Rozdział 16

 Akcja toczy się na chwilę przed tym, jak Halt wyjechał do Redmont.

- Witam was z powrotem w moich skromnych progach.- powiedział Malcolm i zszedł z konia. 

Do chaty Malcolma dojechali późnym wieczorem. Słońce już dawno zaszło i nastała ciemna i mroźna noc. Księżyc zasłaniały ciężkie, śniegowe chmury, z których zaczął się  już sypać śnieg. 

Halt już też miał zamiar zejść z konia, ale przypomniał sobie, że ma na rękach małą brązową kuleczkę, która teraz spała i się powstrzymał. Wiedział, że ciężko byłoby mu zejść z Abelarda z Willem na rękach i dlatego postanowił, że obudzi chłopca. 

Malcolm dostrzegł jego zamiary i powstrzymał go mówiąc :

- Nie budź go. On też jest tą podróżą zmęczony. A poza tym, słodko wygląda kiedy tak śpi.- przy tych słowach uzdrowiciel uśmiechnął się leciutko.- Podaj mi go, ale go nie budź. Ja go wezmę i zaniosę do domu, a ty zsiądź z konia i zaprowadź konie do stajni.   

Halt odchylił swój płaszcz, wyjął z pod niego śpiącego wilczka i podał go Malcolmowi. 

Uzdrowiciel okrył Willa swoim płaszczem i wszedł do swojego domu, a Halt zaprowadził konie do stajni.

Gdy już oporządził konie, skierował się w stronę domu, aby móc w końcu odpocząć w cieple.

Kiedy już wszedł, nie zawracał sobie nawet głowy, czymś takim jak kolacja. Był tak wykończony, że padł od razu na koc rozłożony na podłodze, gdzie leżał już Will zwinięty w kłębek i po krótkiej chwili, zasnął.

----------------------------------->

Halt obudził się wcześnie rano. 

Słońce dopiero co zaczęło wschodzić, ale zwiadowcy to nie przeszkadzało. Był przyzwyczajony do ciągłego wstawania o tak wczesnej porze. 

Halt podniósł się do pozycji siedzącej i przetarł dłońmi zaspane oczy. 

Rozejrzał się i zauważył, że dwa czekoladowe ślepia patrzą na niego.

- O , dzień dobry Willu. Co tak wcześnie wstałeś?- spytał zdziwiony Halt. Jego uczeń ostatnio sypiał trochę dłużej, niż on. Ale Halta to zbytnio nie dziwiło. Tyle się ostatnio wydarzyło, że chłopak musiał dojść do siebie, a przecież i tak nie miał nic innego do roboty. Z powodu zastania się mięśni, nie mógł się nawet poruszyć. 

  Cześć Halt.  Nie wiem, po prostu tak jakoś się stało. Obudziłem się jakieś pół godziny temu i więcej nie udało mi się zasnąć. Dlatego tutaj tak sobie leżę i czekam, aż ktoś się w końcu obudzi.

- Czemu się nie zmienisz w człowieka? 

Po co ? Jakbym teraz się odmienił w człowieka, to bym najpewniej leżał na brzuchu, a to naprawdę nie wygodna pozycja, jeśli leżysz tak cały czas. Gdy jestem w takiej formie, to co innego, bo w takiej pozycji, w której ja teraz jestem, wilkom jest wygodnie.

- To czemu mnie nie obudziłeś? Przecież bym ci pomógł usiąść.- powiedział Halt.

Doprawdy Halt, wiem, że ciebie na wszystko stać, ale nawet ty potrzebujesz po takiej podróży porządnie się wyspać. A poza tym, mogę wytrzymać w tej pozycji jeszcze długo. Skoro i tak leżę, to oprócz tego, że mi w tej pozycji nie wygodnie, nie robi żadnej różnicy.

- No dobra , przestań już gadać i zamieniaj się z powrotem w człowieka, żebym pomógł ci usiąść.- rozkazał mu Halt.

Will znowu przybrał formę człowieka, a Halt pomógł mu usiąść i oparł go o  drewnianą ścianę. 

- To ja idę się zabrać za robienie śniadania.- powiedział Halt i poszedł do kuchni.

---------------------------------->

I tak minęły 3 dni.

Czwartego dnia Halt oznajmił, że musi już wracać do Redmont.

- Naprawdę musisz? Nie możesz jeszcze chwilę zostać?- spytał go smutnym głosem Will.

Nie chciał, żeby Halt wyjeżdżał. Bez niego będzie mu tutaj nudno. Gdy był jeszcze w Redmont, to Halt opowiadał mu różne swoje historie z wypraw. A teraz? Teraz kiedy on wyjedzie, nikt mu nie będzie już umilał dnia, opowiadając fascynujące historie. Znowu będzie się ogromnie nudził, leżąc cały dzień w jednym miejscu i czekając na cud, że zacznie w końcu normalnie funkcjonować. 

- Przykro mi Willu, ale naprawdę nie mogę. Lenna nie można zostawiać tak długo bez opieki. Ale będę cię odwiedzał co dwa miesiące. I kto wie? Może za te dwa miesiące będziesz już nawet chodził?- powiedział Halt. Przykro mu było zostawiać tu Willa samego, ale nie miał wyboru. Musiał wracać.

- Wątpię.- mruknął pod nosem Will.

Halt jeszcze tylko uściskał Willa na pożegnanie, a potem wyruszył w drogę powrotną do Redmont.

C.D.N. 



Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top