Rozdział jedenasty


Przed wami ostatni rozdział, oczywiście pojawi się krótki epilog, ale to już praktycznie pożegnanie z tymi bohaterami. Mam nadzieję, że polubiliście chociaż troszkę ten tekst, przyznam, że kiedy zaczynałam go pisać w kwietniu nie sądziłam, że pandemia będzie tak wyglądała, że listopad będzie wyglądał w ten sposób. Życie potrafi nas naprawdę zaskoczyć, a nasze plany i marzenia trzeba odsunąć na bliżej nieokreślony czas. Mam nadzieję, że wyjdziemy z tej sytuacji silniejsi, mądrzejsi, z większą cierpliwością i empatią. Może czegoś się nauczymy, a może nie wyciągniemy z tej lekcji zupełnie niczego. Mam jedynie nadzieję, że jesteście zdrowi, trzymacie się dzielnie i dbacie o siebie i swoich bliskich. Miłego czytania :) 


Londyn

Czuł się parszywie. To chyba najlepiej określało stan, w jakim się znajdował. Nie tak to sobie wyobrażał. Kiedy myślał o powrocie, może spodziewał się fotografów na lotnisku, czasami wyobrażał sobie, że to będzie miejsce, w którym pierwszy raz zobaczy Gemmę. Innym razem w swoich wyobrażeniach wybierał jednak powrót do Irlandii i wtedy potrafił poczuć zapach domu, ten jedyny i niepowtarzalny. Teraz czuł się tak, jakby nie miał domu. To mogło brzmieć kuriozalnie i dramatycznie, ale nagle poczuł się tak, jakby nikt nigdzie na niego nie czekał. Jakby nie miał już tej jednej osoby, która zawsze się nim interesowała, martwiła o niego i była, jeśli jej potrzebował.

Pewnie powinien pamiętać o tym, że mama się starzał. Lata mijały każdemu, ona nie była wyjątkiem i jeśli on skończył już trzydziestkę, to przecież mama też nie należała do najmłodszych, ale nadal miała przed sobą jeszcze lata życia. Nie docierało do niego, że jej już nie ma, ale przecież taka była brutalna rzeczywistość. Miał tak wiele planów, nie miał trasy, koncertów, promocji, nareszcie miał czas dla rodziny i chciał spędzić czas z bliskimi. Mógł odciąć się od całego muzycznego biznesu i rozkoszować spokojem, tylko że teraz to nie miało sensu, ponieważ został sam. I nagle świadomość, że ma brata, wcale nie pomagała, bo nigdy nie byli aż tak blisko. To zawsze mama sprowadzała go na ziemię i byłą osobą, która trzymała go blisko rodziny. Gdy teraz jej zabrakło, miał wrażenie, że skończyła się w pewien sposób ich rodzina. Nagle Nowy Jork nie był takim złym miejscem do życia, w zasadzie to tylko kolejne miasto, takie jak każde inne.

Nie wiedział, gdzie się podziać, powinien jechać do swojego domu, ale czym to różniłoby się od samotnego siedzenia w Nowym Jorku. Nie wyobrażał sobie, by odwiedzić teraz brata. Nie rozmawiali poza krótkim telefonem, gdy Greg powiedział mu o śmierci mamy i zawiadomił o pogrzebie. Nie mieli zamiaru na niego poczekać, nie wiedział nawet, czy ma im to za złe. W tamtym momencie i tak był uziemiony w Stanach. Postanowił w końcu włączyć swój telefon, w zasadzie nie powinien go wyłączać. Spodziewał się wielu wiadomości i przepełnionej skrzynki. To nigdy nie było nic przyjemnego. Po chwili, gdy siedział już w taksówce, skrzywił się, słysząc dźwięk powiadomień, zerknął na wyświetlacz i zauważył jedno imię, które uświadomiło mu, że może nie jest zupełnie sam.

Najwyraźniej Londyn powrócił już do życia, ponieważ miasto przywitało go korkami, a droga trwała dłużej, niż planował. Może powinien skorzystać z prywatnego auta i kierowcy, ale jakoś wolał jeszcze ten jeden raz poczuć się normalnie na tyle, na ile mógł. Kiedy wysiadł z samochodu i stanął przed drzwiami, dotarło do niego, co zrobił. Teraz nie było już odwrotu. Oczywiście mógł uciec, ale przecież tego nie chciał, więc stał zrezygnowany z torbą przewieszoną przez ramię, walizką u boku i zapukał do drzwi. Czekał, przestępując nerwowo z nogi na nogę. Nie wiedział, czego może się spodziewać. Nie rozmawiał z Gemmą od kilku dni, nie odbierał telefonów, napisał tylko, co się stało i odciął się od świata. Wtedy nie miał siły na rozmowy, ale teraz czuł, jak mocno tęsknił i potrzebował tylko jednej osoby.

Drzwi nagle otworzyły się i podniósł wzrok przygotowując się na zobaczenie Gemmy, ale w progu stał zupełnie obcy mężczyzna, który przypatrywał mu się z umiarkowanym zainteresowaniem.

