wnętrza sali gimnastycznej — To prawdopodobnie jedyny w swoim rodzaju moment w życiu, kiedy możesz porozmawiać z kimś, kto żyje. Naprawdę zamierzasz być uciążliwa?
— Byłam czarownicą — kobieta mówiła wyraźnie — Miła kobieta dała mi swoją krew po tym, jak mężczyzna, z którym była prawie mnie zabił. Znalazł mnie później i dokończył robotę, nieświadomy, że mnie przemienił. Był rozpruwaczem.
Ooohhhhh.
— To było w 1865 roku.
MJ zamknęła swoje oczy — Znasz imię tego mężczyzny?
— Wiem, że jego twarz spacerowała wśród niewinnych ludzi — wskazała na parkiet.
— Yep — MJ pocierała szyję — Stefan Salvatore.
— Nie obchodzi mnie kim on jest, jest potworem.
— Jest wampirem i ma problem z krwią.
— Wszystkie wampiry mają "problem z krwią".
— Spójrz — MJ podniosła ręce — Nie wiem, co mogę zrobić, żeby ci pomóc, zwykle wy duchy, macie prośby.
— Czy mogę prosić, żebyś go zabiła? — powiedziała wprost.
MJ zrobiła minę — To nie jest...urghhhh.
Kobieta pokręciła głową — Jeśli jesteś czarownicą, nie powinnaś go bronić.
— Życie jest skomplikowane.
MJ próbowała mówić ostrożnie.
— Bardzo mi przykro, że umarłaś, jeśli chcesz, żebym przeszukała Google pod kątem twojej utraconej miłości lu dalekiej rodziny, aby zapewnić ci spokój ducha, mogę to zrobić.
— Jeśli ich chronisz, jesteś tak samo zła, jak oni.
MJ powoli zamknęła oczy — Przepraszam.
— Nie przepraszaj, po prostu zrób to, co słuszne.
MJ złączyła dłonie.
Kobieta prychnęła — Współczesne czarownice są rozczarowaniem.
Wdech, wydech.
Była martwa. MJ nie mogła się złościć na to, że była tak zawzięta, poza tym nie był to pierwszy raz, kiedy przodek tak ją nazwał. Ci, którzy zorientowali się, że jest syfonem, zawsze mieli kreatywne obelgi, którymi mogli ją obrzucać, domagając się "sprawiedliwości!".
Nie chodzi o to, że MJ miała problem z polowaniem na wampiry, raczej oto, że martwa osoba patrzy ci w oczy poniżająco, a potem żądała, żebyś dla niej zabił, było trochę przesadą.
Powoli rozsunęła palce i dmuchnęła.
A potem, gdy otworzyła oczy, duch zniknął.
MJ miała nadzieję, że ona już sobie poszła, a nie tylko czekała na nią w środku. Jej dobry nastrój oficjalnie umarł i nie chciała myśleć o duchu, który będzie ją obserwował i przeklinał przez resztę nocy.
Spodziewała się już pojawienia się tajemniczego wampira i zabicia Eleny. To był wystarczająco poważny problem, żeby się z nim zmierzyć.
— MJ? — Tyler wystawił głowę z wnętrza sali gimnastycznej, a ona gwałtownie wróciła do rzeczywistości.
Zauważył reakcję i wyszedł na zewnątrz.
— Wszystko okej?
— Taa — odchrząknęła — Taa, jest okej.
Na zewnątrz, wśród pobliskich drzew było kilka innych dzieciaków, ale MJ nie przejmowała się tym zbytnio tym, że którekolwiek z nich było świadkiem jej małego momentu. Wszyscy byli albo naćpani, albo pijani i ukrywali się przed nauczycielami. Nie pamiętaliby niczego.
— Jesteś pewna?
MJ zamknęła oczy i oparła się o ścianę.
— Co się stało? — Tyler powiedział niezręcznie.
Patrzył na to, jak napięta była jej twarz i tak naprawdę nie miał pojęcia, co powiedzieć ani zrobić.
