41. Palma de Mallorca
Nie mogłam uwierzyć w cudowność tego miejsca. Ledwie wyszliśmy z lotniska Palma de Mallorca, a mnie już zaparło dech w piersiach. Sasuke uśmiechnął się w moją stronę i złapał mnie w talii.
- Podoba się? - zapytał, a ja kiwnęłam twierdząco głową, niezdolna do wypowiedzenia słów zachwytu. To było piękne miejsce.
- Witaj kuzynku - usłyszeliśmy czyjś głos przed nami i dopiero po chwili zobaczyłam młodego mężczyznę o krótkich czarnych włosach i tego samego koloru oczach. Opierał się o maskę dużego, terenowego samochodu i, gdy Sasuke poprowadził mnie w tamtą stronę, wyprostował się. - Miło mi cię poznać, Uchiha Shisui - powiedział całując wierzch mojej dłoni.
- Sakura Haruno - odpowiedziałam oczarowana jego sposobem bycia, a on uśmiechnął się w moją stronę przyjemnie.
- Wiem, w święta tylko o tobie można było z nim gadać - powiedział, wymowie zerkając na Sasuke. - Ale na pocieszenie powiem, że nie zanudzał. A przeciwnie, używał samych superlatywów.
Zarumieniłam się, obawiając się, czego konkretnie mógł dowiedzieć się jego straszy kuzyn.
- Shisui! - zawołała Shana zawieszając się na szyi chłopaka.
- Witaj, ruda lalo - odpowiedział i odstawił rudowłosą na ziemię. Dopiero teraz wymienił męski uścisk z Sasuke i z Itachim. Na sam koniec podszedł do rodziców chłopaków, przed którymi skłonił się na przywitanie.
- Wasi rodzice pojadą taksówką, a ja zabiorę was swoim samochodem - poinstruował i był gotowy otworzyć jedne z drzwi dla pasażerów, jednak przerwał, słysząc głos pana Fugaku.
- Tylko niech szybko pojawią się w domu - powiedział wymownie patrząc na Sasuke, a starszy chłopak zaśmiał się, drapiąc się po karku.
- Postaram się, wuju.
~~~~****~~~~
- Jakie plany? - zawołała z entuzjazmem Shana, która wcisnęła się między mnie a Sasuke na tylnej kanapie Tesli X, którą przyjechał Shisui. - Jedźmy do klubu!
- Jest dopiero piętnasta, kuzyneczko - zwrócił się kierowca. - Jedziemy prosto do Cela Vinyes. Dopiero jutro możemy mówić o wyjściu do klubu, gdy dzieci będą grzecznie spać po wieczorynce - zerknął w lusterko wsteczne.
- Bardzo śmieszne - prychnął Sasuke. - Po prostu boicie się, że nie dotrzymacie nam tempa.
- Wiedziałem, że to cię sprowokuje - odpowiedział Shisui i odchrząknął. - Ale chodziło mi o starsze "dzieci". Twój ojciec raczej nie patrzy dobrze na wizję twojego wyjścia z nami w takie miejsca.
- Shisui ma rację - odpowiedział Itachi i westchnął. Odniosłam wrażenie, że dla niego wizja imprezy wywoływała bóle głowy. - Jeśli chcesz iść, musisz bardziej panować nad swoimi... zachowaniami. Ojciec będzie cię pilnował, byś nie robił głupot.
- Jeśli znów będziesz mnie wnerwiał, tym razem cię zabiję - powiedziała Shana, krzyżując z nim ostre spojrzenie. - Dlatego Saki, będzie trzeba ci znaleźć nowego chłopaka.
W samochodzie zapanował chaos, oburzenie Sasuke, śmiech dwóch starszych chłopaków i próby stłumienia bruneta przez Shane wywoływały komiczną scenę. Sama zaczęłam się śmiać.
- Nie wiem, jakim cudem wytrzymujesz z kobietą tak temperamentną - stwierdził Shisui, ścierając łzę z kącika oka.