–Tak? – szatyn uśmiechał się uprzejmie, ale naprawdę nie wiedział, co odpowiedzieć. Nie miał pojęcia, z kim rozmawia, chociaż to na pewno nie był Harry, Gemma pokazywał jego zdjęcia wiele razy. W takim razie to musiał być Louis, jej najlepszy przyjaciel.

– Louis prawda? Wróciłeś do domu cały i zdrowy – powiedział i pewnie brzmiał jak obłąkany. Mówił do faceta, którego widział pierwszy raz na oczy, ale wydawało mu się, że zna go bardzo dobrze i cieszył się, że ulubieniec Gemmy jest zdrowy ze swoją rodziną.

– Tak, ale naprawdę nie mam pojęcia, kim pan jest – odparł szatyn i spojrzał przez ramię na korytarz. – Harry, skarbie pozwól na chwilę.

– Co się dzieje?

– Na naszym progu stoi jakiś mężczyzna, który najwyraźniej mnie zna, ale ja nie znam go kompletnie, więc może to jakiś twój znajomy ze szpitala albo... – Louis urwał, gdy stanął obok niego wyższy mężczyzna, który był na pewno bratem Gemmy.

– O mój Boże – wysapał Harry, zasłaniają usta dłonią. – Ty idioto – odepchnął męża na bok i otworzył szerzej drzwi w zapraszającym geście. – Na naszym progu stoi Niall Horan, a ty mówisz, że go nie znasz? Przepraszam za niego, wejdź proszę. Zaraz zawołamy Gemmę, gdzieś się tutaj plączę, albo układa puzzle z Samem – mężczyzna paplał, dopóki nie przerwał mu głos, który Niall znał doskonale.

– Co wy tu robicie? Zajmujcie się swoim synem, nikt mi nie płacił za... – urwała, wpatrując się w niego z szokiem wymalowanym na twarzy. – Niall?

Zobaczenie na własne oczy kogoś, z kim rozmawiało się od miesięcy, jest niezwykłym doświadczeniem. Człowiek planuje sobie, co powie tej osobie, bo przecież pierwsze wypowiedziane zdanie jest ważne. Układa w głowie plan spotkania, zastanawia się, czy objęcie będzie odpowiednie, czy może zbyt poufałe, zadaje całą masę głupich pytań i jeszcze więcej głupich odpowiedzi, a w rzeczywistości żaden ze starannie przygotowanych scenariuszy nie jest zrealizowany. Wyobrażał sobie, że spotkają się na lotnisku lub w jakiejś restauracji, w której będą mogli spokojnie porozmawiać w towarzystwie dobrego wina. Na pewno nie oczekiwał, że ich pierwsze spotkanie będzie miało miejsce w domu jej brata i na swój widok rozpłaczą się. Nigdy o tym nie rozmawiali, ale Gemma była od niego niższa, nie dużo, ale na tyle, że wpasowali się idealnie w swoje ramiona, gdy tak po prostu podeszła do niego i objęła, mocno się do niego przytulając. Nie było takiej siły, która powstrzymałaby go od dotknięcia dziewczyny. Nagle będąc na pewien sposób zupełnie obcymi ludźmi, stali się dla siebie najbliższymi. Nie płakał po śmierci mamy, ale teraz czując ramiona Gemmy obejmujące go w pasie, rozpłakał się, nie myśląc wcale o świadkach tego załamania. Słyszał jakieś szepty i kroki, ale w tej chwili nie obchodziło go, co dzieje się dookoła nich.

– Tak bardzo za tobą tęskniłam i martwiłam się o ciebie – usłyszał cichy głos brunetki, która chyba nie zamierzała się od niego odsunąć.

– Przepraszam, nie miałem siły z nikim rozmawiać, ale teraz kiedy przyleciałem, nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Nie wiedziałem, gdzie pójść – otarł załzawioną twarz, biorąc drżący oddech. – Przepraszam, że to takie niespodziewane, pewnie wam w czymś przeszkodziłem.

– Przestań – przerwała mu i odsunęła się gwałtownie, po chwili splatając ich dłonie. – Bardzo dobrze, że przyjechałeś. Mama oszaleje z radości, a Harry pewnie właśnie stara się doprowadzić do porządku, tak żeby nie piszczeć na twój widok.

– Jesteś pewna, że nie przeszkadzam? Aktualnie nie jestem duszą towarzystwa – chciał się zatrzymać, ale najwyraźniej pierwszą rzeczą jaką miał się dowiedzieć o Gemmie, było to, że nie uznawała sprzeciwu.

– Jestem nawet bardziej niż pewna, obiecuję, że wszyscy będą się zachowywać – zatrzymała się nagle i przytuliła go raz jeszcze. – Bardzo mi przykro Niall, wiem, że słowa nic nie znaczą w takiej chwili, ale naprawdę wszyscy cię tu kochamy. Dobrze mieć cię w domu.

Po tych słowach został pociągnięty do pokoju, który musiał być salonem. Zauważył rozrzucone na podłodze puzzle i małego chłopca, który z wysuniętym językiem skupiał się na obrazku, który miał powstać. Widział go tak naprawdę po raz pierwszy, ale czuł, jakby znał go od dawna. Zresztą rozglądał się po pokoju, który widział dziesiątki razy. Wiedział, w którym fotelu Gemma lubiła oglądać filmy, ile razy zasypiała na tej sofie, rozmawiając z nim chwilę wcześniej. Znał ten dom, chociaż nigdy wcześniej tu nie był. Co więcej, wydawało mu się, że zna wszystkich jego mieszkańców. Czuł uścisk dłoni Gemmy, ale w głowie dźwięczały mu tylko jej słowa wszyscy cię tu kochamy.

