Rozdział 29

Szyszkowe Futro wstała dosyć wcześnie. Zdążyła ułożyć swoje futro, zanim uczniowie wyszli z legowiska. Usiadła na nowej warstwie śniegu, obecnej na ziemi przez nocą zamieć.

-Szkoda, że cię tu nie ma, Miodowe Serce. - Szepnęła spoglądając na niebo.

Patrząc na obóz zauważyła, że Wieczorna Łapa razem z Poranną Łapą wychodzą ze swojego legowiska i idą w jej stronę.

-Witaj, Szyszkowe Futro. - Biały, pręgowany kocur skłonił lekko głowę.

-Witajcie, uczniaki. - Zastępczyni uśmiechnęła się do kocurów. - Powinniście jeszcze spać.

-Ale nie możemy spać! - Pisnął Wieczorna Łapa, wyglądający jak zupełna odwrotność brata. - Lisia Kita i Sójcze Skrzydło dzisiaj mają nauczyć nas polowania.

-To świetnie, ale musicie mieć do tego dużo energii. - Spojrzała na uważnie przyglądającemu się brzuchowi kocicy Porannej Łapie, jednak starała się go ignorować.

-Skąd masz tyle blizn na brzuchu? - Spytał w końcu uczeń.

Szylkreta milczała przed chwilę, mierząc Poranną Łapę wzrokiem. Nowi uczniowie byli na tyle młodzi, że nie pamiętali walki z samotnikami, zmarłych Mleczyka i Płomyczka oraz Miodowego Serca.

-Z walki. - Odparła krótko chłodnym głosem. - A teraz idźcie, wasi mentorzy zaraz po was przyjdą.

Poranna Łapa odwrócił się by odejść, jednak Wieczorna Łapa dalej stał w miejscu. Po chwili biały uczeń z powrotem usiadł obok brata.

-Jest jeszcze jedno. - Ciągnął czarny kocur. - Dlaczego Różana Gwiazda cię nie wygnała?

-Co? - Szyszkowe Futro nie rozumiała, o co chodzi uczniowi. - Niby dlaczego miałaby to zrobić.

-Bo Lodowa Róża opowiedziała mi, że Jerzykowa Łapa ma naderwane ucho przez ciebie. - Miauknął zainteresowany całą sytuacją Wieczorna Łapa, podczas gdy jego brat siedział obok w ciszy.

Nic z tego nie rozumiesz! Nie masz pojęcia, co się stało! - Miała ochotę syknąć kocica, jednak powstrzymała się wiedząc, że powinna pozostać spokojna.

-To długa historia. - Odparła poirytowana.

Kocur skinął głową, jednak wydawał się nadal być zaciekawiony sytuacją, mimo to zmienił temat. W tym czasie Poranna Łapa patrzył na brata uważnie, jego wzrok zdawał się mówić: "Przestań w końcu pytać i chodźmy" jednak nic nie powiedział.

-A to prawda, że Zacienione Oko udaje, że jest wojowniczką? - Czarny, pręgowany uczeń nie przestawał zadawać pytań. - Tata...to znaczy Sosnowa Igła opowiedział, że ona jest ślepa i nie potrafi być wojowniczką, ale klan udaje, że nią jest i powiedział, że jedyne co by umiała robić, to rodzić kocięta, ale nie powinna, bo będą takie jak ona, czyli gorsze.

-Oczywiście, że to nieprawda! - Zaprzeczyła szybko szylkreta, w duchu wściekając się na Sosnową Igłę. Jak ten mysi móżdżek mógł nakłaść swoim kociętom do głów takie głupoty! - Zacienione Oko to szlachetna i dobrze wyszkolona wojowniczka. Swoją ciężką pracą zasłużyła na to, na jakiej pozycji teraz jest. Jest zdeterminowana i zna swoją wartość, to cechy świetnej wojowniczki, a wy nie powinniście słuchać Sosnowej Igły.

