27

Następny dzień był po prostu koszmarem. Od rana wymiotował, jego bóle głowy stały się mocniejsze i on więcej niż cierpiał. Pochylał się nad toaletą, cicho płacząc z bezsilności. Kiedy miał już plany na nadchodzący tydzień, musiało mu się pogorszyć. Akurat w tym czasie, kiedy zaczął cieszyć się z wyjścia.

Podniósł się lekko i stanął przed lustrem. Obmył twarz zimną wodą, wracając później do sali, w której Melissa czekała już z kroplówką.

Bez słowa położył się i zamknął oczy.

- Nie martw się, kochanie. W porządku.

Teraz nad Stilesem pochylał się jakiś mężczyzna ze strzykawką.

- Jeden zastrzyk i po bólu.

Stilinski nie wiedział dlaczego, ale zaczął się wyrywać. Jakby ktoś miał władzę nad jego ciałem.

- Nie jestem wariatką!

Nie wiedział dlaczego to mówił. Zaczął czuć ogromne przerażenie, strach ściskał mu serce. Bał się tego, co za chwilę może się stać.

- Iris, jesteś w niebezpieczeństwie. Ale ja ci pomogę. Nie martw się, jeszcze wrócę.

I wtedy Stiles poczuł się, jakby dopiero wstał. Musiał zasnąć, kiedy Melissa podłączała go do kroplówki.

- Wszystko dobrze? - zapytała kobieta.

- Tak, jasne. Czemu pytasz? - Starał się zapanować nad drżeniem swojego głosu.

- Nieważne - mruknęła i położyła dłoń na jego czole. - Zaraz przyniosę ci coś przeciwgorączkowego.

Stiles westchnął cicho. Jeszcze chwilę temu był lodowaty.

Spojrzał na swón numer pacjęta i ze zdziwieniem stwierdził, że tam nie było jego imienia.

Mrugnął kilka razy, jednak dalej widział to samo. Iris.

Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top