***

Londyn

To wydawało się surrealistyczne. Stała w progu, uśmiechała się pod nosem i przyglądała się, jak Niall rozmawia o czymś z jej mamą,. Kiedy obudziła się tego poranka, nie sądziła, że dzień potoczy się w ten sposób, ale teraz czuła się szczęśliwa. Zamartwiała się o Nialla każdego dnia, nie odbierał telefonów, a później nie włączała się nawet poczta głosowa, która i tak była przeładowana wiadomościami od niej. Teraz nie musiała już martwić się o żadnego z facetów, którzy byli jej najbliżsi. Wszyscy znajdowali się pod tym dachem.

Harry jak na razie trzymał się z daleka i wydawało się, że jest bardzo czymś zajęty, ale co jakiś czas pojawiał się i rzucał Niallowi zaciekawione spojrzenie. Louis podśmiechiwał się pod nosem i był wyraźnie rozbawiony podczas obserwowania tego komicznego zachowania swojego męża. Nigdy nie była wielką fanką jakiegoś artysty, ale rozumiała swojego brata. W końcu po jego kuchni, w której zazwyczaj śmiali się i gotowali jakieś mało wyszukane potrawy, krążył ktoś bardzo, bardzo znany.

Jest wiele książek o śmierci, o tym jak sobie poradzić po stracie najważniejszych osób, ale nigdy nie trafiła na poradnik, który mówiłby, jak obchodzić się z osobą, która utraciła mamę. Przyglądała się Niallowi i wiedziała, że nic nie jest w porządku, chociaż mężczyzna starał się udawać, że radzi sobie całkiem nieźle. Nie mogła go winić, nie rozumiał jeszcze, że jest w miejscu, w którym nie musi udawać, a oni nie będą go oceniać.

Nie wiedziała, co zrobią dalej, nie miała pojęcia, czy Niall planował jechać do rodzinnego domu, czy może chciał wrócić do swojego mieszkania. Sama przed sobą nie umiała się przyznać do tego, że chciała po prostu, żeby tu został. Bycie obok niego powinno być dziwne. W końcu można powiedzieć, że byli dla siebie obcymi ludźmi, ale to nie była prawda, znali się, wiedzieli o sobie więcej, niż można było się spodziewać.

– Wydaje się porządnym facetem – podskoczyła, gdy usłyszała znajomy głos obok swojego ucha. Spojrzała na Louisa, który stanął obok niej z ramionami zaplecionymi na piersi. – Niall wydaje się być w porządku – powtórzył, widząc jej pytający wzrok.

– Tak myślisz? – chyba powiedziała coś nie tak, ponieważ Lou zmarszczył brwi, przyglądając się jej z napięciem.

– Myślałem, że go lubisz – wyjaśnił krótko, najwyraźniej nie chcąc rozgadywać się na ten temat.

– Oczywiście, że lubię – chyba naprawdę się nie dogadali. Myślała, że to oczywiste. – Dlaczego zasugerowałeś, że miałoby być inaczej?

– Zapytałaś, czy myślę, że Niall jest w porządku. To zabrzmiało tak, jakbyś miała wątpliwości – szatyn teraz patrzył na nią, jak na osobę niespełna rozumu i może wcale nie był w błędzie, ta rozmowa faktycznie brzmiała nieco dziwnie. – Odpowiadając jednak na twoje pytanie, tak, myślę, że Niall jest porządnym facetem. Jak na gwiazdę, którą jest, wydaje się całkiem zwyczajnym gościem. Trzyma się całkiem nieźle w sytuacji, w której się znalazł. Pamiętam, co czułem, kiedy mama zmarła, to najgorszy czas w moim życiu, a przecież miałem was, nie byłem sam. Podziwiam, że odważył się tu przyjechać.

– Nie mam wątpliwości, po prostu chyba nie mogę uwierzyć, że on tu jest, wiesz? Mam wrażenie, że znam go tak dobrze, że spędziłam z nim tyle czasu, a przecież kilka godzin temu dotknęłam go po raz pierwszy i to wydaje się nierzeczywiste. Chyba nigdy na nikim tak mi nie zależało, oczywiście poza wami, ale wy jesteście moją rodziną, jesteśmy najlepszą drużyną na świecie – poczuła, jak mężczyzna obejmuje ją ramieniem, przysuwając się bliżej. Kochała swojego brata, ale to Lou był zawsze głosem rozsądku i osobą, która potrafiła wspierać jak nikt inny. – Cieszę się, że jesteśmy wszyscy razem w domu. Powinnam zabrać Nialla do siebie, ale myślę, że on teraz potrzebuje rodziny, wiesz? Potrzebuje nas wszystkich, chociaż jesteśmy dla niego praktycznie obcymi ludźmi.

– Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Wiem, że zawsze sobie żartowałem z tego, kiedy kogoś poznasz, ale cały czas miałem nadzieję, że to będzie porządny facet. Ktoś, kto zaakceptuje całą naszą rodzinę, kto będzie troszczył się o ciebie. Nie znam Nialla, ale widzę, jak na ciebie patrzy. Sam gapię się tak na Harry'ego od dnia, kiedy go spotkałem. Zostańcie tutaj, stęskniłem się za całą rodziną. Wiem, że Harry też chce pobyć trochę z tobą i cóż mój mąż jest najwyraźniej nieśmiałym fanem twojego faceta, więc dajmy mu się nacieszyć jego obecnością.

– Niall nie jest moim facetem – zaprotestowała szybko, ignorując całą jego wcześniejszą wypowiedź.

– Jeszcze moja droga, jeszcze. Jestem przekonany, że to niedługo się zmieni – odsunął się i szturchnął ją lekko w bok, czekając, aż mu odda, co oczywiście po chwili nastąpiło. – Lepiej żeby został twoim facetem, bo ten mój gapi się na niego maślanymi oczami i nie wiem, czy do końca to mi się podoba – zażartował, chcąc ją rozbawić i udało mu się. Po chwili śmiali się cicho, tak by nikt ich nie usłyszał. – Chciałbym zauważyć, że nie mamy już dodatkowej sypialni – poruszył sugestywnie brwiami, oddalając się od niej o kilka kroków. – Nie wiem, jak rozwiążesz taką kłopotliwą sytuację, ale myślę, że dasz sobie radę. W końcu wszyscy jesteśmy dorośli.

– Jestem przekonana, że Harry z chęcią go przygarnie do waszego łóżka – powiedziała i zauważyła z niemałą satysfakcją, jak Louis zapowietrzył się i zabrakło mu słów. – Chciałbyś coś jeszcze dodać? – zapytała, idąc do kuchni, gdzie najwyraźniej kolacja została już przygotowana.

***

Miała wrażenie, że cały dom był już uśpiony. Światła były pogaszone i dookoła panowała cisza. Siedzieli w salonie na kanapie, którą tak znali. Rozmawiali ze sobą wiele razy, gdy leżała właśnie tutaj pod kocem, trzymając telefon w swoich dłoniach.

– Nie tak wyobrażałem sobie nasze pierwsze spotkanie – Niall odezwał się nagle, przerywając komfortową ciszę. – Miało być bardziej filmowo – zaśmiał się z własnych słów, gdy zdał sobie sprawę, jak żałośnie brzmiały.

– Filmowo? – uśmiechnęła się, słysząc, co powiedział. – Opowiedz o tym – to nie tak, że nagle czuli się przy sobie obco, ale nie wiedziała, na ile może sobie pozwolić. Czuła, że Niall ma dokładnie ten sam dylemat.

– Wiesz, myślałem, że może spotkamy się na lotnisku zaraz po moim przylocie. To głupie, gdy teraz o tym myślę.

– Nie, nieprawda, to bardzo filmowe, ale nie głupie i ...i myślę, że tak mogłoby wyglądać nasze pierwsze spotkanie, ale życie raczej nie przypomina filmowego scenariusza.

– Tak, masz rację. Jestem też przekonany, że w filmie nie siedzielibyśmy w ten sposób, bojąc się chociażby dotknąć – zauważył, zerkając na nią krótko. Miała racje, oboje czuli się dziwnie z tą przestrzenią pomiędzy nimi. – Wiem, że zwaliłem wam się niespodziewanie na głowę i razem ze mną przyciągnąłem tutaj ponurą atmosferę. Powinienem zabrać swoje rzeczy i pojechać do siebie. Tak byłoby najlepiej.

– Przestań – najwyraźniej nic do niego nie docierało, chwyciła go za dłoń i splotła ich palce. To nie był czas na udawanie, że są dla siebie tylko przypadkowymi znajomymi, gdyby tak było, Niall nie siedziałby tu teraz. – Cieszę się, że tu jesteś. Rozumiesz? Nie chciałabym, żebyś był w innym miejscu. Moja rodzina chciała cię poznać i wszyscy cieszą się z tego, że jesteś z nami. Jeżeli czujesz się niekomfortowo, możemy przenieść się do mojego mieszkania, ale myślałam, że może chciałbyś być z nimi wszystkimi. I nie boję twojego dotyku, ale owszem, nie wiedziałam, na czym stoimy. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, a teraz pierwszy raz jesteśmy obok siebie tak naprawdę. Wiesz, co mam na myśli.

