10.

Następnego dnia również nie poszłam do pracy. Szef wydzwaniał do mnie, pisał wiadomości, a ja w końcu zablokowałam jego numer. Siedziałam nad książką od historii i uczyłam się na poprawę kartkówki. Mam zamiar wziąć się za naukę, ponieważ chcę skończyć liceum. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc podniosłam głowę go góry. 

- Proszę! - krzyknęłam, a do pokoju wpadli Rose i Andy. Uśmiechnęłam się, a oni wskoczyli na łóżko siadając na przeciwko mnie. - Co jest? - spytałam, gdy obydwoje wpatrywali się we mnie z uśmiechami. 

- Mamy dla ciebie niespodziankę - powiedziała Rose. 

- Musisz iść z nami na dół - dodał Andy. 

- Co wy kombinujecie? - spytałam, a oni jedynie zachichotali. Wstaliśmy z łóżka i od razu złapali mnie za ręce. Zaczęli mnie ciągnąć w stronę schodów, a ja bałam się, że z tej radości zaraz z nich spadną. Zeszliśmy na dół i na korytarzu puścili moje dłonie. - Mogę wiedzieć, co wasza dwójka wymyśliła? - spytałam i odwróciłam się do nich. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i podniosłam brew do góry, a Rose i Andy jedynie się uśmiechali. 

- To był mój pomysł - usłyszałam. Od razu spoważniałam i opuściłam ręce wzdłuż ciała. Powoli odwróciłam się w stronę wejścia, nie mogąc uwierzyć w to co się dzieje. - Hej Mercy - uśmiechnął się lekko. 

- Rose, Andy, możecie iść do swojego pokoju - powiedziałam, nie spuszczając z niego wzroku. Słyszałam tylko jak dzieciaki wbiegają po schodach, a po chwili trzask drzwi. - Co tu robisz? - spytałam. - Myślałam, że nie chcesz mnie znać - dodałam. 

- Popełniłem błąd, powinienem ci pomóc - powiedział. - Tylko nadal nie wiem, dlaczego nic nie powiedziałaś - dodał. 

- Nie chciałam obarczać cię moimi problemami - powiedziałam. 

- Mercy, pomógłbym ci, nie ważne w jakiej sprawie, zawsze ci pomogę - odparł. 

- Tu chodziło o pieniądze, nie chciałam by ktoś zaczął gadać o tym, że jestem z tobą tylko dla pieniędzy - powiedziałam zgodnie. - Chciałam sama zarobić i mi się to udało, tylko nadal cholernie mi wstyd - dodałam. 

- Następnym razem po prostu do mnie przyjdź i pieprz ludzi, którzy będą gadać, nie znają całej prawdy. 

- Doskonale wiesz, że tego nie potrafię, przejmuję się najmniejszą krytyką - powiedziałam, a blondyn cicho westchnął. 

- Pomogę ci, okej? - zrobił krok w moją stronę. - Tylko to rzuć - dodał.

- Rzuciłam, ale szef się nie zgodził, dzwonił do mnie, gdy nie pojawiłam się w pracy i w końcu zablokowałam jego numer, boję się, że tu przyjdzie, zna mój adres. 

- W takim razie pójdę jutro tam z tobą - powiedział. 

- Myślisz, że coś zdziałasz? - spytałam. - Podpisałam umowę na rok. 

- W każdej umowie jest jakiś haczyk - powiedział. - Po prostu siądziemy i przeczytamy ją.

- Naprawdę nie chcę, żebyś marnował na mnie czas. 

- Nie marnuję go - uśmiechnął się. - Cieszę się, że spędzę go z tobą - pochylił się nade mną. - Jeszcze raz przepraszam, zachowałem się jak dupek. 

- Ja też przepraszam, że nic ci nie powiedziałam - blondyn uśmiechnął się i złączył nasze wargi. Oplotłam ręce w okół jego szyi, a on oplótł ręce w okół mojej talii i przyciągnął bardziej do siebie. - Napijesz się czegoś? - spytałam, gdy odsunęliśmy się od siebie. 

- Właściwie to mam dla ciebie niespodziankę - przygryzł wargę, a ja podniosłam brew do góry.

- Jaką? 

- Chodź - załapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów. 

- Doskonale wiesz, że nienawidzę niespodzianek - mruknęłam. 

- Trudno - uśmiechnął się i stanął przed drzwiami prowadzącymi nad poddasze. Lubiłam ta przesiadywać, gdy nie miałam nic do roboty. - Wchodź - powiedział z uśmiechem, a ja marszczyłam brwi i nacisnęłam klamkę. Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazał się namiot zrobiony z koców, z masą poduszek w środku i białymi lampkami choinkowymi. 

- Kiedy to zrobiłeś? - spytałam i odwróciłam się w jego stronę. 

- Kiedy się uczyłaś. Andy i Rose mi pomogli - powiedział. 

- To dlatego było tak cicho w domu - powiedziałam. - Mieli oglądać bajki - dodałam. 

- Podoba ci się? - przygryzł po raz kolejny dolną wargę. 

- Bardzo - uśmiechnęłam się. 