— Nic, po prostu trochę mnie przytłoczyło — uśmiechnęła się.
— Okej — podszedł i stanął obok niej, kładąc dłoń na jej czole — Poważnie się rozgrzewasz.
Udało jej się wybuchnąć śmiechem — Zawsze się rozgrzewam.
Potrzebowała uwolnienia, szansy na uwolnienie irytacji i wyczerpania ducha.
— Chcesz zanurzyć? — zasugerował.
— Nie masz dobrej nocy?
— Nie bardzo.
— Co ci się stało? — poprawiła włosy, a okulary przeciwsłoneczne umieściła na czubku głowy.
— Nie ma tu najlepszego przyjaciela — zaczął listę — Moi przyjaciele to dupki, dziewczyna, z którą się kiedyś spotykałem, zniknęła z miasta, a moja nowa przyjaciółka jest wściekła.
Prychnęła — W porządku. Chcesz popatrzeć na ludzi?
Nie mogła po prostu opuścić tańca, jeśli mógł pojawić się wampir. Nie, gdy miała przyjaciół, którzy mogliby zostać wciągnięci w to wszystko.
— Pewnie — Tyler był szczęśliwy widząc, że ona się trochę relaksuje.
Wracając na salę gimnastyczną, zmusiła się, żeby nie rozglądać się dookoła. Uwierzyła, że duch odszedł i że jest bezpieczna i zamierzała obserwować swoich przyjaciół. Bonnie i Caroline wyszły z budynku po tym, jak Damon próbował z nimi porozmawiać, a następnie został odrzucony przez Elenę, gdy poprosił ją do tańca.
— Kim jest ten koleś? — zapytał Tyler — On ciągle wszędzie się pojawia.
— Starszy brat Stefana, jego opiekun.
Tak czy inaczej, to była historia, którą Stefan opowiadał w szkole.
— Czy nowy nauczyciel historii flirtuje z ciocią Jenną? — Tyler uśmiechnął się szczerze, wskazując na parę.
Śmiali się przy drinku i ignorowali wszystkich uczniów wokół siebie.
— Powiedziałabym, że tak — MJ skinęła głową — Myślę, że dobrze razem wyglądają.
— Grupa cheerleaderek uważa, że jest gorący.
MJ się zakrztusiła — Obrzydliwe.
— Nie jest w twoim typie? — podniósł brwi.
— Daje mi dziwne wibracje wujka.
— Jaki to typ dziwnego wujka, przerażający dziwny wujek czy fajny dziwny wujek.
— Jeszcze nie ustaliłam. Nie wygląda na zboczeńca?
— Ale ludzie zawsze mogą cię zaskoczyć — Tyler podał jej poncz.
— Wypiję za to — stuknęli się plastikowymi kubkami — Czasami taka niespodzianka jest czymś dobrym.
MJ zauważyła, że Jenna zniknęła aby pójść do łazienki, zostawiając pana Saltzmana samego. A ponieważ myślał, że nikt go nie obserwuje, podszedł do Damona.
MJ się napięła.
— Wszystko okej?
— Taa, po prostu jestem ciekawa...co myślisz, że mówią?
— Jeśli Damon jest podobny do Stefana, to prawdopodobnie mają wspólną historię.
Spodziewaj się, że MJ wiedziała, że Damon i Stefan nie są aż tak podobni.
— Opowiedz mi o latach pięćdziesiątych — Ty zauważa, że jej oczy lekko się szklą, gdy patrzyła na Damona.
— Wojna Koreańska zaczyna się w 50tym i kończy w 53cim — jej mózg przeszedł w tryb autopilota, ręce poruszały się, gdy mówiła, jakby rysowała oś czasu — Na Kubie, Castro obala Batistę stosunkiem głosów 53 do 59, co jest pierwszym komunistycznym rządem w świecie zachodnim...odbywa się wiele działań dekolonizacyjnych...ma miejsce wyścig zbrojeń nuklearnych i zimna wojna - amerykańska okupacja Japonii dobiega końca...
— Czy byli dobrzy?