– Lubię twoją rodzinę, obawiałem się bycia tu. Chciałem nawet stchórzyć i uciec sprzed drzwi, ale Louis zdążył je otworzyć i nie miałem już wyboru. Chciałbym tu zostać, jeżeli tylko nie przeszkadzam. Sam to świetny dzieciak, a twoja mama – głos załamał mu się na ostatnim słowie – twoja mama jest cudowna. Nawet nie wiesz, jak bardzo ją przypominasz. Przykro mi, że nigdy nie poznasz mojej. Pokochałaby cię – uśmiechnął się, delikatnie unosząc kąciki ust. – Ona już cię uwielbiała. Kiedy rozmawiałem z nią ostatni raz, powiedziała, że jesteś jej odpowiedzią – spojrzał na nią i od razu zauważyła łzy w jego jasnych tęczówkach. Ścisnęła mocniej jego dłoń, która drżała lekko w jej uścisku. – Na początku nie rozumiałem, o co jej chodziło, ale później przypomniałem sobie, że mama zawsze powtarzała, że będzie się modlić, żebym w końcu ułożył sobie życie z jakąś dobrą osobą i kiedyś dostanie odpowiedź na swoją modlitwę – pociągnął nosem, ocierając mokrą twarz drugą dłonią. – Dlatego kazała ci przekazać, że jesteś jej odpowiedzią, jesteś odpowiedzią na jej modlitwy. Nie powinienem tego na ciebie zrzucać, przepraszam. Nie musisz czuć się zobowiązana, to tylko słowa mojej mamy i one nie muszą niczego oznaczać.

– Chcę, żeby oznaczały – przerwała mu, gdy zaczął wiercić się nerwowo na swoim miejscu. – Chcę, żeby oznaczały wszystko i jestem zaszczycona tym, że twoja mama pomyślała o mnie w ten sposób. Żałuję, strasznie żałuję, że nigdy nie będę mogła z nią porozmawiać, powiedzieć jej, jak bardzo mi pomogłeś, jak sprawiłeś, że najgorszy czas w moim życiu stał się nagle do zniesienia. To nie jest sprawiedliwe, to że straciłeś swoją mamę, to że nie mogłeś się z nią właściwie pożegnać, to że ona była tam zupełnie sama. Nienawidzę tego, że teraz cierpisz i nie mogę ci w żaden sposób pomóc, ale jestem szczęśliwa, że jesteś obok i mogę mieć cię przy sobie.

– Mama powiedziała, że nie musi już być silna za nas dwoje i że mam cię uściskać w jej imieniu. Myślę, że zawsze była mądrzejsza ode mnie i wiedziała dużo wcześniej to, z czego ja zdawałem sobie sprawę po jakimś czasie.

– Moja mama nazywała cię moim chłopakiem, a nie wiedziała nawet kim jesteś – powiedziała nagle, przypominając sobie słowa swojej matki i ich wspólne przekomarzania na temat Nialla. – Mamy chyba zawsze wiedzą więcej i szybciej. Taka już ich super moc – nie zastanawiała się dłużej, puściła jego dłoń. Byli po tej samej stronie, była pewna, że czuli to samo, nie mogła być w błędzie. Przysunęła się do niego i przytuliła go bardzo mocno. Czuła, jak spiął się, a po chwili rozluźnił i objął ją swoimi ramionami, opierając swój policzek o jej głowę.

– Tęskniłem za tobą nawet wtedy, gdy nie miałem pojęcia, że istniejesz – wyszeptał, przymykając powieki. Wydawało mu się, że nagle wielki ciężar został zdjęty z jego ramion. Mógł odetchnąć spokojnie i zrelaksować się. Tutaj nikt go nie oceniał.

– Zdałam sobie z tego sprawę, gdy pierwszy raz przesłuchałam twoje płyty, te wszystkie tęskne piosenki musiałby być o mnie – zażartowała i podniosła głowę, patrząc na niego z radością i miłością malującą się w oczach.

– Oczywiście, że o tobie. Tęskniłem za kimś, a przecież wydawało mi się, że nikogo nie potrzebuję – musnął dłonią jej policzek i zawahał się przez chwilę, nim odważył się powiedzieć coś, co czuł już od jakiegoś czasu. – Nie musisz odpowiadać, ale chciałbym żebyś wiedziała, że jestem w tobie zakochany – nie czekając na jej reakcję, pochylił się i połączył ich usta w pocałunku, który był ich pierwszym, ale czuł, jakby dzielili ich już wiele, jakby należeli do siebie od zawsze. I może w istocie właśnie tak było.

Londyn

Posiadanie w domu ukochanych osób było uczuciem nie do opisania. Nagle mógł być zrelaksowany i spokojny. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że na świecie nic nie jest jeszcze opanowane, a pandemia trwała w najlepsze, ale kiedy był w domu, czuł, że nic złego ich już nie spotka. Kiedy nieoczekiwanie pod ich dachem pojawił się Niall Horan, wydawało mu się, że ta równowaga, którą udało im się odzyskać, zostanie zaburzona. Okazało się, że był w błędzie. Obecność Nialla sprawiła, że wszyscy stali się sobie jeszcze bliżsi, co w ich wypadku wydawało się przecież niemożliwe.

Patrzenie na szczęśliwą Gemmę było czymś niezwykłym. Czuł w kościach, że Niall będzie jego szwagrem, nie wyobrażał sobie, by to mogło potoczyć się inaczej. Nie był dzieciakiem, który wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia, ale tych dwoje zwyczajnie do siebie pasowało. Najwyraźniej podczas kwarantanny rozmawiali ze sobą tak często, że nawet Samuel traktował Nialla jak swojego najlepszego wujka. Patrzył, jak bawią się w ogrodzie, korzystając z pięknej, letniej pogody. Wyglądali jak szczęśliwa rodzina. Musiał wspomnieć Gemmie, by nie ociągała się i korzystała z zainteresowania Horana. Chociaż był przekonany, że jeśli powie jej coś takiego, dostanie bardzo mocny cios prosto w twarz, więc może zachowa swoje spostrzeżenia dla siebie.