- W takim razie zapraszam - powiedział i wszedł do środka. Złapał mnie za rękę i zaprowadził do namiotu. - Wiem, że idziesz jutro do szkoły, więc zamiast alkoholu mam oranżadę - powiedział i podał mi kieliszek. Uśmiechnęłam się i odebrałam od niego przedmiot. - Kocham cię - powiedział patrząc w moje oczy. 

- Też cię kocham - powiedziałam, a on cmoknął mnie w usta. Po chwili drzwi otworzyły się z hukiem, a w środku pojawili się Rose i Andy. Uśmiechnąłem się i odłożyłam kieliszek. 

- Więęęęęęęęęęęc... - przeciągnęła Rose. 

- Jesteście razem? - spytał uśmiechnięty Andy. 

- Nigdy nie przestaliśmy być razem - powiedział blondyn, a ja się uśmiechnęłam. 

***

Następnego dnia zaraz po szkole razem z Niall'em szłam do klubu, w którym pracowałam. Cholernie się bałam, ale wiedząc, że blondyn jet ze mną, czułam się bezpieczniej. Weszłam do środka i od razu ruszyłam w stronę baru. 

- Szef u siebie? - spytałam.

- Jak zawsze - powiedział Dylan, barman. - Tylko jest nieźle wkurwiony na ciebie - dodał. - Więc lepiej, żebyś tam nie wchodziła - odparł, a zaraz przeniósł wzrok na stojącego obok Niall'a. - Ja cię znam - powiedział. - Jesteś jednym  z tego zespołu, moja młodsza siostra cię kocha - dodał. - Mogę autograf dla niej? - spytał i spod lady wyciągnął kartkę i długopis. 

- Jasne - powiedział Niall i podpisał kartkę.

- Dzięki - uśmiechnął się, a ja z blondynem ruszyliśmy w kierunku biura szefa. 

- Boję się - powiedziałam i czułam, że moje ręce zaczynają drżeć.

- Mers, spokojnie, ja to załatwię - powiedział. Odetchnęłam głęboko i zapukałam do drzwi. Po pozwoleniu weszłam do środka,  a mój szef od razu wstał gwałtownie z krzesła. 

- Dlaczego do cholery nie odbierałaś tego zasranego telefonu, suko? - ruszył w moim kierunku, a Niall od razu stanął przede mną.

- Może grzeczniej? 

- Nie wtrącaj się pedale, to rozmowa między mną a nią - wskazał najpierw na siebie, a potem na mnie. 

- Ja właśnie w tej sprawie - powiedział blondyn. Widziałam jaki był spięty. Gdyby mój szef ruszył się choć na milimetr, Niall rzuciłby się na niego. 

- Co ty możesz wiedzieć w tej sprawie? Miała przyjść do roboty, ale nie zjawiła się, nawet nie odbierała telefonu. 

- Rzuciła tą pracę - przypomniał mu. 

- Podpisała umowę na rok, nie może po prostu odejść - powiedział mężczyzna. 

- Przeczytałem tą umowę  - powiedział irlandczyk i wyciągnął z tylnej kieszeni, zgiętą na pół umowę. - Piszę w niej, że Mercy może odejść z pracy, jeżeli będzie miała do tego powód - odparł. 

- Jednak nie miała konkretnego powodu, więc zostaję - powiedział. - Dzisiaj widzę cię w robocie - dodał w moją stronę. 

- Mercy nigdzie dzisiaj nie przyjdzie - powiedział szybko Niall. - Ona nie chcę tu więcej pracować, to jest chyba konkretny powód - dodał. 

- A ty co? Jej adwokat? - prychnął. 

- Chłopak - powiedział. 

- Więc gratuluję, szkoda, że nie widziałeś jej w akcji, niezła jest - uśmiechnął się obleśnie. W jednej sekundzie pięść Niall'a wylądowała na twarzy mojego szefa. Przyłożyłam dłoń do ust, gdy Niall zaczął okładać mężczyznę pięściami. 

- Niall, stop! - krzyknęłam. - Niall, dosyć! - próbowałam go odciągnąć, ale nie dałam rady. Był w amoku. - Niall, do kurwy, przestań! - położyłam dłoń na jego ramieniu, ale ją odepchnął. - Niall! - blondyn ostatni raz uderzył z pięści mojego szefa, po czym wstał, a ja zobaczyłam nieprzytomnego zakrwawionego mężczyznę.

- Nigdy więcej masz nie zbliżać się do mojej dziewczyny - splunął. Odwrócił się w moją stronę i wytarł krew z policzka. - Chodźmy - powiedział, jak gdyby nic nie stało. Wyszłam z pomieszczenia nawet nie czekając na blondyna. Wyszłam z klubu i podbiegłam do samochodu. Oparłam się o drzwi i schowałam twarz w dłoniach. -Mercy? -poczułam dłoń na moim ramieniu. 

- Zawieź mnie do domu - szepnęłam. - Po prostu zawieź mnie do domu. 

XXXX

Witam :) 

Jak oceny? Wybieracie się gdzieś na wakacje? 

Marcelina x

Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top