♥ 39
-Spójrz tylko na nich- słyszę od razu, gdy uchylam zaspane powieki.
Przeciągam się na klatce piersiowej Zayna i chowam głowę w zagłębieniu jego szyi. Moje oczy samowolnie z powrotem się zamykają.
-Są tacy uroczy- dociera do mnie przyciszony kobiecy głos.
Hu, chyba rodzice Zayna nas obczajają. Hamuję uśmiech, gdy przypomina mi się, że jestem wyłożona na chłopaku jak na kocu, a o jego ręce na moim tyłku wolę nie myśleć. Składam krótki pocałunek na szyi bruneta, a on przejeżdża dłońmi po moich plecach i jedną z nich kładzie na mojej głowie.
-Patrzą na nas- mruczy Malik zachrypniętym głosem, nie otwierając oczu i zaczyna gładzić mnie po włosach.
-Wiem- mówię cicho i otwieram oczy, by zerknąć z dołu na chłopaka.
Zayn uchyla powieki, po czym posyła mi szeroki uśmiech, który natychmiast odwzajemniam. Unoszę się wyżej i łączę nasze usta, a brązowooki od razu to odwzajemnia. Odsuwam się po krótkiej chwili, przypominając sobie, że nie jesteśmy w pokoju sami. Malik przewraca się na bok, a ja kładę się obok niego. Chłopak przysuwa mnie do siebie, położywszy ręce na mojej talii.
-Jak się spało?- pytam, kładąc dłoń na jego ramieniu.
-Wiesz, kochanie- Malik się uśmiecha- gniotłaś mnie cały czas i mruczałaś coś pod nosem, ale tak poza tym to dobrze- puszcza do mnie oczko, po czym całuje w nos. Wyszczerzam się mimowolnie, nadal nie przyzwyczajona do tego wszystkiego. Mam najlepszego chłopaka na świecie! I najsłodszego! Jeszcze trochę i zacznę dławić się szczęściem. To jeszcze do mnie nie dotarło!- Nad czym się tak rozmarzyłaś?- brunet mruży podejrzliwie oczy.
-Nad tobą- wytykam mu język- Pomyślałam, że jeszcze nie wierzę, że cię mam- wyginam usta w nieśmiałym uśmiechu i robi mi się goręcej.
-Masz, wariatko- Zayn pochyla się i łączy nas czołami- Prawie w całości. A tą resztę załatwimy wieczorem...Następną noc wykorzystamy lepiej niż tą- porusza brwiami, patrząc mi prosto w oczy, a ja czerwienię się jak na zawołanie i spuszczam wzrok.
Jego nic nie jest w stanie zawstydzić! A ja spalam buraka, kiedy tylko do mnie mrugnie! Nie lubię tego, że jestem totalnie zielona w tych sprawach. Idę o zakład, że zrobię z siebie idiotkę o ile nie stchórzę w ostatnim momencie!
-Mam przeczucie, że za dużo myślisz, mała- mówi brunet i podnosi się do pozycji siedzącej- A to nie dobre w twoim przypadku- wzdycha, po czym bierze mnie na ręce i wstaje.
-Idiota- piszczę, łapiąc na oślep jego koszulkę.
Chłopak zanosi mnie do sypialni, którą dzielimy i stawia z powrotem na podłodze.
-Ubierz coś ruchable- całuje mnie szybko w policzek i siada na biurku z nogami na krześle.
-I liczysz, że zacznę się przy tobie przebierać?- unoszę brew, a brązowooki uśmiecha się szyderczo- Możesz sobie pomarzyć- prycham i wychodzę z pokoju wraz z ubraniami.
Szybko kieruję się na górę, inteligentnie przewidując, że Malik ruszy pędem za mną. Wchodzę do łazienki i słyszę jego kroki. Zamykam mu drzwi dokładnie przed noskiem! Chłopak jęczy coś pod drzwiami z niezadowoleniem i pociąga klamkę w dół. Serio ma mnie za tak głupią skoro myśli, że zostawię otwarte specjalnie dla niego?
Ignoruję zabawnie desperackie próby chłopaka na dostanie się do toalety i wchodzę pod prysznic. Biorę szybki prysznic, smaruję się żelem, który pachnie pomarańczowo. W końcu kolor zobowiązuje. Po wyjściu z kabiny ubieram spodenki i koszulkę, rozczesuję na szybko włosy i wracam do Malika. Jego rodzice siedzą na kanapie i rozmawiają, więc udaję się do sypialni, nie chcąc im przeszkadzać. Zayn stoi tyłem do mnie i zakłada koszulkę. Podchodzę do niego szybko i przytulam od tyłu, uśmiechając się jak głupia.
