Rozdział 13

    Zapraszam na nową książkę, którą znajdziecie na moim profilu o nazwie " Co sądzisz o wampirach? "  Mam nadzieję, że się wam spodoba! :)

No i polecieliśmy. Mirella dostała wolne na te trzy dni, kiedy nas nie będzie. Oczywiście Samantha jest z nami, bo Louis nie mógł sobie wyobrazić, że zostawia ją samą w Donny z kimkolwiek. Podobnież ma zostać z rodzicami Nialla, którzy będą mieli pod opieką też jego bratanka Theo, czy jakoś tak, więc byłam spokojna o małą, skoro Louis im ufa.

- To dla ciebie. Na dzisiejsze wyjście - wręczył mi duże białe pudekło.

- Co tam jest? - zapytałam, nie wiedząc co zrobić.

    Byłam aktualnie w jego sypialni, ponieważ przyniosłam walizkę z ubraniami Sammy. Skorzystał z okazji i wręczył mi to pudełko.

- Zobacz.

    Tak jak chciał, uchyliłam wieko, a potem całkiem je zdjęłam, wpatrując się w zawartość opakowania. Była to czarna suknia i czarne, wysokie szpilki. Wyciągnęłam materiał i wyprostowałam przed sobą. Była długa, zwiewna, do ziemi na jedno ramię. W pasie przewiązany był cienki, posrebrzany paseczek.

- Wow, jest... Piękna - powiedziałam w końcu, spoglądając na niego. Stał przede mną i uśmiechał się zadowolony z mojej reakcji.

- Cieszę się, będziesz w niej wyglądała idealnie.

- Ale... Ale... Ja nie mogę jej założyć. W ogóle, czemu cokolwiek mi kupowałeś? Nie prosiłam o to Louis - wstałam, odkładając sukienkę na łóżko.

- Wiem, że nie prosiłaś - powiedziałem. - Zobaczyłem ją na wystawie, pomyślałem, że świetnie by na tobie leżała - powiedział tylko, przybliżając się do mnie o krok.

- Nigdy więcej tego nie rób. Oddam ci pieniądze za nią - pochyliłam się, by zobaczyć na metce, ile kosztowała, tyle, że nie było żadnej metki.

- Wiedziałem, że tak zareagujesz i uciąłem ją. Leży teraz w jakimś koszu na zewnątrz. Pójdziesz jej szukać? - zapytał pozbawiony, tym co powiedział.

- Nie. I nie założę jej - odwróciłam się do niego tyłem i ruszyłam do drzwi.

- Zaczekaj. Jennifer!

    Wyszłam z pokoju, zanim on mnie dogonił. Ruszyłam od razu do swojego pokoju. Po zamknięciu drzwi od razu weszłam do łazienki, opłukując twarz pod bierzącą wodą z kranu.
Po co on to zrobił? Myśli, że polecę na takie drogie prezenty?
No niestety, ja nie z tych.
Ale przyznać muszę, że suknia zrobiła na mnie spore wrażenie, jest po prostu śliczna i w moim guście, choć rzadko zakładam sukienkę. Mój szef ma gust.

    Z racji późnej pory postanowiłam wziąć prysznic i iść spać. Jestem wykończona lotem, rozmową z Tomlinsonem i zabawą z Sam.
W samym ręczniku i lekko wilgotnych włosach, na bosaka, weszłam do pokoju i stanęłam przed szafą, otwierając ją. Gdzieś tam miałam swoją piżamę. Oczywiście nie miałam czasu nic poukładać, musiałam ganiać za Samanthą i Theo, który swoją drogą jest bardzo uroczy. Gdy już miałam zdejmować ręcznik i zakładać piżamę, ktoś zapukał do moich drzwi.

- Proszę - powiedziałam, stojąc w tym samym miejscu, co przed chwilą.

    Zza drzwi pokazał się Louis, wchodząc do środka z tym samym pudełkiem w ręku. Nawet nie spojrzał w moją stronę.

- Em... Chciałbym jednak... - wreszcie uraczył moją osobę spojrzeniem.

    Najpierw spojrzał na moją twarz, ręcznik, który na szczęście zakrywał to co powinien i nogi. Usłyszałam, jak wciąga powietrze. Ucieszyło mnie, że działam na niego w jakiś sposób.

- Tak?

- Ja... - pokazywał to na pudełko, to na mnie.

- Tak? - powtórzyłam swoje pytanie.

Podszedł do mnie, złapał w talii i wyszeptał do mojego lewego ucha:

- Załóż jutro tą pieprzoną sukienkę. Nie obchodzi mnie to, że nie chcesz - w tym samym momencie jego lewa dłoń z talii zjechała na moją pupę, lekko ją ściskając. - Oh, nawet nie wiesz, jaką mam na ciebie ochotę, Jennifer.

    Przez jego słowa serce zaczęło mi szybciej bić i czułam, że się rumienię.

- Louis...

- I cholera, masz takie delikatne ciało - szepnął, gdy jego dłoń zetknęła się z moim udem. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz w tym miejscu.

- Louis o...

    Przerwał mi, łącząc nasze usta. Jego język wtargnął do moich ust, gdy tylko uchyliłam je lekko. Ubrania wyleciały mi z ręki. Wplotłam dłonie w jego miękkie włosy, ułożne dziś do góry, przez co był jeszcze bardziej przystojniejszy. Jego język walczył o dominację, a ja wcale nie chciałam się poddać. Oddawałam pocałunki za każdym razem, w końcu jego usta zjechały na moją szyję. Przyjemne dreszcze opanowały moje ciało z każdym jego dotykiem.  Wzięłam oddech i odchyliłam głowę w bok, dając mu więcej miejsca. Zdecydowanie mi się to podobało, ale zżerało mnie sumienie, że źle robię, całując się ze swoim szefem, będąc prawie nago!

- L... Louis, lepiej będzie, jeśli w tej chwili pójdziesz stąd - udało mi się powiedzieć. Odsunął się ode mnie po moich słowach i spojrzał uważnie w moje oczy, szukając czegoś, co powie mu, żeby został i dalej robił swoje. Widocznie nic takiego nie zobaczył, bo cofnął się dwa kroki i odetchnął powoli.

- Wybacz.

    Zaraz po tym opuścił mój pokój, zostawiając mnie całkiem rozchwianą na środku pokoju. W końcu ogarnęłam się i z weszłam pod kołdrę, okrywając się nią po samą szyję. Długo nie mogłam zasnąć, wspominając niedawne zajście i do czego ono by doprowadziło, gdybym nie powiedziała nie.
Zasnęłam, śniąc o nim.

~~~~~~
800 słów kochani!

Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top