Rozdział 11
- Luna! Wstawaj! Chodź zobacz! – usłyszałam czyiś głos
- Co się dzieje?... – mruknęłam – Gdzie Paul?
- Chodź! Właśnie o niego mi chodzi! – otworzyłam oczy i ujrzałam Mindy która szturchała mnie swoją małą rączką
Posłusznie wstałam i dałam się zaprowadzić do ogromnej „sali" w której znajdywało się już setki fremenów.
Byłam wyjątkowo zmęczona, myślałam że zaraz padnę, nie wiem czemu.
- Wszystko Ok? – spytała mnie Chani
- T-tak... – zakręciło mi się w głowie – Co my tu robimy?
- Jessika została matką wielebną. Nie słyszałaś?
- Nie...
- Napewno wszystko dobrze? Nie w- – nie zdążyła dokończyć bo w słowo wpadł jej Stilgar stojący na dużym „balkonie" na szczycie „sali".
- Powitajmy naszą nową matkę wielebną! – słyszałam to kiedyś... to było w moim śnie
Spojrzałam na Chani.
- Gdzie Paul? – wyszeptałam, zrobiło mi się słabo
Brunetka zaczęła szukać go wzrokiem, po chwili wskazała na górę.
Stał obok Jessiki.
Spojrzałam na niego i spróbowałam skłonić by na mnie spojrzał.
„- Paul! Spójrz na mnie!" – krzyczałam w myślach
Nie wiem jak ale się udało.
Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się lekko.
I wtedy to się stało.
Ciemność zagościła przed moimi oczami, upadłam na ziemię, cała drżałam, ostatnie co słyszałam to krzyk.
Potem nic.
Cisza.
Ciemność.
Strach.
——————
Cześć!
Dawno mnie tu nie było hehe
Ale jestem i przybywam z takim oto krótkim rozdziałem✨🌸
Myśle że wam się spodoba😘
Bajojajo🌺
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top