Dobro -kontratak

Sen:

Siedzę pod drzewem wiśni na kocu  a obok  mnie siedzi  dziewczynka o twarzy przypominającej twarz mojej dawnej przyjaciółki, ze złotymi  włosami związanymi różowymi kokardkami w dwie kitki ,na sobie miała sukienkę tego samego koloru, o pień drzewa opierała się druga jej włosy miały stalowy odcień  obcięte nierówno  ,była wyższa ode mnie, na nos wsunięte miała  czarne okulary. 

-Candy,Nemezis co my tu...-Nie kończę zdania coś kładzie mi rękę ,nie powinnam tego czuć,nie powinnam niczego czuć. Odwracam się szybko za mną  stoi dziewczyna  ręce ma owinięte bandażami,zresztą szyje też a jej twarz była dziwnie znajoma, uśmiechała się do mnie.Jej obecności  budziła we mnie niepokój nie powinno jej tu być. Chwyta mnie za rękę i ciągnie za sobą,idę dość opornie, ona zaczyna biec zmuszając mnie do tego samego. Wszystko w okół zaczyna się rozmywać.

-Dokąd ciągniesz mnie tym razem co?-Odwraca głowę z jej twarzy nie znika uśmiech. Po chwili pojawiam się w jakimś domu ze schodów spada jakaś płonąca sylwetka.  Komu ja patrzyłam prosto w oczy? Istota krzyczy zwijając się w bólu, wiem jak to bardzo boli ,płonący mdleje. Wokół  zaczynają biegać ludzie ktoś go gasi ogólny chaos. 

-Jeff!-Krzyczy ktoś i otrząsam się na czyje wspomnienia patrze ,no tak. Niech tylko ja ją dorwę. Zamykam oczy ,zakrywam sobie uszy siadam na podłodze i udaje że mnie tu nie ma nie chce widzieć czyiś wspomnień. Czuje jak osuwam się w ciemności. Otwieram oczy znów siedzę na polanie,ona przygląda mi się poirytowana.

-Po co mi to pokazujesz chcesz wzbudzić we mnie  współczucie? Żeby znów była dobra? Za późno!- Krzyczę i śmieje się szaleńczo zaczynam drapać się do krwi po całym ciele. Budzę się zlana potem.

-Boże jak ja jej nienawidzę.-Siadam na krawędzi łóżka , już rano to już dziś. Podeszłam do szafy wyjęłam z niej spodnie i najładniejszą bluzkę. 

Tymczasem na posterunku policji:

-Yuki i masz coś?-Pyta Connor.

-Tak, trochę pokombinowałam i stwierdzam jedno jestem pewna to wariatka ale za to cholernie inteligentna wariatka....  





Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top