×15×

- I? Co chcieliście? - zniecierpliwiony Burak oparł się o ścianę mojego domu, po chwili ziewając. Dzunior mu wtórował.

- Em, no to... - Zaha zaciął się, patrząc na mnie błagalnie.

Uśmiechnąłem się ironicznie i złapałem dłoń Zahy, poczym przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem w policzek.

- O kurwa, to się dzieje! - wykrzyczał uradowany Dzunior. Burak ewidentnie zmęczony jeszcze nie przyswoił tego, co przed chwilą się stało.
- Od kiedy?

- Dwóch godzin? - zaśmiał się Zaha.

- Wreszcie, chryste panie - na ustach Buraka zagościł sporych rozmiarów zacierz. Zaraz potem chłopak przyciągnął naszą trójkę do siebie i rozradowany zamknął nas wszystkich w uścisku.

Widok zakłopotanego Zahy to najsłodszy widok na świecie.

Inicjator przytulasa jako pierwszy odsunął się i wyjął schowany w tylnej kieszeni telefon.

- Weźcie się pocałujcie, potrzebuję nowej tapety.

***

//Zaha//

Chyba za dużo się zadziało dzisiaj.

Burak i Dzunior niedługo potem wyszli, ze względu na dość późną godzinę. Ja natomiast złapałem w ręce telefon, wystukując na klawiaturze wiadomość do mojej rodzicielki, na temat pozostania przez resztę nocy w domu Marcela.

- Skąd wiesz, że możesz? - chłopak usiadł obok mnie, objął mnie ramieniem i pocałował w skroń. Zgasiłem urządzenie, posyłając mu leniwe spojrzenie.

- Mogę - mruknąłem, układając się na jego klatce piersiowej.

- Kocham cię - wyszeptał mi do ucha, a ja poczerwieniałem na twarzy. Widział, że próbuję to samo wydusić z siebie, ale niezbyt mi to idzie. - Nie mów nic - przytulił mnie do siebie, sprawiając, że poczułem się jeszcze bardziej senny.

Ciężki dzień.

***

Budziłem się powoli, nie spieszyło mi się nigdzie. Obróciłem się leniwie na bok, mocniej wtulając się w Marcela.

- Serwus - usłyszałem jego zachrypnięty głos, na co podniosłem głowę i lekko pocałowałem go w żuchwę.

- Późno jest? - przymknąłem oczy.

- Dziewiąta, środek nocy - odparł. - Jezu, jak ja się dawno nie cieszyłem z faktu, że jest sobota.

- Hmm? - przeniosłem głowę na jego ramię, łapiąc z nim pierwszy dzisiaj kontakt wzrokowy. Palcami delikatnie jeździłem po jego szyi.

Ciemnowłosy uśmiechnął się delikatnie, poczym lekko musnął moje wargi.

- Trening wieczorem - szepnął, pozwalając swoim zmęczonym wciąż powiekom opaść.

Zaśmiałem się krótko i pogładziłem jego policzek. Po chwili przypatrywania się chłopakowi, zmieniłem pozycję i podniosłem się na łokciach, wciąż z niego nie schodząc.

Na twarzy Marcela pojawił się wredny uśmiech, poczym przewrócił mnie na siebie, swoimi ustami trafiając wprost na moje.

- Co ty robisz - podniosłem się po paru chwilach, czerwony niczym dojrzały pomidor, a chłopak zaczął się śmiać.

- Nadrabiam poprzednie miesiące znajomości - zmrużył oczy, zawstydzając mnie jeszcze bardziej.

- Po co ja się zgadzałem na ten związek...

Marcel podniósł się do siadu, przyciągając mnie bardziej na swoje kolana.

- Masz przerąbane - szepnął mi do ucha. - Właściwie to...dobrze wiedzieć, że jesteśmy w związku.

- A to nie było logiczne? - spojrzałem na niego zdziwiony.

- Nie wiem, chyba nie - uśmiechnął się wrednie.

W tamtym momencie usłyszeliśmy dzwonek, a zaraz po nim niezrozumiałe głosy zza drzwi. Jeden z głosów był męski, a drugi damski.

- Nie... - jęknął błagalnie Marcel. - Nie, kurwa...

Dźwięk dzwonka ponowił się. Marcel powoli podniósł siebie, i mnie przy okazji.

- Dobra, słuchaj mnie. Idziesz teraz do mojego pokoju. Nie widziałeś syfu w salonie. W kuchni też nie. Nie masz nic wspólnego z rozbiciem dzbanka - zmarszczyłem brwi zdziwiony - nieistotne, nie wnikaj. Cholera no, mieli być po południu...

Marcel ruszył do drzwi, a ja postąpiłem zgodnie z jego instrukcją.

- Hej synuś - usłyszałem damski głos, i coraz głośniejsze kroki. - Jeny, co tu taki...?

- Cii, mamo. W pokoju jest mój kolega, ale śpi jeszcze, nie budź go - powiedział cicho chłopak, na co ja powoli i bezgłośnie położyłem się na jego łóżku.

- Dobra, sory - odezwała się szeptem, poczym jedynymi słyszalnymi dźwiękami stały się kroki w różnych częściach domu.

Leżałem tak kilkanaście minut, modląc się, żeby przyszedł Marcel. Nie miałem w głowie żadnego sensownego planu ucieczki, a przynajmniej takiego możliwego do zrealizowania.

Gdy do pokoju wszedł zielonooki, od razu posłałem mu błagalne spojrzenie. Chłopak nie wyglądał na szczęśliwego.
Podniosłem się z łóżka i stanąłem naprzeciw niego.

- Zawsze marzyłeś, by poznać moich rodziców, prawda? - westchnął, poczym pociągnął mnie w stronę drzwi. - Powodzenia, Zahuś - szepnął.

Wziąłem głęboki oddech, ubrałem na twarz sztuczny uśmiech i wyszedłem z pokoju, następnie lokalizując wzrokiem wpierw matkę Marcela, a następnie jego ojca.

- Dzień dobry - rzuciłem. Otuchy dodała mi obecność mojego chłopaka tuż obok mnie. - Przepraszam, że wparowałem tak państwu do mieszkania...

- Ależ nic się nie stało!

- Proszę cię, nie mamy ci tego za złe - odezwali się promiennie jego rodzice, a ja odetchnąłem z ulgą.

- Dziękuję państwu - uśmiechnąłem się znów. - To ja już nie będę więcej przeszkadzał... - zacząłem, lecz chcąc się wycofać trafiłem na czarnowłosego.

- Nawet o tym nie myśl - po słowach jego matki poczułem nieprzyjemne ciarki na karku. - Musisz zostać przynajmniej na śniadaniu, oj nie, głodnego cię z tego domu nie wypuszczę. Poza tym, chcemy cię lepiej poznać, gdy mamy okazję!

Boże...

***

Szczęśliwy, że choć na chwilę udało mi się uciec od stołu, wszedłem do łazienki i oparłem ręce o zlew. Po chwili do pomieszczenia wszedł także mój chłopak, patrząc na mnie z rozbawieniem.

Zbliżył się  i przytulił mnie od tyłu, jedną rękę kładąc w na wysokości moich ramion, a drugą w okolicach brzucha, a następnie głowę na moim ramieniu. Posłał mi litościwe spojrzenie przez lustro.

- Dzielny jesteś, wiesz? - zaśmiał się.

***

Serwus

Spóźniony o godzinę, ale jest, cieszcie się

To co, kolejny na walentynki? ;)

No i mam nadzieję, że się podobał :3

Do next!

Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top