-Czego się tak szczerzysz?- brunet łapie moje dłonie i odwraca się w moją stronę.
-Bo wreszcie zmieniasz koszulkę, brudasie- mrużę oczy, po czym wyszczerzam się bardziej, a Zayn wybucha głośnym śmiechem.
-Jesteś idiotką, skarbie- mówi przez śmiech, wycierając kąciki oczu od łez i chowa moją twarz w dłoniach. Wielgachne je ma!- Uwielbiam cię- uśmiecha się i łączy nasze usta.
Całuje mnie mocno a jednocześnie niemożliwie słodko! Obdarzamy się nawzajem niezliczoną ilością całusów i uśmiechamy się przy tym jak chorzy psychicznie. Zayn pociera mój policzek kciukiem, rozsyłając w tym miejscu ciepłe iskierki, które pokochałam! Wolną ręką zjeżdża na plecy i przysuwa mnie do siebie, napaleniec! Moje dłonie wędrują na szyję bruneta, po której przejeżdżam powoli palcami. Zapominam o wszystkim dookoła, skupiając się tej chwili. To jest raj na ziemi!
Oboje jesteśmy tak pogrążeni w pocałunku, że gdy słyszymy nagłe odchrząknięcie, niemal dostajemy zawału. Odklejamy się od siebie i zwracamy spojrzenie na osoby za nami.
Osoby, czyli rodzice Zayna.
Którzy właśnie patrzyli jak się połykamy.
-Długo tu stoicie?- Malik unosi brew, patrząc na najwyraźniej rozbawionych rodzicieli.
-Chwileczkę- odzywają się jednocześnie.
-Nie chcieliśmy wam przerywać, ale nie możemy czekać do jutra!- mówi Trish i zaczyna się śmiać, a ja odwracam głowę, czując wkradający się na twarz soczysty rumieniec. To zawstydzające kiedy dorośli tak mówią!- Zostajemy jeszcze jedną noc, bo musimy jutro wracać. I przypadkiem usłyszeliśmy wczoraj jak rozmawialiście w trójkę, kiedy my poszliśmy, dlatego chcemy wam powiedzieć, że nie musicie się krępować naszą obecnością i jeśli chcieliście trochę prywatności mogliście powiedzieć od razu- zapowietrzam się na słowa mamy Zayna. Na pewno jestem cała czerwona na mordzie!
-Mamo, weź przestań...- jęczy brązowooki i krzywi się.
-Dobra, zaraz damy wam spokój, ale jeszcze tylko...- tym razem głos zabiera tata chłopaka, po czym milknie na chwilę. Nie wiem co się wyprawia, ale czuję, że brunet się spina i wstrzymuje oddech. Zerkam na niego i widzę jego wytrzeszczone oczy i lekko zaróżowione policzki. On prawie spalił buraka! ZAYN!
-No chyba sobie jaja robisz, tato- bierze oddech- Nie wezmę tego!- mówi zbolałym, niedowierzającym głosem.
-Nie dramatyzuj, synu, chyba nie chcesz załatwić sobie dziecka w tym wieku.
Wybałuszam oczy i zakrywam usta dłonią. Nie wiem co chciało opuścić moje usta- śmiech czy może jakiś krzyk pomieszany z niemożliwym zażenowaniem. Ojciec chce dać Zaynowi cholerną gumkę! PRZY MNIE, NO SERIO?!
-Sam jestem w stanie zdobyć takie rzeczy- brunet wzdycha głośno i przejeżdża dłonią po twarzy- Nie przejmujcie się tym, nie mam pięciu lat- dodaje kpiąco- Czy możecie wyjść?- prosi, a potem nie słyszę już ani słowa więcej, dlatego wnioskuję, że rodzice chłopaka zostawili nas samych. Chowam twarz w dłoniach i opieram na torsie brązowookiego- Przepraszam cię za nich- Malik gładzi moje plecy- Idziemy na spacer?- pyta, odsuwając mnie od siebie na nieznaczną odległość i spogląda z ciepłym uśmiechem na moją nadal różową twarz.
-Na spacer- kiwam głową.
~♥~
SO WE'LL PISS OFF THE NEIGHBOURS!
Długo dość nie było rozdziału, chyba tydzień *o*
I WAŻNE INFO TERAZ! Nie wiem czy przez najbliższe półtora tygodnia pojawią się rozdziały, bo jadę do szpitala w czwartek na co najmniej tydzień i nwm czy będą tam internety! Ale raczej tak!
dobranoc, misiaki!
Kocham Was soł macz dfjefihda ♥ ♥ ♥
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top