24

Arya.

Tego ranka oboje milczeliśmy. Nie była to niezręczna cisza. Należała to tych przyjemnych. Chyba każde z nas musiało poukładać sobie trochę w głowie. Tej nocy przeszliśmy etap dalej, oboje sobie zaufaliśmy bardziej. Przynajmniej ja zaufałam jemu. Był moim każdym pierwszym razem i chciałam więcej pierwszych razów ale nie tych seksualnych. Chciałam z nim wyjść na randkę, pokazać się wśród ludzi, pochwalić się, że jest mój. Byłam gotowa wejść do jego świata i poznać od podstaw nawet jeśli wiązało się to z ryzykiem.

Śniadanie również zjedliśmy w ciszy. Ja zrobiłam kanapki, on jajecznicę jakbyśmy rozumieli się bez słów. Właściwie poniekąd tak było. Ubraliśmy się i pojechaliśmy do galerii handlowej. Nie byle jakiej galerii, tylko do tej gdzie cena jednego buta przekracza moja wypłatę. Chodziliśmy już dwie godziny. W żadnym sklepie nie znalazłam kompletnie nic. Właściwie, może i bym znalazła ale zdecydowanie przerażały mnie ceny.

- może pojedziemy gdzieś indziej?

Odezwałam się pierwszy raz tego dnia. Było mi głupio, nie chciałam go na nic naciągać w końcu nie miałam mu do zaoferowania za wiele. A taka ilość pieniędzy.. nigdy nie zobaczę takich zer na swoim koncie.

Vincent stanął przede mną przez co i ja się zatrzymałam.

- poprosiłem żebyś ze mną poszła więc ja płacę, naprawdę nie musisz się tym przejmować.

Rozgryzł mnie od razu. Westchnęłam cicho. Nie potrafiłam nawet spojrzeć na jego twarz.

- nie chce by ktoś pomyślał, że jestem z tobą dla pieniędzy.. fakt faktem w klubie nie zarabiałam mało ale te ceny nadal nie są na mój portfel.

Powiedziałam cicho. Chwycił mój podbródek i uniósł tak bym na niego spojrzała.

- jesteś wyjątkowa więc potrzebujesz czegoś wyjątkowego.

Skinęłam lekko głową. Chwycił mnie za dłoń i ruszył w nieznanym mi kierunku. Po dłuższej chwili weszliśmy do niedużego sklepu. Każda sukienka wyglądała jak z bajki. Od razu przyszła do nas ekspedientka, nie zdążyła jednak nic powiedzieć.

- rozmiar 38, ma to być coś wyjątkowego.

Powiedział mój towarzysz. Kobieta zmierzyła mnie uważnie wzrokiem, jednak to nie był taki gest jak recepcjonistki wieczór wcześniej. Ta kobieta skanowała moje ciało i widziałam jak w głowie wszystko sobie układa, co i jak będzie na mnie leżeć, co będzie odpowiednie dla mojej figury.

- do jakiej kwoty?

Zapytała po chwili patrząc się na Vincenta. Ten machnął ręką od niechcenia.

- nie gra roli.

Odpowiedział pewnie. Widziałam w oczach kobiety błysk. Odeszła na chwilę i zaraz wróciła z czarnym pokrowcem. Rozpięła go i ostrożnie wyciągnęła czarną gorsetową sukienkę w stylu syrenki którą zdobiły czarne diamenciki. Wyciągnęła również złote dodatki, naszyjnik, kolczyki i dwie bransoletki. I śliczne czarne buty na szpilce które również zdobiły te same diamenciki.

Ta sukienka była naprawdę cudowna.

- ile kosztuje?

Zapytałam, a Vincent od razu się odezwał nie pozwalając kobiecie dojść do słowa.

- nie interesuje nas to Arya.

Wzięłam głęboki oddech.

- pomogę ci ją ubrać.

Odezwała się starsza elegancka kobieta. Skinęłam głową i ruszyłam razem z nią do przymierzalni. Rozebrałam się. Ubrałam sukienkę i buty. Ekspedientka zawiązała mi z tyłu gorset i pomogła z biżuterią.

Spojrzałam na siebie w lustrze. Zaparło mi dech w piersiach.

- masz cudownego mężczyznę.

Powiedziała oglądając mnie z każdej strony. Zarumieniłam się.

- tak, to prawda.

Przytaknęłam bo co miałam powiedzieć? Że właściwie nie wiem na czym stoimy? Że nie wiem czy jest tak samo mój jak ja jego?

- wyglądasz naprawdę cudownie, ta sukienka jest idealna dla ciebie.

Odezwała się znow i miałam wrażenie, że mówi to każdej kobiecie która przychodzi do jej sklepu ale.. to była jej praca, musiała nawijać makaron na uszy.

Wyszłyśmy z przebieralni. Vincent stał tyłem. Kobieta odchrzaknęła. Odwrócił się powoli, zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu. Bałam się poruszyć nawet o milimetr. Zjadał mnie wzrokiem, znów widziałam bestię w jego oczach. Zacisnęłam uda pod wpływem jego spojrzenia.

- bierzemy.

Powiedział tonem nieznoszacym sprzeciwu i patrzał się prosto w moje oczy.

- bierzemy..

Powtórzyłam cicho.

Wróciłam do przymierzalni, ubrałam się w swoje ciuchy. Ruszylismy za ekspedientka do kasy.

- za cały komplet pięć milionów.

Powiedziała spokojnie. Opadła mi szczęka, dostałam palpitacji serca i myślałam, że ładne na zawał.

- c-co?

Zapytałam próbując być równie spokojna co ta dwójka.

- te czarne diamenty to karbonado, jedyne w swoim rodzaju, są prawie wszędzie na sukni i są strasznie drogie. Biżuteria jest z czystego złota i..

Chciała mówić dalej ale Vincent przerwał jej gestem dłoni, uniósł ją i zapytał:

- może być czek?

Kobieta skinęła głową. Vincent wypisał wspomniany papierek, wziął pokrowiec z całą zawartością i wyszliśmy ze sklepu.

- pięć milionów..

Wyszeptałam dalej niedowierzając. Chwycił mnie za dłoń i szliśmy dalej już do wyjścia z galerii.

- jesteś warta znacznie więcej.

Powiedział to tak spokojnie, tak pewnie, że naprawdę mu uwierzyłam.

- ale..

Zaczęłam jednak mi przerwał. Zatrzymał się i znów stanął przede mną.

- jesteś bezcenna i zasługujesz na wszystko co najlepsze, na wszystko co jestem w stanie ci dać.

Mówił i patrzył w moje oczy. Pochylił się lekko, pocałował czoło a serce w mojej klatce piersiowej zrobiło fikołka.

Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top