꒰ veinte ꒱
OPIS SYTUACJI: Jest wczesny wieczór. Słońce powoli zbliża się do widnokręgu, a mama blondynki wpada do jej pokoju, gdzie przesiaduje ze swoim ukochanym Hiszpanem.
Jej mama: *siada na drugim parapecie* Tak sobie pomyślałam... W środę jest otwarcie cukierni i może moglibyśmy we trójkę, jeśli tylko chcesz, Alvaro, pójść z nami, by poroznosić ulotki?
Callie: Niedawno co się wykąpałam... *mruczy pod nosem* Włosy mam jeszcze mokre!
Álvaro: Nic ci nie będzie. Jest ciepło na dworze, więc wysuszą się w przyspieszonyn tempie.
Jej mama: Czyli idziesz z nami... *chwila na zastanowienie* Alvi?
Álvaro: A jak miałbym nie iść i przegapić kolejne cudowne wspomnienie z moją jedyną kobietą, którą kocham nad życie? *spogląda na blondynkę, która rumieni się* Słodka jesteś, skarbie *całuje ją w nosek*
Callie: *najchętniej rzuciłaby się na niego i nie wypuściła z objęć, ale jednak nie chce teraz peszyć własnej mamy*
Jej mama: To jak? Pomału się możemy zbierać i iść, prawda?
Callie: Owszem. Ale mamuś... *podchodzi do niej i szepcze* Mogłabyś mnie z Alvem zostawić na chwilę samych?
Jej mama: *również szeptem* Dobrze, ale bez żadnych wiesz czego *puszcza jej oczko, po czym wstaje i wychodzi z pokoju, a zanim zamknie drzwi mówi* Szykujcie się powoli, jak wyjdziemy za pół godziny będzie dobrze *zamyka*
Álvaro: *podnosi się do pozycji na pół-leżącej* Coś ty znowu wykombinowała?
Callie: A czemu zawsze mam coś kombinować? *gramoli się na łóżko i kładzie się obok niego* Nie może się do własnego męża przytulić? *wtula się w niego jak małe dziecko*
Álvaro: Moje małe dzieciątko *chichocze, obejmując ją na plecach* Utulić do snu?
Callie: Nie, bo zaraz idziemy na spacer nocny, na który to twoje małe dzieciątko się cieszy! *uderza go lekkością pięścią w bok*
Álvaro: No dobrze, dzieciątko *śmieje się, ale sam wtula się w nią jak tylko jest to możliwe*
*skip time*
Callie & Álvaro: *razem z jej mamą przemierzają kolejne ulice miasta, wsuwając za wycieraczki samochodów kolorowe ulotki*
Callie: *przechodzi na bok, dostrzegając marcedesa i beemkę* Uuulala jakie cudeńka! Chodźcie do mnie, kochaniutkie! Niechaj i wasz właściciel dowie się o cukierni! *woła rozradowana i podbiega do nich*
Álvaro: *śmieje się, spoglądając na nią* Czy ty serio gadałaś do samochodów?
Callie: A nie? No zobacz! Piękności! *głaszcze białego mercedesa po masce*
Álvaro: Od kiedy podobają ci się Merce?
Callie: Od zawsze! Są śliczneeee *gdy już wsunęła ulotki wraca na główną ulicę* O mój... Jaki jaguar! *biegnie do niego i specjalnie wsuwa tam różową ulotkę* Trochę koloru, kierowco tego cacka.
Álvaro: *wsuwa do kolejnych aut karteczki, nie zwracając uwagi na konkretny kolor, śmiejąc się z jej słów* Czy z tobą jest coś nie tak?
Callie: Spóźniłeś się z tym pytaniem. Trzeba było zadać je przed zapytaniem mnie o związek. Nie! Przed początkiem naszej znajomości!
Álvaro: Wiesz... Ja z reguły jestem nastawiony na pozytywne "wibracje", więc nie pytam się o takie rzeczy od razu...