— Niemodne spódniczki były śliczne — próbowała się uśmiechnąć — Gospodarka amerykańska radziła sobie nieźle, choć kosztem wszystkich innych. Potem...wynaleziono szczepionkę przeciwko Polio, oh!
Uśmiechnęła się.
— I Sputnika.
— Ta rzecz, za którą Ross przebrał się na Halloween w serialu PRZYJACIELE? — zrobił minę.
— Yep — MJ skinęła głową z entuzjazmem — To satelita, pierwsza rzecz, która została umieszczona w kosmosie.
— I jego kostium ma teraz sens.
— To nadal jest słaby kostium — MJ zmarszczyła nos — Ale wyścig kosmiczny miał również miejsce w latach 50tych - a teraz przejdźmy do naprawdę dobrych rzeczy. Sztuka. Frank Sintara, mmm.
Dramatycznie położyła rękę na sercu.
— A do tego masz Chucka Berry'ego - mojego kumpla, ojca rock and rolla. I Billie Holiday i Ella Fitzgerald. Okej — trochę się uspokoiła — Problem z muzykami jest taki, że istnieją od ponad dekady, więc trudno przypisać ich tylko do jednego.
Patrzył na nią, jak na wariatkę.
— W mojej obronie — zaczęła chichotać, wskazując na niego palcem — Caroline poprosiła mnie o przygotowanie tablic z faktami i pozwoliła mi to zrobić bez nadzoru...i cóż, fakty dotyczące muzyki wbiła mi do głowy mama.
Uśmiechnął się z wyższością.
— Co?
— Zrelaksowałaś się.
Zrobiła to.
— Dobra robota — zauważyła, nieco pod wrażeniem.
— Byłem ci winien spokój, biorąca pod uwagę, jak bardzo mnie ostatnio wspierałaś.
MJ była taka szczęśliwa, że Tyler nie okazał się kompletnym dupkiem.
— Kim więc jest dziewczyna, z którą rozmawia Jeremy? — głos Tylera był zaskakująco spokojny.
MJ spojrzała — Nie mam pojęcia, ale...jestem tu jeszcze dość nowa.
— Ja nie jestem. Nigdy wcześniej jej nie widziałem.
Stefan powiedział, że to dostawca pizzy. Wampir nie był dziewczyną.
Tyler może po prostu nie należeć do grona dziewczyn.
MJ nie spuszczała z niej wzroku, widząc, jak dziewczyna odwraca się od Jeremyego i pociera oczy. Ale ona nie płakała. Ukryła twarz i się spieszyła.
*mentalne jazzowe ręce* MJ nie ufała niczemu.
— Idę do łazienki — powiedziała szybko — Ty, naprawdę, dziękuję za to.
— Mówisz tak, jakbyś nie miała wrócić?
— Caroline i Bonnie się zanurzyły, mogą mnie potrzebować.
Westchnął — Do zobaczenia.
— Naprawdę, dziękuję — powtórzyła.
— Nawet się oto nie martw — uśmiechnął się szeroko.
Skierowała się w stronę szkolnych korytarzy, jakby naprawdę chciała iść do łazienki, sprawdzając, czy dziewczyna po prostu płakała, ale w pomieszczeniu nie było żadnych obcych osób. Tylko kilka dziewczyn z grupy cheerleaderek rozmawiających o czymś.
MJ wycofała się na korytarz, wbiła paznokieć w ramię i nakreśliła zaklęcie wyciszające. Na wypadek, gdyby miała do czynienia z wampirem, chciała się przygotować, zanim usiądzie i ruszy korytarzem.
Jej ostatnia sztuczka to — Niewidzialność.
Gdyby znalazła dziewczynę, nie miałaby pojęcia, że MJ tam była.
Skręcając za róg bliższej klasy, zobaczyła dziewczynę i chłopaka w czarnym kapturze i grubych butach. MJ odsunęła się od szafek, żeby przypadkiem ich nie uderzyć, gdy podkradała się do przodu, chcąc usłyszeć rozmowę. Dziewczyna wampirzą prędkością rzuciła się w jego stronę, nie atakując, po prostu się zbliżając.
