💜I- kurea -nna💜
*zdjęcie z klasy, godzina 7:46*
Rozdział trzynasty + notka na górze:
Witajcie! Czytelnicy;) Chcę tylko powiedzieć że ten rozdział jest odpowiedzią na to jak zaczęły się sny Kelly o Avalun ;) i mam nadzieję że wam się spodoba. Miłego czytania:);)
- Kelly wstawaj! Śniadanie!
Jej! Dzisiaj wyjazd, postanowiliśmy z rodzicami ze wyjedziemy nad morze na 1 dzień żeby odpocząć od codziennego życia. Mieliśmy jechać 4 godziny ale na szczęście przyjechaliśmy wcześniej i mieliśmy trochę czasu zanim odebraliśmy rezerwacje na pokój w hotelu. Czekając, poszliśmy na lody. Jess wzięła malinowe, tata jagodowe, mama truskawkowe, a ja wzięłam waniliowe. Po godzinie spędzonej na rozmawianiu i śmianiu się tata powiedział - Już 16:10 mamy 10 minut. - No to się zbieramy. Powiedziałam. Poszliśmy do hotelu ,znaleźliśmy pokój i po rozpakowaniu każdy robił co mu się podoba. Ja usiadłam na łóżku wzięłam książkę i zaczęłam czytać. Strasznie się wciągnęłam i po jakimś czasie czułam jakbym przemieniła się w jedną z istot w tej książce. Czytałam, czytałam i czytałam aż nagle..... - Kelly...... Kelly...... to ja...... chodź...... Kelly...... poczułam przeszywający ból w głowie, czułam jak pulsuje, próbowałam powstrzymać to ale nie wiedziałam jak ból był coraz silniejszy i wtedy.. nie do końca wiem co się działo w hotelu ale tam gdzie ja się znalazłam było niesamowicie. Wielki budynek a za nim królestwo pełne różnych straganów i bazarów, oraz najważniejsze, zamek królewski, było tam przepięknie, chodziłam niewidzialna po korytarzach zamku gdy nagle wszystko znikło i obudziłam się na łóżko z książką na głowie. - Kelly wszystko Ok? Usłyszałam mamę przekrzykującą suszarkę. - Jasne mamo! Odkrzyknęłam z trudem powstrzymując jęk bólu, zacisnęłam żeby i starałam się spokojnie oddychać. - Wdech...... wydech......... to był tyko sen, takie sny się zdarzają.... spokojnie.... nie jestem nie normalna. Chwile potrwało zanim się uspokoiłam, ale gdy wszystko było dobrze wreszcie wróciłam do czytania.
No i jak podobało się wam? *nie* Napiszcie w komentarzach ;) *nie nie napiszę w komentarzach*
Rozdział czternasty:
Mara
Wzdrygnęłam się na ten głos i nie chciałam iść dalej ale magia Marona mnie do tego zmusiła, zrobiłam pare kroków i nagle pojawiło się przede mną krzesło na którym od razu usiadłam i wtedy zaczęłam się rozglądać po pokoju, przede mną była jakby szyba ale nie widziałam co jest za nią i nie chciałam wiedzieć, wtedy usłyszałam go, Marona.
- No dobrze w takim razie możemy już zaczynać... Powiedz mi wasza wysokość czy wiesz gdzie jest twoja siostra? Spytał
, arogancko podkreślając wasza wysokość
- Nigdy bym ci nie powiedziała nawet gdybym wiedziała! Mężczyzna chyba się wściekł bo słyszałam jego głos gdy mówił coś do strażnika głosem jakby miał go zaraz zabić, mimo że go nie widziałam, wiedziałam że teraz zwrócił się do mnie- Trudno... nie chcesz gadać? W takim razie cię do tego zmuszę..., ty tam, zabrać ja do sali tortur! Przyszli strażnicy, zaczęłam krzyczeć, szarpać się ale nie miałam tyle siły by uciec, i wtedy stało się coś niespodziewanego, Mut wskoczył do sali i ugryzł strażnika w nogę, ten odskoczył na drugiego i obaj spadli na ziemię, a wtedy ja i Mut wybiegliśmy z sali po drodze zabierając kolejnemu strażnikowi klucze do wielkich drzwi wejściowych i gdy je otworzyliśmy i wskoczyliśmy do łodzi ratunkowej usłyszałam jeszcze krzyk Marona. - Pożałujesz tego !!! Chwile później byliśmy już daleko od pływającego więzienia, świetnie teraz tylko znaleźć ląd i Maile...
Rozdział piętnasty:
Maila
Obudziłam się rano i zobaczyłam że Max jeszcze śpi, pomyślałam że mój chłopak sobie poradzi więc postanowiłam zwiedzić okolice ale mimo że nie było tu nic specjalnie interesującego i tak poszłam dalej i gdy wyszłam z lasu bezlistnych drzew zobaczyłam morze koloru krwi bardzo daleko ale widoczne na tyle by do niego dojechać bez mapy. Gdy wróciłam Max siedział przerażony. - Co ci się stało? Spytałam lekko się śmiejąc. - Boże! Maila!! Podbiegł do mnie i pocałował, zdziwiłam się trochę. - Tak się martwiłem!. - Och Max... dobra nieważne, gdy ty panikowałeś wyszłam się rozejrzeć i zobacz co znalazłam. Poszliśmy razem przez las aż w końcu z niego wyszliśmy. - Wow... to morze? Czy krew? - Jeśli chodzi o Marona to może być to drugie. Powiedziałam. Postanowiliśmy sprawdzić o co chodzi z tym morzem więc od razu wróciliśmy do koni i wyruszyliśmy.
Mara
Po wielu godzinach bez jedzenia prawie umierałam z głodu i Mut chyba nie był w lepszym stanie. Płynęliśmy już naprawdę długo gdy nagle zauważyłam coś dziwnego. - Mut! Mut! To ląd! Myślałam że zaraz padnę, gdy dotarliśmy zaczęłam całować ziemię. - Ląd! Ląd! Ląd! Och jak dobrze! Nareszcie! Wtedy Mut położył się na ziemi i nic nie mówiąc zaczął spać, pomyślałam że zrobię to samo.
Maila
Byliśmy już blisko morza gdy nagle zobaczyłam jakieś kształty, jeden mały drugi wielkości człowieka, zaraz to jest człowiek.... - Mara!
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top