~4~

Mieli przejebane. Tego Jisung mógł być pewien.

Mimo to w jego głowie toczyła się mała bitwa, ani trochę nie pomagając w podjęciu decyzji, powodując jedynie drżenie szorstkich od gry dłoni. Powinien zostać, czekając na współlokatora i Changbina, czy wrócić do pokoju, udając, że nie ma pojęcia, o co chodzi i co się dzieje? Czując w ustach metaliczny posmak krwi, puścił mocno zaciśnięte szczęki, orientują się, że prawie z całych sił zagryzał dolną wargę, w końcu przebijając cienka oraz delikatną skórę.

Nie mógł zostawić przyjaciela w potrzebie. Zbyt silne sumienie wygrało po raz kolejny, a nogi same poniosły go w stronę taszczącego prawie bezwładne ciało trzecioklasisty. Gdyby w tym momencie udał się do pokoju, czułby się źle, nie tylko z powodu poczucia winy, ale faktu, że Lee na pewno nie zostawiłby go w podobnej sytuacji. Do tego dobrze pamiętał jego słowa, w których prosił, aby przypilnował go i nie za późno odprowadził do pokoju, względnie doprowadzając do porządku, żeby obydwoje mogli się wyspać.

Ze spuszczoną głową stanął na zewnątrz, nerwowo przystępując z nogi na nogę. Kiedy nareszcie, po dłużącym się w nieskończoność czasie, w zasięgu wzroku pojawił się rozgrywający, sapnął głośno, że świszczącym dźwiękiem wypuszczając powietrze ze ściśniętych strachem płuc.

-Przepraszam, hyung- tylko tyle udało mu się wydobyć z gardła, które przez swoją suchość, sprawiło, że zazwyczaj dźwięczny głos chłopaka, zabrzmiał chrapliwie i nieczysto. Do tego cała wypowiedź była bardzo słaba, a libero nie wiedział, czy ktokolwiek oprócz niego był w stanie usłyszeć słowa, które sekundy temu opuściły kształtne usta. Ku jego zaskoczeniu starszy tylko westchnął, zmęczony całą sprawą i przeszedł obok, ruchem głowy pokazując mu, żeby zrobił to samo. Oczekiwał długiego, surowego kazania, które zapewne dostanie zaraz po znalezieniu się w pokoju, dlatego zawiesił głowę jeszcze niżej, matowy wzrok wbijając w czubki własnych trampek.

-Ostrzegałem was, bo oczywiste było, że skończy się tak jak teraz- łagodny ton głosu Changbina sprawił, że głowa chłopaka ponownie powędrowała do góry. Han nigdy nie słyszał, żeby odnosił się w taki sposób, a już na pewno nie do niego i Felixa. - Nie powiem nic Chanowi. Ważne, żebyście jutro pomogli nam wygrać, ale i tak jestem zły, więc nic nie mów. Teraz pomóż mi z nim, bo chyba zasnął, a jest naprawdę ciężki.

Fioletowowłosy się tego nie spodziewał, dlatego zignorował prośbę, czy raczej rozkaz starszego, a z jego ust zaraz popłynął potok słów.

- Hyung, ale jak to? Zagramy jutro? Mówiłeś Chanowi, że wychodzisz? Nie pytał, gdzie idziesz? Co tu w ogóle robisz? Ja naprawdę przep...

- Po prostu zamknij się i go ode mnie weź- stary Changbin wrócił, swoim głosem skutecznie zamykając buzię młodszego.

Już miał w zamiarze zabrać Felixa od starszego, a raczej pomoc Binowi, zarzucając sobie drugie ramię niekontaktującego chłopaka na barki. Jednak on za nic nie puszczał, uczepiając się ciała starszego niczym małpka gałęzi, coraz mocniej wtulając twarz w szeroką klatkę piersiową.

