63
Zostałam obudzona przez delikatne całusy składane na moich plecach i dłoń głaszczącą moje ramię. Otworzyłam oczy i odwróciłam się w stronę Louisa, który patrzył na mnie uważnie.
- Dzień dobry kotku - powitał mnie.
- Dobry - poprawiłam kołdrę na moim ciele.
- Wyspana?
- Uhm - mruknęłam tylko, bo Lou mnie pocałował w usta. Po chwil objął mnie całą swoimi ramionami.
- Nie chcę wracać. Zostaję z tobą.
- Niestety nie pozwalam - zaśmiałam się i odgarnęłam mu grzywkę z czoła.
- No nic, będę musiał cię posłuchać - całował powoli moją szyję.
- No raczej. Nie masz wyjścia kochany - uśmiechnęłam się lekko, czując jego dłoń na moim brzuchu.
- Myślałaś nad imieniem dla naszego małego aniołka? - zapytał, a po chwili złożył całusa obok swojej ręki na brzuchu.
- Nie. Nie zastanawiałam się.
- A ja tak. Co myślisz o Margaret albo Laryssie? Albo Violeta? Albo Elsa?
- Violeta odpada na starcie. Nie lubię tego imienia - powiedziałam od razu. - Ale podoba mi się Laryssa i Margaret. I Elsa.
- Czyli mamy zgodność. Zastanów się nad tymi imionami i daj znać, okej?
- Oczywiście.
- Gołąbeczki! Pobudka! - usłyszałam głos Zayna, dochodzący zza dzwi.
- Już nie śpimy, możesz wejść! - Krzyknął Louis, a po tych słowach drzwi uchyliły się i pojawił się w nich Zayn.
- To się cieszę, bo twój książę musi się zbierać - powiedział do mnie, nadal nie wchodząc do środka. - Za dwie godziny przyjedzie po nas bus.
- Dobra, dobra. A teraz won, bo chcemy się ubrać - powiedział Louis, biorąc małą poduszkę i rzucając w Zayna. Chłopak tylko uchylił się od ataku i zaśmiał.
- Czekamy na dole - powiedział jeszcze i zamknął za sobą drzwi.
- Dobrze, że nie rzucał tymi swoimi tekstami - powiedziałam tylko.
- Ale było u was głośno! - jak na zawołanie usłyszeliśny głos Harry'ego zza drewnianej powłoki. Louis tylko się zaśmiał i ponownie wtulił we mnie.
- Dobra Lou, wstajemy - wydostałam się z jego ramion i razem z prześcieradłem weszłam do łazienki. Miałam tam już przygotowane ciuchy na dziś, które przyniosłam tu wczoraj, przed prysznicem i całą imprezą.
Wzięłam prysznic i po wysuszeniu ciała, założyłam na siebie szare spodnie dresowe i szarą koszulkę Louisa z napisem SWAG, która leżała na mnie idealnie. Prześcieradło zostawiłam w koszu na brudy, a sama wyszłam z łazienki.
- Louis, wstawaj - podeszłam do chłopaka, który leżał sobie spokojnie na łóżku, w samych bokserkach.
- Dla ciebie zawsze - podniósł się i stanął przede mną, łapiąc za oba policzki i całując w usta.
Brunet zniknął w łazience, a ja w tym czasie pościeliłam łożko. Gdy wyszedł i się ubrał, zeszliśmy na dół. Akurat było śniadanie.
- Hej wszystkim - powiedziałam, lekko się uśmiechając.
- No hej. Widzę, że w końcu wypoczęliście - rzucił Harry, który siedział przy stole, popijając czarną kawę. Uśmiechał się jak zwykle cwaniacko, co nie ukrywało tego, że ma niezłego kaca.
-O tak - przyznał Lou, siadając na wolnym miejscu. Zrobiłam to samo i usiadłam obok niego.