— Co ty tutaj robisz? — zapytał mężczyzna.
— Próbuję zdobyć dziennik, jak w trzymaniu się planu — dziewczyna warknęła — Coś, czego ty nie robisz!
Dziennik?
Jak dziennik Gilberta, do którego Jeremy odwoływał się w swoim eseju?
— Zostaw dziewczynę w spokoju.
— Lubię ją — powiedział prosto mężczyzna — Wygląda, jak Katherine.
Oh, nie.
Nie, nie, nie.
Wampiry, które znały Katherine, miały zostać zamknięte w grobowcu.
— Ona nie jest Katherine. Okej — dziewczyna przewróciła oczami — Katherine jest w grobowcu.
— Wiem, ale dopóki nie otworzymy tego grobowca, kazałem jej się bawić.
— Nie bądź głupi. Ta dziewczyna jest z braćmi Salvatore.
Więc dziewczyna była mózgiem operacji, dobrze wiedzieć.
— Nie przerażają mnie. Nigdy nie przerażali.
— Proszę, Noah.
I MJ znała imię.
— Nie rób tego. Zniszczysz wszystko.
— Nie masz się o co martwić — uśmiechnął się okrutnie — Nie pozwolę, żeby coś ci się stało.
Więc, troszczyli się o siebie nawzajem, dobrze wiedzieć.
— Dostaniesz to, po co przyszłaś. Pozwól mi się dobrze bawić — podniósł ręce i powtórzył swoje wcześniejsze zdanie — Wygląda, jak Katherine.
Facet o imieniu Noah przeszedł obok dziewczyny, poprawiając kaptur, a MJ zdała sobie sprawę, że ma dwie opcje, gdy oba wampiry przyspieszyły. Złapać dziewczynę i dowiedzieć, co się dzieje z dziennikami, albo pójść za facetem, który miał zaatakować Elenę...powinna wybrać dziewczynę. Dziewczyna szukała czegoś, co mogłoby być ważne dla otwarcia grobowca, a Elena miała tam Damona i Stefana.
Ale...
ALE
Noah dosłownie uciekł już od Salavtoreów i spowodował wypadek samochodowy Eleny, więc został zaproszony do domu. Do domu, w którym mieszkali Jeremy i Jenna.
Musiał iść.
MJ ruszyła z powrotem korytarzami, które miały ją zaprowadzić na salę gimnastyczną, w ten sposób znalazła Elenę znacznie szybciej, niż zamierzała.
Była w latach pięćdziesiątych i biegła korytarzem, gdy Noah złapał ją za włosy i pociągnął z powrotem. Wzrok MJ przeskanował przestrzeń, w jednym kącie stało wiadro z mopem. Z drewnianym mopem. Elena krzyczała i kopała, stawiając opór i udało jej się go nawet uderzyć, gdy próbował położyć ją na podłodze. Prawdopodobnie zabolało ją to bardziej niż jego, ale dobrze, że nie dała się łatwo zwieść. MJ chciała rzucić zaklęcie, gdy Elena znalazła ołówek na ziemi i wbiła mu go prosto w brzuch.
Wyrwała mu go i wbiła w jego dłoń.
Krzyknął, rozpraszając się, żeby Elena mogła wyślizgnąć się z jego uścisku i wtedy MJ przypomniała sobie, że miała pomagać.
— Da sui — skrzyżowała dwa palce każdej ręki i dwukrotnie uderzyła górnym palcem o dolny.
Ołówek zaczął się łamać, wbijając się głębiej w jego dłoń, a drobne plamki opadały i przecinały resztę jego skóry.
— Onvocar Ce — mop wpadł jej w rękę, a Elena znów zaczęła krzyczeć.
MJ nie była jednak pewna dlaczego. Drugi wampir nie pojawił się, żeby pomóc.
Trzasnęła trzonkiem mopa o kolano, ale zanim zdążyła cokolwiek zrobić, Stefan wpadł i rzucił się na Noah.