– Na co tak patrzysz? – Anne zatrzymała się obok niego w drodze na taras. Skierowała swój wzrok tam, gdzie utkwione było jego spojrzenie.

– Na uroczą parę – westchnął nagle, skupiając na sobie oczy Anne. – Kiedy człowiek był taki młody i zakochany? Dawne czasy, teraz czeka nas już tylko starość.

– Oszalałeś? – kobieta popatrzyła na niego z rozbawieniem. – Czy muszę ci przypomnieć, że ty i Gemma jesteście w tym samym wieku? To Harry jest najmłodszy, a jakoś nie wydaje mi się, żeby podglądał tych dwoje i wzdychał, że czeka go już tylko starość. Czy mam mu może powiedzieć, że jego męża dopadł przedwczesny kryzys wieku średniego?

– Żartowałem sobie tylko – obruszył się szybko, spoglądając na rozbawioną matkę swojego męża. – Nie mów niczego Harry'emu, nie chcę, żeby zaczął dramatyzować, że już go nie kocham, albo że jesteśmy skazani już tylko na powolne umieranie – mógł sobie wyobrazić zdenerwowanie swojego męża, kiedy usłyszałby od Anne takie słowa, a przecież naprawdę tylko sobie żartował. Może nie był już młodziakiem, ale nadal był szaleńczo zakochany.

– Jasna sprawa, nikomu z nas nie jest teraz potrzebne dramatyzowanie Harry'ego – poklepała go po ramieniu z ciepłym uśmiechem na ustach. – Myślisz, że coś z tego będzie? – wskazała głową na Nialla i Gemmę.

– Myślę, że niedługo będziemy planować wesele – roześmiał się, widząc zachwyconą minę Anne. Nikt nie mógł jej oceniać, chciała tylko, by jej córka była szczęśliwa. – Tylko nie mów jej, że wiesz to ode mnie.

– Lubię Nialla. Pasowałby do naszej rodziny prawda? – objęła go ramieniem, więc zrobił dokładnie to samo i właśnie w takiej sytuacji, gdy stali przytuleni do siebie, zastał ich Harry.

– Co robicie? – brunet, stanął po drugiej stronie Louisa i zarzucił swoją rękę na jego ramię.

– Obgadujemy całą rodzinę, tobie też już się dostało – wyjaśnił szatyn, całując lekko jego policzek. – A teraz chodźmy stąd, zanim wkurzymy Gemmę, już widzę jej nerwowe spojrzenie. A do naszej rozmowy jeszcze wrócimy, ale Anne masz rację, pasuje do nas.

Czuł na sobie wzrok Harry'ego, gdy szli razem w stronę ogrodu. To nadal wydawało mu się niezwykłe, że jest w domu, ma swoich bliskich obok siebie i czuje się dobrze, chociaż nadal czasami łapał zadyszkę i zbyt szybko męczył się przy pozornie lekkich czynnościach. Rozmawiał z Lottie i ona też czuła się dobrze, sytuacja stabilizowała się, można było opuścić domy, wyjść na spacer, oczywiście w maseczce, ale wydawało się, że życie wraca do swojego starego trybu, do normalności.

– Sam powoli zaczyna się uspokajać prawda? Wczoraj przespał prawie całą noc w swoim pokoju – powiedział Harry, gdy usiedli na ławce ustawionej w miejscu, gdzie słońce delikatnie ogrzewało ich twarze, tak spragnione ciepłych promieni.

– Tak, to dobrze. Bałem się, że po tym wszystkim będziemy musieli odwiedzić jakiegoś psychologa, ale okazało się, że nasza obecność wystarczyła – chwycił męża za dłoń, uśmiechając się na widok Samuela, biegającego po trawniku, goniącego piłkę kopniętą przez Nialla.

– Cieszę się, że to wszystko tak się skończyło. Jesteśmy w domu, zdrowi, bezpieczni, wszyscy razem. Gemma się zakochała, mama chodzi szczęśliwa i zrelaksowana. To prawie jakby tragiczna historia miała szczęśliwe zakończenie – wzrok bruneta był utkwiony w ich dziecku, ale głos stawał się odległy, tak jakby Harry wracał w swojej głowie do jakichś wspomnień.

– A jak ty się czujesz? Nie mówiłeś za dużo o twojej pracy w szpitalu, nie chciałem wypytywać, ale wiesz, że możemy o tym porozmawiać, kiedy tylko będziesz chciał – poczuł, jak Harry ścisnął mocniej jego dłoń, więc spojrzał na niego szybko. Wiedział, że nie wszystko było tak idealne, jak prezentował jego mąż. Harry był zbyt wrażliwy, by przejść obok śmierci tylu ludzi obojętnie. To nie byłby on.