Callie: No to teraz ciesz się, że masz taką popierdoloną żonę. ZDROWO popierdoloną żonę. O właśnie! *wsuwa ulotkę czarnej beemce*
Álvaro: Dobrze, zapamiętam żono *śmieje się, podchodząc do niej*
Callie: Kiedy mówisz "żono" to ogh... Miód na moje uszy i duszę...
Álvaro: *niespodziewanie zachodzi ją od tyłu, gdzie oplata ją swoimi rękami w talii i szepcze do jej lewego ucha* To będę częściej używać tego zwrotu, żono *całuje ją w szyję, zostawiając tam soczystą malinkę*
Jej mama: Kochani! Ja wiem, że młodzi mają ponad milion procent energii i ogromne chęci bycia blisko siebie fizycznie, ale nie będziemy ulotek roznosić przez całą noc! Ani mi się śni! Jutro mam mnóstwo pracy! A im więcej rozniesiemy, więcej osób się dowie i będziemy bardziej bogatsi *chichocze*
Callie: Zanzibar! Tak!
Álvaro: Trzeba było mówić, skarbie! To byśmy tam polecieli! A i tak od razu to przepraszam, poniosło mnie... *uroczo się rumieni, podchodząc do kolejnego samochodu i wsuwając ulotkę*
Jej mama: Nie, że wam bronię, ale wiecie... Dobija jedenasta, a jeszcze sporo drogi i sporo do roznoszenia...
Callie: A mogę przy sądzie poroznosić?
Jej mama: Możesz. Ja zajdę jeszcze przy poczcie. Spotkamy się przy Lidlu.
Callie: Dzięki! ALVARITO BURITO! CHO NO TU!
Álvaro: Co proszę? Jak mnie nazwałaś? *próbuje powstrzymać się od śmiechu*
Callie: To co słyszałeś. Chodź, mężulku, teraz trzeba jeszcze przy sądzie poroznosić i zatańczyć La Cinturę, prawda?
Álvaro: T-taaak? *podnosi brwi ze zdziwienia*
Callie: Och no chodź tu *łapie go za nadgarstek i przechodzą przez drogę, gdzie nie ma pasów*
Álvaro: Nie ma tu kamer?
Callie: Miasto jest monitorowane, ale na to mam gdzieś... Do pracy rodacy! A i pamiętaj! Gdy dajesz ulotkę pod jakiś duży, a'la mafijny samochód albo dostawczak lub te olbrzymie tiry, to wsadzaj te żarówiaście różowe kartki *znika za samochodami, zaczynając roznosząc je po drugiej stronie parkingu przy sądzie*
Álvaro: Dobrze, zapamiętam *prycha i uśmiecha się pod nosem, wsuwając różową ulotkę pod wycieraczkę dostawczaka*
*skip time*
Callie & Álvaro: *są już na ulicy, na której mieszka jej mama*
Callie: Ile ci zostało? Mi niewiele. Będę musiała od mamy z kartonu dobrać.
Álvaro: Mi też mało *rozgląda się za kobietą* Gdzie ona?
Callie: Miała iść drugą stroną ulicy... *lustruje przeciwny parking przy jezdni, ale niestety nikogo tam nie znajduje* No błagam... Serio? Czekaj, zadzwonię do niej *wybiera numer, ale ta nie odbiera* No tak, zapomniałam. To typowe dla niej.
Álvaro: Moja zawsze odbiera...
Callie: Serio? Jak? Jak ma taki zapierdziel przy tym pensjonacie i tych remontach?
Álvaro: Wiesz, inaczej pracuje Polska, a inaczej Hiszpania *śmieje się, łapiąc ją nagle za rękę*
Callie: *momentalnie spala buraka na policzkach* Dobrze, że jest ciemno...