Noah chciał uciekać, ale Damon zablokował mu drogę — Hej.
Naoh rozejrzał się dookoła, zobaczył dwa wampiry, Elenę i kołek.
— Nikt nie chce cię zabić — Damon jednak nie brzmiał przyjaźnie — Chcemy tylko porozmawiać.
Noah się uśmiechnął i rzucił się na Elenę, wystawiając zęby.
— Mente.
Zamarł w niektórych momentach, gdy MJ wbijała mu kołek w brzuch.
Salvatorowie nie chcieli jeszcze jego śmierci?
Dobra, zagrałaby w piłkę, ale miała też kilka pytań, które chciałaby zadać.
Noah jęknął i upadł na kolana, Damon podszedł i mocno chwycił go za ramię, żeby nie mógł po prostu znowu uciec.
Stefan bardzo powoli odwraca się na swoim miejscu, uważnie obserwując drugą połowę mopa.
— To wcale nie jest takie straszne — machnął ręką w powietrzu.
— Nie wiedziałeś, że Sabrina nastoletnia czarownica, czasami może stać się niewidzialna? — Damon również się obrócił, z wymuszonym uśmiechem.
MJ całkowicie zapomniała o całej tej niewidzialnej rzeczy. Nic dziwnego, że Elena krzyczała, gdy się w to wplątała.
MJ pstryknęła palcami, a czar prysł — Teraz jestem Sabriną?
Elena praktycznie wyskoczyła ze skóry.
— Mniej konkretna, niż Lydia.
MJ pomyślała o tym przez chwilę — Powinnam kupić kota? Czarownice zawsze wydają się mieć koty, a ja tak naprawdę lubię to zwierzę, więc mogłoby być to zabawne.
— Czy naprawdę teraz o tym myślisz? — zapytał ją Stefan, wskazując na drżącą Elenę i wampira z kołkiem.
— Przepraszam — MJ uśmiechnęła się przepraszająco — Zapomniałam, że jesteś jeszcze nowicjuszem w tym wszystkim...
Patrząc na siebie MJ również na chwilę się rozproszyła, jej gotowy strój nie pasował do okazji. Różowa kurtka i czerwone obcasy nie krzyczały "przesłuchanie wampira", chociaż z pewnością sprawiły, że poczuła się pewnie.
— To jest...— Elena wzięła oddech — Byłaś...— zamknęła oczy — Jesteś czarownicą, czemu mnie to dziwi?
— W końcu tam dotrzesz — zapewniła ją MJ — Teraz, ty.
Położyła rękę na kołku.
— Wybrałeś złą noc, żeby na mnie wpaść, mam w sobie mnóstwo stłumionych emocji, a ty właśnie zaatakowałeś moją przyjaciółkę, więc... — wkręciła kołek trochę głębiej — Chcesz zacząć rozmawiać, Noah?
— Skąd znasz moje imię? — plunął.
— Jestem wszędzie — uśmiechnęła się — Tak właśnie działam. A teraz powiedz nam, w co grasz?
— Pieprz się.
Wsunęła go głębiej, a on odkaszlnął krwią.
— Nie masz ochoty rozmawiać? — Stefan nad nim górował — Musisz nam po prostu powiedzieć, dlaczego to robisz?
Skrzywdzenie Eleny nie było dobrym posunięciem, jeśli zależało ci na współczuciu Salvatoreów.
Noah spojrzał na nią, a potem na braci — Ponieważ to jest zabawne.
MJ się na to wykręciła.
— Wygląda, jak Katherine.
Stefan podniósł rękę, dając MJ znak, żeby się zatrzymała. Zrobiła to. Pozwoliła im na tę chwilę wytchnienia, by przetworzyć imię Katherine, które zostało tak swobodnie rzucone.
Teraz kolej Damona na przemówienie — Znałeś Katherine?
Naoh udało się zaśmiać — Oh. Myśleliście, że jesteście jedynymi?
Bez odpowiedzi.
— Nawet mnie nie pamiętacie!