- Jajecznica - powiedziałam na głos. -Dziękuję - podarowałam kobiecie uśmiech i poczekałam, aż Louis nałoży mi trochę z dużej, czarnej patelni stojącej po środku stołu na drewnianej, kwadratowej desce.
**** Miesiąc później ****
Siedziałam sobie w fotelu, czytając jakiś magazy dla przyszłych mam, co chwila podjadając kawałki pomarańczy. Mama szuka pracy, bo powiedziała, że zostaje tu na stałe, z czego niezmiernie się cieszę. Diana była na zakupach, a Marlena u siebie w pokoju. Jeszcze śpi z tego co mi wiadomo. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła pierwsza po południu. To nie podobne do niej. Z westchniem podniosłam się z wygodnego siedzenia i poszłam do jej pokoju. Zapukałam cicho, ale nikt mi nie odpowiedział, więc ostrożnie weszłam do środka.
-Mar?
Zobaczyłam ją siedzącą tyłem do mnie, okrytą kołdrą, było tylko widać czubek głowy. Na dźwięk mojego głosu zadygotała i rozpłakała się.
To zły znak. Podeszłam do niej i ukucnęłam przed nią.
- Marlena, co się stało?
- Nie wiem, jak mogłam wierzyć, że on się zmienił... - powiedziała niewyraźnie, przez dłonie okrywające jej twarz.
- Ale kto, Marlena? - zapytałam zdezorientowana. Moja przyjaciółka płakała rzadko, mogę powiedzieć, że prawie wcale.
- Jak mogłam mu zaufać? - zapytała i spojrzała na mnie czerownymi od płaczu oczami. - Byłam taka ślepa... Głupia...
- Komu?
- Harry'emu... Jak mogłam tak dać mu się omamić - wychrypiała i zdjęła szybkim ruchem pierścionek zaręczynowy i rzuciła go w kąt pokoju.
- Co zrobił? - złapałam ją za obie dłonie, zanim znów zakryje nimi twarz.
- On... On... Boże, nie wypowiem tego. Sama zobacz... - wstała i przyniosła z biurka swojego laptopa.
Coś wpisała i po chwili przed moimi oczami pojawił się czarny napis dużymi literami: " Jak pieprzy Harry Styles". Marlena wcisnęła START i poszło. To, co zobaczyłam, przyprawiło mnie o niemiłe uczucie. Nie wiem jakie. Po prostu czułam się źle, słysząc te wszystkie ich " och, ach", " tak Harry ", " Krzycz moje imię, mała ". Zamknęłam urządzenie i zaczęłam wszystko przyswajać. To niewątpliwie był Harry. Kamera była centralnie ustawiona tak, by było widać ich z boku. I ten jego charakterystyczny głos, którego nie da się pomylić, statek na przedramieniu, napisy. Z transu wybił mnie szloch Marleny.
- Eva... Powiedz... Powiedz, że to nie był... Harry, że ja źle widziałam, błagam - patrzyła na mnie z błaganiem w oczach. Czułam jej ból tak bardzo, że i mnie w oczach pojawiły się łzy.
- Nie... Nie mogę tego powiedzieć Mar - wydukałam. - To był Harry - westchnęłam. Dziewczyna przytuliła się do mnie, a ja razem z nią usiadłam na łóżku. - Cicho... Spokojnie - było mi coraz bardziej źle i byłam coraz bardziej zła na Harry'ego. Nie wiem, jak on mógł zrobić jej coś tak okrutnego. Kocha ją przecież, oświadczał się! Co jest z nim nie tak?!
- Nie wiem, co ja głupia sobie myślałam... - powiedziała do mnie po chwili ciszy. Nie płakała już.
- Co masz na myśli?
- Wiesz, że seks przed ślubem u mnie nie wchodził w grę, prawda?
- Tak - odpowiedziałam. To była jej święta zasada, której dobrowolnie by nie złamała.