Álvaro: Sugerujesz coś, żono? *mówi zmysłowym tonem, bliżej jej twarzy*
Callie: *dostaje dreszczy* Ja? J-j-jaaa... Nic nie sugeruję... Po prostu w tych ciemnościach egipskich, lub jak kto woli jak dupie murzyna, nie widać rumieńców na mojej mordzie *ściska jego dłoń mocniej*
Álvaro: Ja nie mogę... Jakim cudem ta moja żonka jest taka słodka? Nawet jak się boi? *chichocze, gdy nagle dostaje strzał z łokcia w jego bok* Za co?
Callie: Cichaj już, mądralo. Z mamą próbuję się skontaktować, by nie zgubiła się w tej akcji i nie przysłała ufo, by pomogli nam rozdawać ulotki, bo ona zdolna jest do wszystkiego! *wyjmuje telefon i ponownie do niej dzwoni i ta w końcu odbiera* Mamuś! Gdzieś ty poszła?
Jej mama: Jestem przy Netto, a wy? Nigdzie was nie widzę i nie mogę się do was dodzwonić! Myślałam, że coś wam się stało!
Callie: Spokojnie, nic nam nie jest. No widzisz. Ja do ciebie dzwoniłam, ale nie odbierałaś.
Jej mama: A ja dzwoniłam zaraz po tym jak zadzwoniłaś *zaczęła się śmiać*
Callie: No super! *śmieje się* Dobra, my jesteśmy przy kebabie i...
Álvaro: Zajdziemy?
Callie: ...musimy zajść tam na chwilę, także zostaw nam samochody przy kinie i widzimy się w domu.
Álvaro: Yay! *cieszy się jak małe dziecko*
Callie: I nie, spokojnie, Alv nie brał dragów. Nawet nie myśl o tym, mamuś.
Álvaro: Co? Ja! Nigdy! Jestem czysty! Jak zawsze! Nigdy nie wezmę tego świństwa!
Jej mama: Wierzę *chichocze* Okej, ale byście wrócili cali. Widzimy się w domku. Do zobaczenia *cmoka bez słuchawkę i rozłącza się*
Álvaro: Idziemy już czy nie?
Callie: *wyłącza ekran telefonu i chowa do kieszeni w spodniach, po czym wzdycha* Tak, chodźmy...
*skip time*
Callie & Álvaro: *docierają do domu i mają rozdane wszystkie ulotki, które zabrali* Jesteśmy!
Jej mama: Cudnie. Ja właśnie przed chwilą przyszłam. Dziękuję wam za pomoc!
Álvaro: Nie ma sprawy, pani mamo mojej żony!
Callie: No i fajnie... Muszę się jeszcze raz wykąpać... Ogh!
Álvaro: Ale mam nadzieję, że się cieszyez z pięknych momentów ze swoim mężem, prawda? *powala ją na jej łóżko w pokoju, zawijając nad nią*
Callie: MUSISZ TERAZ, KIEDY ŚMIERDZĘ JAK SKUNKS I MAM PEWNO SZOPĘ NA GŁOWIE? *chce się podnieść, ale ten ją powstrzymuje*
Álvaro: Wcale nie i nie masz jej, więc już się zamknij, chyba że ja mam to zrobić tobie *puszcza jej oczko, przybliżając swoją twarz do niej*
Callie: Ale... Ogh dobra! *wzdycha*
Álvaro: *mruczy zadowolony, po czym pochyla się nad nią i wpija w jej usta, namiętnie i głęboko całując*
Callie: *jęczy, wsuwając dłoń w jego miękkie włosy, kiedy ten zjeżdża ustami na jej szyję*
Álvaro: Kurwa, jak ja cię kocham, żono moja *mówi między pocałunkami, pod którymi dziewczyna wije się z rozkoszy*
━━━━━━━ ⦁ ೃ⁀➷ ★ ⁀ೃ⦁ ━━━━━━━
Podczas pisania tego talksa autorka miała bardzo nabuzowaną mózgownicę i nie kontrolowała siebie, więc nagłe wybuchy śmiechu są usprawiedliwione międzynarodowymi badaniami!
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top