Rozdział 5
Szyszkowe Futro razem z Figlarną Łapą poszły w stronę wyjścia z obozu, gdzie czekała na nie Brunatna Gwiazda.
-Prowadź, Szyszkowe Futro. - Przywódczyni klanu cienia skłoniła lekko głowę.
-A, czy nie ty powinnaś poprowadzić? - Szylkreta była zmieszana zachowaniem brunatnej kocicy, w końcu miała ona wyższy status. - W końcu jesteś przywódczynią.
-Jestem przywódczynią klanu cienia, nie klanu pioruna. - Mruknęła przywódczyni. - A za to, jak bardzo nam pomagacie... Dla mnie każdy kot klanu pioruna ma status wyższy niż jakikolwiek kot klanu cienia. I niech tak zostanie, puki u was mieszkamy.
-Dobrze, więc chodźmy. - Szyszkowe Futro wyszła z obozu jako pierwsza, starała się nie okazywać stresu, w końcu na patrolu była z samą przywódczynią, co było zaszczytem.
Wędrowali przez las, aż dotarli do celu. Rozeszli się, każdy poszedł w innym kierunku, aby polować.
Szyszkowe Futro zaczęła węszyć w poszukiwaniu zwierzyny. Instynktownie najeżyła futro. Dlaczego nawet tutaj, tak daleko od terenów klanu ostrza był ich zapach!? Kocica w wściekłości wysunęła pazury i wbiła je w ziemię. Nie miała teraz czasu o tym myśleć, kiedy wróci do obozu porozmawia o tym z Różaną Gwiazdą. Na razie musiała polować.
Przed wschodem księżyca zastępczyni udało się złapać mysz i chudego wróbla. Jak na ostatnie czasy było to dużo, chociaż zawsze mogło być lepiej.
-(*)-(*)-(*)-
Słońce zachodziło w oddali. Szyszkowe Futro tak jak umówiła się z Fiołkowym Płatkiem ruszyła w stronę rzeki. Wojowniczka z innego klanu miała nauczyć ją pływać oraz łowić ryby, dzięki czemu głodujące klan pioruna i klan cienia będą miały więcej zwierzyny.
Doszła do brzegu. Po drugiej stronie rzeki już stała ciemnobrązowa, pręgowana wojowniczka, której ciemne futro było ledwo widoczne w mroku nocy. Szylkreta przeskoczyła po kamieniach, każdy skok wykonywała powoli i ostrożnie, nie miała ochoty wpaść do wody. Po chwili znalazła się na drugim brzegu, należącym do klanu rzeki.
-Już myślałam, że nie przyjdziesz. - Mruknęła Fiołkowy Płatek. - No dobra, zacznijmy od tego, że nauczę cię pływać. Dzisiaj nurt rzeki jest trochę spokojniejszy, więc nic nie powinno ci się stać. A jak nie dasz rady, to cię wyłowię.
-Okej... - Zastępczyni nie była pewna, czy ma ochotę wchodzić do wody, w której wczoraj prawie się utopiła.
Fiołkowy Płatek jako pierwsza weszła do wody. Jakimś cudem woda jej nie znosiła, widocznie w tym miejscu miała jeszcze grunt i musiała łapami zaprzeć się o ziemię z dna rzeki. Chwilę po niej do wody weszła i Szyszkowe Futro. Od razu złapała się za jeden z wystających z wody kamieni, aby nurt jej nie porwał.
-Nie bój się. - Uspokajała ją Fiołkowy Płatek. - Najgorsze co możesz robić w wodzie, to panikować. Po prostu machaj spokojnie łapami i stabilizuj pozycję w wodzie ogonem. Musisz wszystko robić powoli, ale na tyle szybko, żeby nie pójść na dno. To trochę jakbyś biegła, ale w wodzie.
Szylkreta zaczęła robić te same ruchy, o których wczoraj mówił jej Miodowe Serce. Tym razem szło jej o wiele lepiej niż wczoraj. Starała się zachować spokój i zmusić do niepanikowania. Przebierała łapami, opierając się nurtowi.
-Dobrze ci idzie! - Zawołała Fiołkowy Płatek. - Może nie było idealnie, ale umiesz się nie utopić. Chodźmy na brzeg, pokażę ci jak łapać ryby.
Kocice wyszły z wody i stanęły na brzegu.
-Łapanie ryb raczej nie jest trudne. Powinnam dać radę. - Przyznała zastępczyni.
-Jest trudniejsze, niż łapanie myszy czy innych mniej dobrych zdobyczy. - Miauknęła ciemnobrązowa kocica. - Dlatego klan rzeki jest najsprytniejszy, potrafimy łapać i zwierzynę lądową i wodną.
Szyszkowe Futro przewróciła oczami. Różne klany chyba na zawsze pozostaną różnymi klanami.
-Może umiecie łapać ryby, ale gdybyście mieli wspiąć się na Wysokiego Jawora już nie byłoby wam tak do śmiechu. - Przypomniała.
Po tej krótkiej wymianie zdań Fiołkowy Płatek w końcu pokazała jak łapać ryby Szyszkowemu Futru, co wcale nie było takie trudne, jak opisywała kocica z klanu rzeki. Zastępczyni Różanej Gwiazdy szybko opanowała tą umiejętność.
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top