Damon przepchnął się obok MJ, wytrącając kołek z jej rąk, ale popychając Noah na podłogę — Powiedz mi, jak dostać się do grobowca, hmm?
— Nie.
MJ się zatrzymała. Musiała się czegoś dowiedzieć, zanim pozwoli na dalsze rozmowy o wampirach w grobowcu.
— Brak pierścienia dziennego. Bawisz się ludźmi, jak zabawkami....I masz kilku przyjaciół wampirów zamkniętych w grobowcu.
Wszyscy się na nią gapią. Jej ton był całkowicie beznamiętny i nie mrugała.
— Gdzie jest twój symbol?
— Mój co?
— Muller herb. Gdzie jest twój?
— Nie wiem o czym mówisz?
Ramię MJ rozluźniło się minimalnie. Nie jesteś nocnym wędrowcem?
— Jestem nocnym wędrowcem.
— Ale czy jesteś nocnym wędrowcem Muller?
Naoh spojrzał na braci, jakby była wariatką, oboje byli tak samo oderwani od rzeczywistości, jak on.
— Cokolwiek — MJ odrzuciła tę myśl — Czy zrobisz coś mądrego i opuścisz miasto, czy będę musiała cię zabić?
Nie chciała zabić Stefana z powodu mściwego ducha, ale z radością zabiłaby wampira, który sprawiałby kłopoty w jej życiu.
— Nie — Damon na nią spojrzał — On wie, jak otworzyć grobowiec.
— Nie masz na to żadnego dowodu.
— Oprócz tego, że krzyczysz jak opętana i jesteś czarownicą, więc wiesz, że jest inna droga bez naszyjnika.
— Albo może po prostu lubię krzyczeć, jak opętana, kiedy egoistyczne wampiry postanawiają mnie wkurzyć — MJ zacisnęła zęby.
— Jak dostać się do grobowca? — Damon nadepnął na kołek wbity w jego klatkę piersiową, wbijając go jeszcze głębiej — Powiedz mi!
— Grymuar Emily — zakrztusił się, ale Damon odsunął się, żeby mógł znów usiąść.
— A, gdzie jest grymuar Emily?
— Nie wiem!
Damon zmrużył oczy.
— Sprawdź dziennik! — wykrztusił — Dziennik Johnathana, Johnathana Gilberta.
MJ powinna pójść za drugim wampirem, do cholery.
Stefan przejął pytania, a Damon przyjął te informacje — Kto jeszcze z tobą pracuje?
Noah nie odpowiedział.
— Była dziewczyna — odpowiedziała — Widziałam, jak rozmawiał z dziewczyną, która była wampirzycą.
MJ brzmiała na zmęczoną, więc odchrząknęła i potarła twarz. Sama rozmowa o nocnym wędrowcu Muller sprawiła, że poczuła się wyczerpana.
— Kim ona jest? — zapytał Damon.
— Nie. Będziesz musiał mnie zabić.
— Rozmawiała też z Jeremym, może wiedzieć — przyznała MJ.
— Jeremy nie może o tym wszystkim wiedzieć — Elena mówiła szybciej, niż kula.
Damon westchnął — Jeśli nam po prostu powiesz, to wszystko się skończy.
— Wolałbym umrzeć.
MJ wyciągnęła kołek z jego brzucha. Odepchnął się od podłogi, żeby spróbować pobiec, ale ona wbiła mu kołek prosto w serce.
— To umieraj.
Powoli szare linie zaczęły pojawiać się na całym jego ciele. Kolor odpłynął z jego skóry. Wysuszenie, a następnie śmierć.
Elena zrobiła powolny krok do przodu w szoku — Co my...jak teraz znajdziesz pozostałych?
— Musiał umrzeć — Damon, ku zaskoczeniu, poparł decyzję MJ.
— Ale...
— Eleno — Stefan spojrzał na nią smutno — Został zaproszony.
Jeśli MJ miałaby być całkowicie szczera, to było to dość odległe od jej myśli, kiedy to zrobiła. Myślała o tym, jak atakuje ludzi, jak ciągnie Elenę po podłodze. Myślała o tym, jak uwolnił grobowiec wampirów, które zrobią to samo.