– Nie chcę teraz o tym rozmawiać, nareszcie czuję, że jest dobrze, więc chcę odsunąć tamte myśli z dala od siebie, od was wszystkich. Tam nie było dobrze, czułem tyle strachu, smutku i złości, ale niewiele zależało od nas tak naprawdę. Nigdy wcześniej nie byłem świadkiem śmierci tylu osób. Myślę, że to zostanie już ze mną na zawsze, ale były też wzruszające momenty, pełne radości, gdy ktoś wyzdrowiał i mógł wrócić do domu. Te wszystkie emocje zlewają się w jedno, a później mieszają ze sobą tworząc chaos. Kiedyś o tym porozmawiamy, ale teraz cieszmy się, żyjmy i nie myślmy o śmierci.

Siedzieli w ciszy, uśmiechając się do Samuela, który od czasu do czasu podbiegał do nich, przybijał piątkę i odbiegał ze śmiechem do Nialla, który z nadmiernym dramatyzmem rzucał się na trawę, chcąc obronić bramkę przed strzałami Sama. Nie potrzebowali słów, one nie zawsze były właściwe. Czasami lepiej było pomilczeć, dzielić ze sobą ciszę, która mówiła więcej. Ich splecione dłonie leżały na kolanie Louisa, który nie potrafił przestać myśleć o tym, że może właśnie tak wygląda szczęście, może to właśnie jest to uczucie, które pisarze opisują pięknymi słowami w książkach. To zwyczajne chwile z bliskimi, poczucie lekkości i bezpieczeństwa, pewność, że nic nie trzeba, a wszystko można.

– Tęskniłem za tym – wyszeptał, nie chcąc zniszczyć tego spokojnego momentu.

– Za czym? – Harry, zerknął na niego szybko, na moment odrywając wzrok od syna.

– Za naszym wspólnym czasem, za śmiechem Sama, naszym ogrodem, szczęśliwą Gemmą, trzymaniem twojej dłoni. Tęskniłem za naszą rodziną.

Uśmiechał się do samego siebie. Nie musiał patrzeć na Harry'ego, by wiedzieć, że na jego twarzy widnieje dokładnie ten sam uśmiech. Będą musieli porozmawiać na poważne tematy, wrócić do pracy, ponownie rozkręcić cukiernię, wyeksmitować Nialla i Gemmę. Czeka ich jeszcze dużo decyzji do podjęcia i spraw do załatwienia, ale mieli na to czas. Taką przynajmniej miał nadzieję.

***

Londyn

Harry śmiał się histerycznie, obserwując, jak Lou stara się zamontować nowe blaty w cukierni. Chcieli trochę odświeżyć wystrój, a teraz mieli na to czas, więc szatyn chwycił za wiertarkę i starał się pracować. Niall pomagał w malowaniu, ale musieli zamknąć cukiernię na kilka dni, gdy ktoś zrobił mu zdjęcie i wrzucił je do sieci.

– Zaraz sam zabierzesz się za pracę, a ja usiądę sobie i zacznę się śmiać – zagroził mężczyzna, powstrzymując uśmiech cisnący mu się na usta.

– Już, już spokojnie – otarł łzy i starał się przestać śmiać. – Nic nie poradzę, że zawsze potrafiłeś mnie rozśmieszyć – stwierdził, wiedząc, że Lou za moment obdarzy go krzywym uśmieszkiem.

– Jakoś nie śmiałeś się z Nialla, kiedy omal nie spadł z drabiny – zauważył szatyn, odkładając wiertarkę na podłogę.

– Nie mogę śmiać się z Nialla. Po pierwsze jest facetem Gemmy, po drugie jest gwiazdą światowego formatu, a ja jestem fanem, po trzecie lubię go – wyliczał na swoich palcach, uśmiechając się przy tym głupio. Już czekał na reakcję Louisa, był pewien, że ten go nie zawiedzie.

– Po pierwsze to ja jestem twoim facetem, po drugie jestem gwiazdą na twoim niebie, po trzecie mnie kochasz. Nie powinieneś się ze mnie śmiać w takim razie – zauważył, otrzepując ręce od pyłu, który na nich osiadł. – I nie do twarzy ci z takim głupiutkim uśmieszkiem.

– Oj już nie złość się, pamiętam, kto jest moim mężem – usiadł na jedynym wolnym i czystym krześle i zerknął na sprzątającego szatyna. – Tak w ogóle to myślisz, że zamieszkają razem?

– Kto? – Louis przerwał pracę, by spojrzeć na bruneta, który zdecydowanie za bardzo interesował się życiem uczuciowym swojej siostry.

– Niall i Gemmą oczywiście. A kto inny?

– Nie sądzę, żeby byli już na tym etapie – stwierdził obojętnym głosem. – Ale w ich wypadku wszystko może się zdarzyć.

– Myślę, że mogą zamieszkać razem, co im stoi na przeszkodzie? Niall teraz nie ma trasy, będzie cały czas obecny. Dlaczego nie mieliby tego wykorzystać? Rozmawiałem dziś z Gemmą i wywnioskowałem, że nie jest u siebie w mieszkaniu, a w tle słyszałem Nialla, więc wiadomo, gdzie byli.

– Przestań się wtrącać, są dorośli i sami zadecydują, co zrobić. Nie doradza im i nie wypytuj jasne? Harry?

– Tak, tak jasne – mruknął niezadowolony. Wcale nie miał zamiaru się wtrącać, ale może chciał ich tylko popchnąć do podjęcia pewnych decyzji, jak dobry duch albo amor. Louis nie musiał tego wcale wiedzieć.