- Czasem sam sobie się dziwię - stwierdził, a Shana odwróciła wzrok w stronę starszego z barci Uchiha.
- Zważaj na słowa, kochanie - powiedziała ironicznie i w końcu puściła Sasuke, którego w międzyczasie nieco poddusiła. - W tym klanie nie można mieć miękkiego charakteru.
- W końcu dojeżdżamy - powiedział ze spokojem Itachi, a Shana spojrzała na niego z chytrym uśmiechem.
- Nie cieszyłabym się tak na twoim miejscu. Gdy wyjdę z tego auta zajmę się tobą - powiedziała ostro, a faceci zaśmiali się.
- Coś czuję, że on właśnie na to liczy - powiedział Sasuke i zasłonił się przed ciosem prosto w żebra od rudowłosej.
- Patrz, Saki - dziewczyna nachyliła się w moją stronę. - Cała ta ulica jest zabudowana domkami letniskowymi należącymi do klanu Uchiha i ich przyjaciół - wyjaśniła, a ja zmarszczyłam brwi ze zdziwieniem. Pojęcie "domki" nie było adekwatne do budowli znajdujących się przy tej ulicy. - Tu mieszka Shisui z rodzicami - wskazała na duży, nowoczesny dom utrzymany w odcieniu bieli i jasnego drewna, z płaskim dachem i szerokim garażem. - Tu pomieszkuje głowa klanu, Madara Uchiha - wskazała kolejną willę, największą w tej okolicy. - A my będziemy spać tutaj - powiedziała, a Shisui zatrzymał się przed równie okazałą willą.
Rezydencja o nowoczesnej architekturze, z płaskimi dachami i dużymi przeszklonymi ścianami wyglądała jak wyciągnięta z katalogu. Elewacja była wspaniałym połączeniem prostopadłościennych ścian i poziomych płyt z otwarciami i przeszkleniami. Tworzyło to piękną grę świateł i kadrujących się widoków wnętrza i otoczenia. Mimo, że budynek ma bardzo nowoczesny styl, nie jest zbyt ekstrawagancki, zważając na otaczającą go okolicę.
- Spotkamy się później - powiedział Shisui i po pożegnaniu się, wyjechał z podjazdu.
Do budynku weszliśmy przez duże drewniane drzwi, które ukazywały przeszklony dwupiętrowy westybul do holu, nad którym piętro tworzy swego rodzaju most–antresolę między dwoma pomieszczeniami: salonem i przedsionkiem, oraz frontową i ogrodową przeszkloną elewacją. To ukształtowanie podzieliło ten ogromny budynek na dwie części.
- Na parterze, po prawej mamy kuchnię i jadalnię, a po lewej jest biuro ojca i część "rekreacyjno-fitnesowa" - wyjaśnił Itachi, który przyjął rolę przewodnika po tej wielkiej rezydencji. - Na piętrze są pokoje. Po lewej należące do nas, a po prawej, od rodziców.
- Pięknie tu - powiedziałam z zachwytem, a Shana złapała mnie za ramiona.
- Najlepsze przed tobą - wyszeptała i pobiegła przed siebie do salonu, by od razu otworzyć przeszklone drzwi na taras. Być może liczyła, że pójdę z nią, jednak nie tym razem.
Sasuke pokierował mnie na piętro i kazał mi otworzyć drugie drzwi po prawej. Pokój w żaden sposób nie przypominał tego, który oddawał styl Sasuke w jego rodzinnym domu. Ten był cały w bieli ze złotymi akcentami.
- Mama nie życzyła sobie ciemnych kolorów - wyjaśnił z rozbawieniem, widząc moją minę. - Służba miała otworzyć drzwi balkonowe - skrytykował i sam otworzył drzwi, wychodząc na taras. Obejrzał się na mnie i machnął dłonią, bym do niego dołączyła.
Zrobiłam to i po raz kolejny zaparło mi dech. Z tarasu naszego pokoju mieliśmy widok na morze Śródziemne. Sasuke stanął za mną i oparł głowę na czubku mojej głowy.