Słychać było kroki. Zatrzymujące się kroki.
Pan Saltzman stoi na drugim końcu korytarza i widzi zbiór problematycznych rzeczy, zaczynając od kołka w dłoni MJ. Następnie spojrzał na martwe ciało na podłodze, potargane spojrzenie Eleny i na dwóch Salvatoreów, którzy się wyprostowali. Cofnął się i poszedł z powrotem innym korytarzem.
Bracia wymienili spojrzenia.
— Idź — poinstruował Stefan — Zajmę się tym.
Damon rzucił się do ucieczki, by wymazać wspomnienia.
MJ również miała zamiar pobiec za nim, żeby sprawdzić, czy Damon właśnie go nie zabił, gdy przypomniała sobie o dziewczynie i fakcie, że kręciła się po szkole w poszukiwaniu dziennika. Dziennika, który Jeremy dał panu Saltzmanowi.
— Muszę coś sprawdzić — upuściła kołek i pobiegła w stronę sali lekcyjnej historii.
Drzwi do sali były otwarte, ale tak samo było w innych klasach. To nic nie znaczyło. Zaczęła otwierać szafkę z zapasami, nic tam nie było, ani śladu grzebania. Potem rozejrzała się po biurku. Nie ma pod nim żadnej torby do przechowywania, w koszu nic nie ma. Szuflady zwykle zawierały rzeczy. Sprawdzone testy, zebrane prace domowe. W szufladzie Tanner trzymał kredę...
MJ otworzyła ją, na krawędziach wciąż było trochę pozostałości kredy, ale była czysta. Nie tylko czysta, trochę wilgotna. Szturchnęła spód szuflady, szybko sprawdzając, czy na korytarzu słychać kroki, po czym całkowicie ją otworzyła.
Podniosła ją i powąchała miejsce umycia.
Choć w tym zapachu było coś znajomego. Pozorny, ale znajomy.
Mogła to być po prostu woda kolońska - ale dlaczego ona miałaby ją rozpoznać?
Westchnęła. Nie ma dziennika, ale nie ma też dowodu, że tam był.
Odłożyła szufladę na miejsce i wykonała ostateczny zamach. Nic nie wyglądało nadzwyczajnie. Wtedy coś spadło na podłogę. Coś, co zostało wyparte, gdy wsunęła z powrotem szufladę.
Drewniany kołek.
Ostrożnie podniosła go, żeby się dokładnie przyjrzeć. Czy to była tylko część biurka?
Nie, nie mogła być. Wiedziała, że lepiej nie nazywać czegoś takiego zbiegiem okoliczności. Nie znalazłaby po prostu przedmiotu przypominającego kołek ukrytego za biurkiem w miasteczku, w którym mieszkały wampiry.
Ale, co to znaczyło?
Usłyszała ruch, więc szybko odłożyła go na miejsce, z którego się wysunął i schowała się za jedną ze stron biurka.
— Wyjdź, Salem Saberhagen.
Wstała i spojrzała gniewnie na Damona — A, teraz jestem tylko kotem?
Damon wzruszył ramionami.
— Co musiałaś sprawdzić? — zapytał Stefan.
— Jeremy miał dziennik Gilberta, ale był on częścią zadania, które wykonał — ujawniła.
— Więc, nauczyciel historii go ma? — zapytał Damon.
Mierda.
— Już nie — próbowała udawać zirytowaną, a bracia wydawali się to kupować — Jeremy je odzyskał i pożyczył komuś innemu. Tekst, który dostałam dopiero po przejściu przez wszystko.
Damon oblizał swoje usta — Całkiem niezłe widowisko tam zrobiłaś.
— Nie lubię ludzi, którzy są bezcelowo okrutni i mam na myśli — wzruszyła ramionami — Powiedział mi, że mam to zrobić.
— Naprawdę masz ugryzienie.
— Wątpiłeś we mnie? — podniosła brwi w geście wyzwania — Jestem pewna, że już kilka razy powaliłam cię na podłogę.