- No więc, powiedziałam mu o tym, zanim pojechali po tej przerwie dwumiesięcznej, gdy zapytał. Powiedział, że szanuje moją decyzję i poczeka na mnie. No i miałam trochę czasu by to przemyśleć i doszłam do wniosku, że mogę nagiąć tą zasadę. Dla miłości zrobi się wszystko - otarła spływającą łzę. - Myślałam, że wytrzyma, że zrobi to dla mnie... Obiecał. Ale to facet, jak mu nie dasz w końcu dupy, to sobie znajdzie inną. No i znalazł. Kto wie, czy to nie był tylko jeden raz. Może żyję w tej błogiej nieświadomości od dawna?
- Marlena, nie mów tak...
- Ale to prawda. Ciekawe ile przeleciał w ciągu tych czterech miesięcy.
- Marlena, porozmawiaj z nim.
- Nie! - wstała z łóżka i zaczęła chodzić po pokoju. - Nie chcę go ani widzieć, ani słyszeć. Brzydzę się nim. Nie wybaczam zdrady.
- Cześć laski! - do pokoju weszła Diana. Spojrzałam na nią, a ona omiotła spojrzeniem cały pokój.
-Cześć...
- Co tam Marlena? - Diana weszła do pokoju i rzuciła torby na podłogę.
- Nie pytaj - odpowiedziałam za dziewczynę.
- Czemu płaczesz? - podeszła do niej i dotknęła jej ramienia. Dziewczyna przytuliła się do niej, cicho łkając.
- Harry ją zdradził - powiedziałam, na co moja blondyneczka rozpłakała się na dobre. Cholera, mogłam nie mówić...
- Co?! Przecież on poza nią świata nie widzi! - zaśmiała się.
- Jednak zobaczył - odpowiedziała. - Doszedł pewnie do wniosku, że dziewczyna, która tylko mówi mu, że go kocha, a nie przechodzi do działania, jest do niczego. Znalazł lepszą.
- Marlena, przecież on cię ubóstwia - powiedziałam. - Zawsze, gdy patrzyłam na jego oczy, jak na ciebie patrzy... On nie zrobił tego świadomie - powiedziałam pewna swoich słów.
- Widocznie nie aż tak.
- Przyniosę ci coś na uspokojenie - powiedziałam i wyszłam z jej pokoju. Dotarłam do kuchni i wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer do Lou.
- Co tam skarbie? - usłyszałam radosny głos Louisa po drugiej stronie.
- Hej... Co tam u was?
- No... Po staremu. Koncerty i spotkania z fanami...
- Powiedz mi prawdę.
- Ale jaką, o co ci chodzi?
- Harry zdradził Marlenę - oświadczyłam.
- Co?
- No nie mów mi, że nie widziałeś tego uroczego filmiku na You Tube - parsknęłam i usiadłam na krześle w kuchni.
- Jakiego? Znajdę sobie.
- Jak pieprzy Harry Styles - powiedziałam i przeczesałam włosy, bo opadały mi na twarz.
- Huh, jaka wymyślna i jednoznaczna nazwa! - skomentował, śmiejąc się cicho.
- Ciekawe czy będzie ci do śmiechu, jak to zobaczysz.
- Czekaj, jest. O kurwa... - nastała cisza po drugiej stronie, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że o tym nie wiedział. - Dobra, starczy tego.
Usłyszałam, jak zamyka głośno laptopa i gdzieś go odkłada.
- I co teraz?
- Pogadaj z nim. Nie wiem, jak on mógł jej zrobić takie coś, ale jak on tego jakoś nie ogarnie, to jak go spotkam, to nie ręczę za siebie.
- Spokojnie, diablico moja. Spokojnie. Wszystko się wyjaśni - powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
- Mam nadzieję, bo Marlena jest w totalnej rozsypce.
- Dzisiaj mamy koncert za dwie godziny więc zdążę jeszcze z nim pogadać.
- Oby. Nie wiem, może on był pijany, albo co.
- Okej, kończę, bo Louise mnie woła, więc uciekam. Obiecuję z nim pogadać i zadzwonię do ciebie, jak tylko coś będę wiedział. Pa, kochanie.
