Rozdział 66
********************************7 MAJA (PONIEDZIAŁEK)**************************
-Księżniczko dzisiaj idziemy do domu-uśmiecham się do Harper. Jest dziewiąta rano i jakieś pół godziny temu dostałam wypis do domu więc napisałam od razu do Harrego i zaraz będzie po mnie. Przebieram małej pampersa i ubieram szybko w ciuszki.Na długi rękaw kaftanik, czarne w białe kropki spodenki i polar ciepły, na koniec ubieram czapkę i Harper gotowa jest do drogi. Ubieram płaszcz i kiedy mam się odwrócić czuje ręce na sowich biodrach.
-Czas do domu - szepcze mi do ucha mój kochany. Czuje na policzku jego miękkie, słodkie, delikatne usta. Jejku co te usta potrafią. Odwracam się do niego przodem i opieram ręce na jego klatce piersiowej. Wpatruje się w jego piękne, czarujące brązowe oczy. Uśmiecham się- Mam niespodziankę dla was
- Jaką ?-dopytuje od razu
- Niespodzianka to niespodzianka- odchodzi ode mnie i zabiera moje torby - Wezmę małą
- Dobrze, poczekaj tylko ją pozapinam - mówię i sięgam po fotelik który przywiózł ze sobą Harry. Zapinam Harper kurteczkę i wkładam ostrożnie do fotelika i zapinam pasy. Dziewczynka cicho kwęka ale zasypia w spokojny sen - Tomi u Kevina?- zerkam na Harrego
- Tak, sam chciał zostać -uśmiecha się i podchodzi do nas - Mówi że będzie się bawił z Willem -śmieje się - Kevin mówił mi że Tomi opowiada Williamowi chociaż sam niewiele więcej mówi - śmieje się. Coś czuje że będzie świetnym starszym bratem i kuzynem
- Możemy iść - sprawdzam ostatni raz czy wszytko wzięłam. Nakrywam Harper kocem w foteliku, aby nasza księżniczka nie zmarzła i razem z moim narzeczonym wychodzimy.
Po drodze żegnam się i dziękuję wszystkim ze szpitala, gdyby nie oni nie dała bym rady, ale i tak najwięcej zrobił i pomógł mi Harry, oczywiście. To on od samego początku trzymał mnie za rękę i najważniejsze nie spanikował ani nie zemdlał.Po prostu był. Kiedy dochodzimy do auta Harry wkłada Harper do samochodu i ja siadam obok niej. Będzie bezpieczniej jak będę jechać z tyłu.
Harry opowiada mi co się działo przez ten czas jak mnie nie było, tak na prawdę nic ciekawego. W końcu zobaczył jak to jest opiekować się samemu dzieckiem, jego zdaniem jesteś bardzo dzielna, to prawda. A dowód mnie śpi obok, gdybym bała się wszystkiego, albo że nie dam sobie radę nie urodziła bym normalnie. Kiedy się orientuje że to nie jest droga tam którą zawsze jeździmy
- Harry -patrzę na niego pytająco
- Nie pytaj, zaraz zobaczysz- uśmiecha się. Kiedy wjeżdżamy na nasze nowe osiedle, już wiedziałam o co chodzi.
-Harry możemy to odłożyć?-patrze na niego wyczekująco -Lepiej będzie jak pojedziemy z Harper do domu
- Jedziemy do domu -kiedy to mówi zatrzymuje się na podwórku naszego domu.
Patrzę na to przed sobą z wielkimi oczami, nasz dom jest piękny. Jest taki cholernie idealny
- Od teraz to jest nasz dom kochanie
****************************************************************
* 469 Słów
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top