— Ale, nigdy mnie nie wykończyłaś — powiedział pewnie — Myślałem, że tylko gadacie.
Przełknęła — No cóż, teraz już wiesz, że nie tylko.
— I kim są nocni wędrowcy Muller?
— Nie twoja sprawa.
— MJ — Stefan posłał jej spojrzenie.
— Jeśli o nich nie słyszeliście, to nie musicie o nich słyszeć.
— Czy to dotyczy ciebie i grobowca wampirów? — pamiętał.
— Taa, to dotyczy mnie i grobowca wampirów, ale to moja sprawa — skrzyżowała ramiona — I ewidentnie się myliłam, więc to już nie ma znaczenia.
Spojrzeli na siebie i odpuścili.
— Więc, to z tą dziewczyną współpracuje ten idiota? — zapytał Damon — Czy to oznacza, że teraz pracuje sama?
— Jak ty? — Stefan wydawał się mieć jakiś plan, co trochę zdenerwowało MJ — Grymuar...to był Emily, prawda?
Damon znieruchomiał.
— To jest to czego potrzebujesz, żeby odwrócić zaklęcie — Stefan już to rozgryzł — Kiedy rodziny założycielskie ją spaliły, zabrali jej rzeczy, a ty miałeś nadzieję, że dziennik naszego ojca powie ci, gdzie one są.
— Spójrz na to, składanie elementów w całość. Brawa dla ciebie — Damon się skrzywił — Byłem w połowie dobrze. I teraz wiem, że tam jest.
Odszedł.
— Niech gra się zacznie.
— Nie pozwolę ci otworzyć grobowca wampirów — MJ pokręciła głową — Nie ma szans.
— MJ — Stefan dał jej znak, żeby się wycofała. Nie zrobiła tego — Moja oferta jest nadal aktualna.
— Taa, z pewnymi ukrytymi zastrzeżeniami, bez wątpienia.
— Nie — ton Stefana był ciepły — Nic w tym ukrytego. Żadnych kłamstw. Bez oszustw. Będę tam, kiedy otwierasz grobowiec, ty i Katherine odchodzicie, a pozostałe trzydzieści dwa wampiry umierają.
Zawierał umowę.
— W ten sposób nikt nie zostanie wypuszczony na wolność w mieście — Stefan spojrzał na MJ.
Napięcie w pomieszczeniu wzrosło dwukrotnie, gdy MJ i Damon spojrzeli na siebie.
— Jeśli się zgadzam? — Damon nie odrywał od niej wzroku.
— Pomogę ci.
— Dlaczego miałbym ci zaufać?
— Bo, jestem twoim bratem.
Serce MJ trochę zabolało. Była zwolenniczką rodziny i rodzin, które pomagają sobie nawzajem.
— To nie wystarczy.
— Bo chcę, żebyś odszedł.
Rodzeństwo.
Uśmiechnęła się lekko.
Damon zatrzymał się na chwilę, by pomyśleć, uznając tę odpowiedź za lepszy powód, by zaufać bratu, niż ten pierwszy.
— A ty? — zapytał ją.
MJ spojrzała na Stefana — Żaden inny wampir nie wydostanie się?
— Możesz tam być, żeby to zapewnić.
Westchnęła — W porządku.
— W takim razie, okej — Damon, oczywiście, musiał mieć ostatnie słowo.
Wiedziała, że będzie żałować, że się na to zgodziła. Będzie tego bardzo żałować. Ale przynajmniej, jeśli tam była, powinna upewnić się, że jeśli któryś z pozostałych wampirów zdoła się wydostać, nie ucieknie za daleko.
Rozdział ma : 6490 słów
Damy radę wbić 10 gwiazdek?
Ogólnie planuje wrzucać rozdziały 2 razy a miesiącu, zobaczymy jak mi to pójdzie. Mam teraz wenę do tłumaczenia, to może w tym miesiącu uda się wrzucić jeszcze kilka przetłumaczonych przeze mnie rozdziałów!
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top