- Jest pięknie - wyszeptałam, obserwując ten widok i westchnęłam.
- Mam w zanadrzu więcej - zapewnił i odsunął moje włosy, po czym zaczął całować zagłębienie w mojej szyi. - Ale na razie musimy zejść na obiad.
~~~~****~~~~
Po obiedzie Shana wzięła mnie na dalsze zwiedzanie. Główny salon łączył się z kilkoma innymi wnętrzami na parterze i piętrze, tworząc naprawdę ogromną, swobodną przestrzeń do codziennego życia. Były tutaj dwa zestawy mebli wypoczynkowych, jedne przy kominku, a drugie przy ścianie z ogromnym telewizorem i zestawem kina domowego. Wychodząc na taras, zauważyłam basen oraz jacuzzi.
- Rzut kamieniem jest morze, to po co jeszcze basen? - zapytałam dziewczynę, a ona wzruszyła ramionami, również nie będąc pewną tej inwestycji.
- Może żeby służba miała co robić? - zapytała, a ja zmarszczyłam brwi. To już druga osoba wspominająca o służbie w tym domu, a póki co ja nikogo takiego nie spotkałam.
- Jaka służba? - zapytałam, gdy odeszłyśmy na tyle, by móc w spokoju porozmawiać. Shana miała zamiar zaprowadzić mnie na plażę, na którą można było wyjść schodząc białymi, kamiennymi schodami na tyłach posesji.
- Taki dom wymaga dbałości. W każdym domu jest służba, która dba o niego przez cały rok. Z reguły jest to jakaś mała rodzina zamieszkująca bardziej gospodarczą część domu. W naszym domu mają przejście do swojej części mieszkalnej w kuchni i nie mają wcale tak źle. Mają dach nad głową, zapłatę...
- Nikt nie obawia się zostawienia domu pod opieką obcych ludzi?
- Jest jakaś ciotka, która mieszka tu na stałe i sprawuje opiekę nad tym wszystkim - wyjaśniła Shana i zdjęła wysokie koturny, gdy tylko jej stopy zetknęły się z piaskiem.
Plaża była przecudowna, choć niezbyt szeroka i ukryta pośród wzgórz. Miała może dwieście lub trzysta metrów długości i kończyła się z obu stron wzgórzami. Na piasku było kilka parasoli oraz białe, wygodne leżaki. Bliżej wzgórza, z którego trzeba było zejść schodami były drzewa, o które zaczepione były hamaki.
- Lepsze są te na naszym podwórku - zwróciła uwagę, patrząc na jeden z siatkowych hamaków. - Z pewnością spodoba ci się tu - zapewniła, a ja przełknęłam ślinę. Nie byłam tego pewna, zważając na fakt, że nadal przeraża mnie ojciec chłopaków. Shana chyba zdała sobie z tego sprawę, ponieważ uśmiechnęła się do mnie. - Spoko, ich stary zaszyje się w gabinecie lub będzie jeździł na spotkania biznesowe z resztą rodziny.
- Trochę mnie uspokoiłaś - powiedziałam, lekko się uśmiechając. Wróciłyśmy na górę i zobaczyłyśmy chłopaków w samych kąpielówkach. Sasuke właśnie zjeżdżał ze zjeżdżali wprost do wody, a Shana zakryła twarz ręką.
- Macie morze zaledwie kilkanaście metrów od domu, a wy... - zaczęła jednak nie dokończyła, ponieważ młodszy Uchiha zamachnął się i polał nas wodą, śmiejąc się przy tym złośliwie. - Nie no... Na trzeźwo tego nie zniosę - powiedziała patrząc na krople wody wchłaniające się w materiał jej zwiewnej spódnicy.
- Mogę przygotować dla was drinki - zaoferował się Shisui, który właśnie wyszedł na taras.
- Zawsze wiesz, jak mnie zadowolić - zaśmiała się Shana i złapała mnie za dłoń. - Chodź, przebierzemy się i zażyjemy kąpieli słonecznej.
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top