=17= [2]

Kroczyli przez hall wyłożony białymi płytkami. W ścianę wbudowana była biała szafa, którą Marinette otworzyła. Zdjęła z siebie kurtkę i powiesiła w środku, Adrien zrobił to samo. Powrócili do oglądania nowego 'gniazdka'.

   Na prawo wchodziło się do przestronnej kuchni zrobionej w kolorach szarych, czarnych i białych. Na środku stała jasna wyspa kuchenna. Na przeciwko wejścia stoi szara lodówka, po jej lewej stronie ciągnie się blat z umywalką, blenderem, mikrofalówką, szafkami i jakąś roślinką. W drugim rogu stoi kuchenka z piekarnikiem. Z sufitu zwisają szare lampy. Ciemnowłosa była pod wielkim wrażeniem. Adrien jedynie stał za nią i cieszył się jej szczęściem. Dupain-Cheng odwróciła się do chłopaka przodem i wtuliła w jego tors.

- Tu jest niesamowicie, mimo, że obejrzałam tylko kuchnię. - powiedziała.

- To chodź oglądać resztę. - rzekł Adrien do jej ucha, przez co przeszedł ją przyjemny dreszcz.

Oderwała się od blondyna i wyszła z pomieszczenia. Na przeciwko kuchni był wielki salon połączony z jadalnią. 

  Po prawej stronie stała biała, narożna kanapa, a obok niej znajdował się biały fotel. Przed meblami znajdował się czarny, niski stolik. Na przeciwko sofy palił się kominek. Po lewej stronie pokoju stał stół z sześcioma krzesłami, a dalej umiejscowiony był biały fortepian. Ciemnowłosa podeszła do instrumentu i przejechała palcami po biało-czarnych klawiszach. 

Następnym pokojem była toaleta,  która znajdowała się tuż obok salonu. Średnia z umywalką, pralką i sedesem. W odcieniach turkusu i bieli.

Na piętrze znajdowało się pięć drzwi. Marinette wybrała te pierwsze od lewej. Weszła do pokoju z biurkiem i regałem.

- To twoje biuro. - szepnął Adrien do jej ucha i pocałował ją w czubek głowy.

Dziewczyna odwróciła się do niego i pocałowała go w usta. 

- Chodź. Masz jeszcze dużo do zwiedzania. - mruknął w jej wargi. 

- To może poczekać. - rzekła i połączyła ich usta po raz kolejny. Tym razem w namiętniejszy pocałunek.

- Mówię serio. -oderwał się od jej warg. - Później możemy coś porobić. - szepnął do jej ucha dwuznacznie i zagryzł jego płatek.

- O-okej. - zająknęła się ciemnowłosa.

Adrien chwycił jej rękę i splótł swoje palce z jej. Wyciągnął ją z pomieszczenia. Tym razem znajdowali się w łazience, która pomieściła wannę, prysznic, umywalkę i toaletę. Kolejnym pokojem było biuro blondyna. Następnie był pusty pokój. Dziewczyna zmarszczyła brwi i spojrzała dezorientowana na narzeczonego.

- Dlaczego jest pusty? - zapytała, rozglądając się po pustej przestrzeni, gdzie znajdowało się tylko okno.

- Dla naszych dzieci. - wzruszył ramionami i wyszedł z pomieszczenia.

Dupain-Cheng zaciągnęła się powietrzem, a jej poliki zrobiły się czerwone. Stała tam jeszcze chwilę, ale ogarnęła swoje myśli i wyszła z pustego pokoju. Rozejrzała się po przedpokoju, ale nigdzie nie znalazła Agreste'a. Weszła przez ostatnie drzwi, a jej oczy zrobiły się jeszcze większe. Znajdowała się w sypialni z ogromnym łóżkiem i dwoma szafkami przy nim. Po jej prawej stronie znajdowały się dwie szare płyty. Zapewne do łazienki, bądź garderoby, albo do tego i tego. 

- Adrien, jesteś tu? - zapytała się. 

Nagle poczuła dłonie na swoim brzuchu. Podskoczyła wystraszona i spojrzała na chłopaka, ktróy uśmiechał się zawadiacko. 

- Jak się podoba? - spytał zmysłowym głosem.

 - B-bardzo. - wyjąkała.

-Jak bardzo? - zadał pytanie i zaczął całować ją po szyi. Raz po raz podgryzając ją i robiąc malinki.

- B-bardzo, bardzo. - westchnęła, gdy blondyn zassał jej skórę. - Zróbmy to, Adrien. - szepnęła.

- Dla ciebie wszystko. - złączył ich usta w namiętnym i pożądanym pocałunku. 

Blondyn podnisół Marinette, a ta oplotła go nogami w pasie. Zaczął kierować się w stronę łóżka.

*

Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top