-A dlaczego? Przecież to nasz tata! - Upierał się przy swoim czarny uczeń, a jego złote oczy błyszczały.

Zastępczyni miała już powoli dość tych pytań, ale na szczęście zobaczyła wychodzącego z legowiska wojowników Sójcze Skrzydło, zmierzającego szybkim krokiem w jej stronę.

-Hej, nie powinniście męczyć Szyszkowe Futro pytaniami. - Zwrócił uwagę uczniom. - No już, idziemy. Lisia Kita zaraz do nas dołączy.

Pstrokata wojowniczka odetchnęła z ulgą, nie chciała odpowiadać na pytania uczniów, ale jednocześnie martwiła się, że oba kocury wyrosną na podobnych do Sosnowej Igły. 

Dalej siedząc w okolicach wyjścia z obozu zauważyła wychodzącą z legowiska wojowników Zacienione Oko, a z nią kilka innych kotów. Niewidoma podbiegła do niej, a chwilę później dołączyli do nich Figlarna Łapa i Tajemnicza Łapa.

-Dobrze was widzieć. - Powitała ich, otarła się o przybraną córkę, po czym podeszła do czarnego kocura, który wyglądał na zaspanego. - Nie wyspałeś się, maluszku?

Liznęła go w ucho, on jednak prychnął i odepchnął ją.

-Zostaw mnie, jest dobrze. - Odparł zdawkowo i usiadł cały naburmuszony. - Nie jestem już kociakiem, a na pewno nie twoim.

Uczennica przewróciła oczami patrząc na brata.

-Ignoruj go. - Mruknęła, wtulając się w futro przybranej matki. - Tajemnicza Łapa ma dzisiaj zły humor.

Szyszkowe Futro uśmiechnęła się krótko, nie chcąc drążyć tematu. Wiedziała, że czarny uczeń o wiele gorzej niż jego siostra przeżył stratę biologicznej matki i o wiele trudno było mu przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Tak naprawdę czasami szylkreta wątpiła, że kocur pokochał ją już jak matkę oraz czy w ogóle kiedyś to zrobi. Zapewne nie. - Rozmyślała.

Po kilku chwilach podbiegła do nich także reszta uczniów, przerywając ciche rozmyślania zastępczyni. Słonecznoruda kotka od razu zerwała się z miejsca pełna ekscytacji.

-To co dzisiaj robimy? - Spytała Figlarna Łapa, kierując wzrok swoich błyszczących, szarych oczu prosto na mentorkę. 

-Wy nam powiedzcie. - Mruknęła kocica. - Macie umiejętności wojowników, więc powinniście to wiedzieć. Jak myślicie, co zrobiłby na waszym miejscu odpowiedzialny wojownik?

-Mamy mało zwierzyny, więc powinniśmy zapolować. - Zaproponowała słonecznoruda kotka. - A najlepiej się rozdzielić.

-Ja i Figlarna Łapa pójdziemy w stronę granicy z klanem ostrza. - Postanowił Tajemnicza Łapa. - Przy okazji sprawdzimy, czy znajdziemy tam zapach intruzów.

-W takim razie ja i Jerzykowa Łapa pójdziemy w okolice Wysokich Sosen. - Stwierdziła Mknąca Łapa.

-Więc ja i Zacienione Oko pójdziemy na tereny dwunożnych sprawdzić, czy tam nie ma nic do zjedzenia.

Koty wyszły z obozu i rozdzieliły się. Wojowniczki przez jakiś czas szły z Mknącą Łapą oraz Jerzykową Łapą. W końcu gdy doszli do Wysokich Sosen uczniowie oddalili się, aby zapolować, a przyjaciółki szły dalej.

Idąc przez tereny należące do dwunożnych do nozdrzy Szyszkowego Futra doszedł zapach królika. Zacienione Oko wydawała się również to wyczuć, dlatego poszły do miejsca, z którego ów zapach dobiegał.