– Już ja cię znam, pozwól im po prostu robić to, co chcą – podszedł do męża i poklepał go po ramieniu, zostawiając tam na moment swoją dłoń. – Wszystko skończy się szczęśliwie, jestem tego pewien, nie musisz się martwić na zapas.

– Pewnie masz rację, jak zawsze – Harry westchnął ciężko, podnosząc głowę i skupiając się na Lou. – Po prostu chciałbym, żeby w końcu było dobrze, wiesz? Wszyscy zasługują na trochę spokoju. Boję się tego, co może nadejść – wyszeptał tak, że Lou musiał pochylić się, by go usłyszeć. – Rozmawiałem z koleżankami ze szpitala. Nie chciałem was denerwować, ale chyba czeka nas jeszcze dużo, naprawdę dużo problemów.

– Co masz na myśli? – Louis kucnął przed nim i złapał jego chłodne dłonie w swoje lekko obdarte i brudne od pracy, którą przed chwilą skończył.

– Druga fala Lou. To nie tak, że nie ma już pandemii, to co najgorsze jest dopiero przed nami. Wyobraź sobie jesień i zimę, boję się, co będzie z mamą, z cukiernią, z Samem. Nie mogę przestać myśleć o tym, co wydarzy się za kilka miesięcy.

– Chciałbym, żeby wszystko wróciło już do normalności, żeby pandemia była tylko złym wspomnieniem, do którego nie będziemy wracać, ale obawiam się, że masz rację Hazz. Teraz nigdzie się nie wybieram, więc spędzimy ten czas razem, zadbamy o nasz rodzinę – obiecał, ściskając mocno jego dłoń. – To dlatego chciałbyś, żeby Niall i Gemma byli razem?

– Nie chcę po prostu, żeby była sama w mieszkaniu i poza tym naprawdę lubię Nialla i myślę, że pasuje do mojej siostry jak nikt inny – uśmiechnął się lekko na myśl o tej parze.

– Myślę, że nie musisz się o nich martwić, jeszcze będziesz zazdrościł Gemms przebywania w apartamencie światowej gwiazdy – zażartował, chcąc rozbawić męża. – Poradzimy sobie ze wszystkim razem, na pewno będzie ciężko, ale wiesz, że zmagaliśmy się już z gorszymi sytuacjami prawda?

– Wiem, po prostu nie mogę przestać myśleć o tym, że to tylko cisza przed burzą i pozorny spokój, który nagle zostanie przerwany – Harry wstał i pociągnął za sobą szatyna. – Koniec pracy na dziś – zarządził głosem nieznoszącym sprzeciwu. – Myślę, że będzie tu całkiem ładnie, kiedy wstawimy te nowe krzesełka i stoliki, które kupiliśmy.

– Tak, musimy to zrobić jutro i otworzyć jak najszybciej. Niby się na tym znam, ale jednak jestem zaskoczony, że dobra reklama i polecenie przez kogoś znanego mogą zdziałać aż tyle. Mamy tyle zamówień, że spokojnie odbijemy sobie te miesiące kwarantanny – wyszli z cukierni, zatrzymując się na chodniku, obserwując słońce kryjące się za wysokimi budynkami, które górowały nad miastem. Nawet trudne myśli mogły zostać zapomniane przy pięknie codzienności, zwyczajnych sytuacji, które nabierały niezwykłego znaczenia.

– Nie poradzilibyśmy sobie w pojedynkę prawda? Gemma miała mamę, Niall odnalazł Gemmę, ty byłeś z Lottie, Samuel miał swoją ciocię i babcię. Wszyscy potrafiliśmy przetrwać dzięki ludziom, którzy podnosili nas na duchu, rozśmieszali, spędzali z nami czas, ocierali łzy. To dzięki nim najtrudniejszy rok w naszym życiu okazał się nie aż tak straszny. Jeśli będziemy razem, to przetrwamy, nawet jeśli czeka nas jeszcze dużo trudnych chwil.

– A ty? Kogo miałeś? – Louis ruszył wolnym krokiem w stronę samochodu zaparkowanego na bocznej ulicy, cały czas trzymając Harry'ego za dłoń.

– Miałem was wszystkich, przez cały czas byliście obok mnie. Czułem, że o mnie myślicie i się troszczycie. To wystarczyło, wiedziałem, że nie jestem sam, że są ludzie, którzy mnie kochają, osoby, które kocham najbardziej na świecie.

Uśmiechali się w drodze do domu. Gdy weszli do środka, powitał ich Samuel biegnący radośnie w ich stronę. Anne sadziła swoje ulubione kwiaty w ogrodzie, śmiejąc się z Evity, która wygrzewała się w słońcu na środku trawnika. Gemma i Niall pichcili razem w kuchni, mężczyzna nucił pod nosem jakąś nową melodię, która może była nową piosenką, której jeszcze przez długi czas nie usłyszy świat i żadna arena koncertowa. To był nowy świat, tak zwyczajny i znajomy, ale jednak zupełnie nowy. Świat, w którym ludzie mogli zwyciężyć lub przegrać, a w gruncie rzeczy wszystko zależało już tylko od nich. 

Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top