- Pa.
Westchnęłam i wstałam. Podeszłam do szafki, sięgnęłam szklankę, wlałam trochę wody z butelki i znalazłam tabletki uspokajające. Ruszyłam z tym do pokoju Marleny. Weszłam do pokoju i ustawiłam to na małym stoliku, stojącym przy oknie. Dziewczyna leżała na łóżku, na boku, a Diana obok niej siedziała i głaskała po głowie.
- Masz kochanie, weź to - podałam jej tabletkę z wodą sięgniętą ze stolika. Nic nie powiedziała, tylko posłusznie połknęła pastylkę.
- Dziękuję, że tu jesteście ze mną - wzięła moją dłoń i Diany, lekko je ściskając.
Gdy zasnęła wyszłyśmy z pokoju do kuchni. Siedziałyśmy przez chwilę w ciszy, aż Diana powiedziała:
- Nie mieści mi się to w głowie.
- Diana... Są dwa wyjścia. Albo wiedział, że zdradza Mar, albo nie wiedział. Osobiście wolałabym, żeby sprawdziła się ta druga wersja, choć obie są nie ciekawe - powiedziałam.
- Wiem. Rozmawiałaś z nim?
- Nie, zadzwoniłam do Lou. Mają niedługo koncert, ale postara się z nim pogadać.
- Aha. No dobra. Szkoda, że nie mogę się denerwować. Inaczej sama bym do niego zadzwoniła.
- No właśnie, szkoda - poparłam ją. Też bym mu nagadała co swoje. Jestem tylko ciekawa, jak tam u chłopaków.
*** Oczami Louisa ***
Zaraz po telefonie Evy poszedłem szukać Harry'ego. Zdziwiła mnie trochę ta informacja, bo przecież on i Marlena to para idealna. Ale Harry to Harry. I to jest właśnie najgorsze.
- O, tu jesteś! - zobaczyłem chłopaka, jak chodził z Lux na rękach i coś jej pokazywał.
- O, zobacz. Wujek Louis - powiedział i pokazał małej na mnie.
- Wujaszek! - mała wyciągnęła do mnie swoje małe rączki. Wziąłem ją i dałem potrzymać Hazzie laptopa.
- Co tam Lux? Wiesz, gdzie jest mama? - zapytałem ją.
- Tak - jak zwykle pociągnęła mnie za włosy.
- To idź tam do niej, a my z Harry'm zaraz przyjdziemy, okej?
- Okej.
Postawiłem małą na nogi, a ona pobiegła w stronę drzwi, z których tu trafiłem.
- Powiedz mi stary, co ty odpierdalasz, co? - zapytałem zdenerwowany. Na tym filmiku, wyraźnie było widać Harry'ego. Nie było mowy o jakiejś przeróbce.
- Co masz na myśli? Ten misiek fajnie wygląda.
- Jaki kurwa misiek?! Ty wiesz, co się dzieje w Londynie?
- A co się ma dziać? - zapytał zdziwiony.
- Prawdopodobnie straciłeś narzeczoną idioto! - rzuciłem, zabierając od niego urządzenie i szukając tego video.
- Co?
-No sam zobacz. Jakbym był Marleną też bym cię w dupę kopnął - powiedziałem, pokazując mu filmik, na którym ostro pieprzy jakąś laleczkę.
- Ale co to, do kurwy jest?! - patrzył to na mnie, to na ekran laptopa.
- Nie widzisz? Mam ci to wytłumaczyć?
- Wiem, ale...
- No co? Bzykasz jakąś pustą modelkę, kiedy w domu masz taki skarb. Harry... Zawiodłem się na tobie - było mi głupio, że uwierzyłem mu, gdy mówił, jak bardzo kocha Marlenę. Jak nie mógł się doczekać, aż jej się oświadczy...
- Nie rozumiesz Louis. Ja nic nie pamiętam z tamtej nocy.
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top