Szylkreta zobaczyła gniazdo dwunożnych zbudowane z czerwonego kamienia. Kocica wskoczyła na płot i uważnie rozejrzała się po otoczonym nim terenem. Nieopodal drzewa widziała białego jak śnieg i wydawało się, że z tego właśnie jest zrobiony beznożnego. Miał on kształt dwóch kul, a jego przednie łapy w formie patyków odstawały od ciała. W boku gniazda był przeszklony otwór, przez dwunożnych nazywany "oknem" było ona otwarte, dzięki czemu dało się wejść do środka. Kocica otworzyła pysk, dzięki czemu woń królika dokładniej do niej dobiegała, a ona poznała, że pochodzi ona ze środka siedliska.

Przeskoczyła na okno, a Zacienione Oko zaraz za nią. Przez otwór wcisnęła się do środka tak ostrożnie, jak mogła. Czujnie rozglądała się po wnętrzu gniazda, wydawało się, że nie ma w nim żadnych dwunożnych, za to czuła silny zapach innego kota; pieszczocha.

W rogu gniazda zobaczyła wyglądający jak srebrzysta pajęczyna materiał. Odgradzał on dwa króliki od reszty terenu. Oto i nasza zdobycz! - Pomyślała z satysfakcją zastępczyni.

Wtedy jakby znikąd podbiegł do nich kremowy kocur o zielonych oczach. Na szyi nosił jaskrawo zieloną obrożę.

-Co tu robicie? - Syknął wysokim głosem. - Wynocha!

-Spokojnie, przyszłyśmy z lasu na małe polowanie. - Od prychnęła zdawkowo niewidoma

-Ah! Dzikie koty! - Kocur zjeżył się cały w przerażeniu. - Słyszałem o was! Idźcie sobie! Podobno jecie kości, zostawcie mnie w spokoju!

-Ej, ej ej, spokojnie. - Szyszkowe Futro wolała uspokoić kocura. - Nie wiem, co na nasz temat wymyślają piecuchy, ale nie jemy kości. Przyszłyśmy złapać króliki.

-O nie, nie możecie ich złapać! - Zaprotestował kremowy pieszczoch. - Moi domownicy bardzo je kochają! Nie wolno na nie polować!

-Musimy. Nasz klan głoduje. - Prychnęła niewidoma, po czym odwróciła się do pstrokatej kocicy. - Łap je, ja go przytrzymam!

Szyszkowe Futro rzuciła się w stronę srebrzystej pajęczyny i przeskoczyła ją, znajdując się razem z królikami oddzielona od reszty gniazda dwunożnych. W tym czasie Zacienione Oko rzuciła się na pieszczocha i z całej siły przytrzymywała go przy ziemi. Pstrokata wojowniczka bez problemu zabiła oba króliki, które nie miały gdzie uciec. Podniosła je i wyskoczyła zza srebrzystej pajęczyny, po czym razem z niewidomą przyjaciółką ruszyła w stronę okna. Wyskoczyły z gniazda, a chwilę potem znalazły się poza terenem oddzielonym płotem. 

-Od razu zanieśmy króliki do obozu. - Zaproponowała Zacienione Oko. - One są ogromne i takie tłuste! Widać, że dwunożni je karmili, a jeśli znajdziemy ich więcej może być potem problem z transportem ich. Jak tylko je odniesiemy wrócimy do polowania.

-Dobry plan. - Przyznała szylkreta. - Nieźle wymyśliłaś, z przytrzymaniem tego piecucha, ale i tak trochę mi go szkoda. Może jeśli jeszcze go spotkamy spróbujemy jakoś mu pomóc, albo zaoferować dołączenie do klanu?

-Może dałoby nauczyć się go walczyć. - Niewidoma zaśmiała się sympatycznie. - Całkiem odważnie bronił tych królików, a jak go przytrzymywałam nieźle mnie podrapał. No, przynajmniej jak na pieszczocha.

Zastępczyni uśmiechnęła się do przyjaciółki przez trzymanego w zębach królika. Szły do obozu spokojnym krokiem.


Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top