-Binnie nie zostawiaj mnie, proszę- jęknął głosem przepełnionym smutkiem i odrobiną strachu, a Jisungowi wydawało się, że w dużych oczach świeciły drobne łezki. Wbił silne palce w ramię Seo i zacisnął mocno dłoń, a kiedy otworzył oczy, nie przestawał wlepiać wzroku prosto w te Changbina.

~~~

Changbin nadal niósł Felixa, jednak chciał, żeby między ich twarzami zachowała się bezpieczna odległość przynajmniej paru centymetrów. Nie chodziło tu o nieprzyjemny oddech o zapachu alkoholu, czy ogólną niechęć do chłopaka, a zachciankę Australijczyka, która w takich okolicznościach miała ogromną szansę na spełnienie się.

-Binnie hyung, daj mi buziaka- brązowowłosy po raz kolejny uformował z ust dzióbek, domagając się pieszczoty, a dlatego, że pomagał sobie dłońmi, którymi przyciągał drugiego z nich za kołnierz grubej, czarnej bluzy, chłopak dwa razy prawie wypuścił go z ramion. Próbował odchylić się dostatecznie daleko, w czym Jisung musiał mieć swój udział, wyciągając własne ręce, przytrzymując nimi Felixa. Tak wyglądała ich sytuacja, od kiedy opuścili posiadłość, szybkim tempem przemierzając oświetlone jedynie słabą poświatą żarówek latarni ulice ich miasta.

- Mówi tak do każdego? - Changbin spytał, poprawiając chłopaka na rękach, aby jednocześnie wydać z siebie ciche sapnięcie. Może i był silny, jednak wiercący się, ważący swoje chłopak, nie ułatwiał zadania, a jego ramiona powoli ogarniał rwący mięśnie ból.

-Tylko do ciebie - Han pokręcił głową w zaprzeczeniu. Pod karcącym spojrzeniem starszego dodał pospiesznie.- No co? Mówię prawdę, mnie by nie dotknął- westchnął, dziwiąc się sobie samemu tego, że tak swobodnie zachowuje się przy starszym.

Resztę drogi do pokoju spędzili w ciążącej ciszy, którą od czasu do czasu rozpraszały pomrukiwania niesionego chłopaka albo sapnięcia i ciężkie westchnienia Seo. Chociaż i tak najbardziej ciążył tam Felix. Changbin ledwo trzymał atakującego, ale dzielnie podążał za Jisungiem, modląc się, o jak najszybsze dotarcie do celu.

Kiedy nareszcie drzwi odpowiedniego pokoju zostały otworzone na oścież, a właściciel klucza przepuścił w nich pozostałą dwójkę, Lee szybko znalazł się w swoim łóżku.

-Changbinnie, nie tak szybko. To jeszcze nie nasza noc poślubna- wybełkotał równo z chwilą, w której dotknął pościeli, zaśmiał się cicho, żeby na sam koniec zamknąć oczy, po prostu odpływając.

Jisung ponownie przekręcił zamek, chcąc się ogarnąć i wykąpać. Jęknął głośno, przecierając zmęczona twarz rękami, gdy zdał sobie sprawę, że starszy nadal jest w pokoju. I wcale nie wyglądał, jakby miał zamiar go opuścić, chociaż w dużej mierze utrudniłyby to ręce śpiącego, mocno oplatające lewe ramię czarnowłosego.

- Dlaczego tam poszliście?- spytał, patrząc w ciemne oczy rozmówcy.- Przecież wiecie, jakie były warunki- dodał po chwili, w której Jisunga ponownie zacząć zżerać stres.

Jisung zamrugał parę razy, bo na pytanie nie było konkretnej czy też uzasadnionej odpowiedzi. Naturalne było, że skoro ktoś organizował coś takiego, razem z Felixem po prostu się tam pojawią.

-Nie wiem. Chcieliśmy tam być, Felix chciał- gardło Hana bolało, jakby ktoś przejechał po nim papierem ściernym, pozbawiając go możliwości normalnego używania strun głosowych.

Trzecioklasista westchnął zmartwiony. Nie wiedział, co jeszcze mógłby zrobić dla nieodpowiedzialnej dwójki, dlatego w krótkiej wymianie zdań poprosił, żeby Han zajął się kolegą i już teraz przygotował mu szklankę wody, którą najlepiej, jeśli postawi na biurku. Zmęczonym wzrokiem ogarnął powierzchnię pokoju, a nie widząc tu nic niepokojącego, pomijając bałagan, z zamiarem wyjścia skierował się do korytarza, na pożegnanie kiwając głową Jisungowi.

Ponownie nie pozwoliły mu na to silne, wyćwiczone od ścinania piłki ramiona, nie pozwalając odejść nawet na krok.

-Hyung, daj mi tego buziaka. Na dobranoc- błagalny jęk skrzywił twarz i tak zażenowanego zachowaniem przyjaciela fioletowowłosego, który po szybkim opuszczeniu pokoju przez Changbina, nie był w stanie zmrużyć oczu, zastanawiając się nad jutrzejszą pobudką zapewne nic niepamiętającego Lee i tym, co wydarzyło się chwilę temu i nie do końca w to wierzył.


Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top