Rozdział trzydziesty trzeci - Czas działać!

- N-niech wam będzie! - krzyknął po dłuższej chwili Polska. - Ale co ja powiem Królowi jak nas znajdzie?
- Spokojnie...Ja wytłumaczę mu wszystko. - oznajmił Rzesza twardo. - Niemcy, idziesz z nami? Niemcy?
Jego brat patrzył w kierunku, gdzie wcześniej szli do szamanki. - Eeeeem...idźcie sami, lepiej żey poszły dwie niż trzy osoby, zwłaszcza że Las mnie nie lubi. - wymamrotał chłopak, rozglądając się - co jeśli nagle zdecyduje się nas, a mianowicie mnie, zdradzić? Wtedy nie tylko ja ale i wy będziecie w niebezpieczeństwie.
- Hm..ma rację. - mruknął Rzesza. - Już wystarczy, że narażam Polskę - powiedział, klepiąc po ramieniu oburzonego Prawą Rękę. - Ty zostań Niemcy, my pójdziemy. Dwójce łatwiej się ukryć. Chodźmy więc - zwrócił się do swojego przewodnika, który coś wymamrotając, zaczął prowadzić swojego przyszłego Króla do więźniów.

...

Niemcy odetchnąć z ulgą,gdy dwójka sobie poszła. Czas na dotarcie do szamanki. Musi mu pomóc...a przynajmniej spróbować pomóc. Bo chłopak bał się strasznie, miał wrażenie, że coś się zbliża i to coś złego. Coś się dzieje z Reszą. Mogą być różnymi gatunkami, ale to w końcu JEGO BRAT! Kocha go i nie chce, żeby coś mu się stało...albo Lasowi. Tolerował go do tej pory...Niemcy jest w końcu gościem, a to miejsce jego domem. Wiedział że pewnego dnia będzie musiał opuścić Las i ruszyć do świata ludzi, by tam żyć spokojnie i bez nerwów, że kiedyś zostanie zabity. Nikt nie sądził, iż Niemcy potrafi słuchać, a potrafił. Od najmłodszych lat słyszał groźne szepty poddanych jego ojca, śmiechy i bluzganie pod jego adresem. Nie był tutaj mile widziany. Przez niego, również ojcu bardzo się dostawało. Dziecko, a potem młodzieniec, obawiał się, żę w końcu pozostali ludzie Lasu zrobią bunt i powstaną przeciwko swojemu Królowi, by wygnać, ich zdaniem, mężczyznę, który się shańbił romansem z ludzką samicą. Jego dzieci mogłyby również zostać wygnanie, lub co gorsza, zamordowane, by na tronie mógł zasiąść bez problemów ktoś nowy, wybrany przez lud. Dlatego MUSI dowiedzieć się co dzieje się z młodym dziedzicem. Jeszcze tego brakowało...w dodatku nie miał stuprocentową pewności, że szamanka nie wygada jego Królowi.
Nie...nie była taka. W dodatku zechciała mu pomóc z tą miłością Rzeszy, więc jest raczej po ich stronie i to całkowicie. To dobrze. Przynajmniej tym nie musi się przejmować. Ruszył biegiem. Jako, że był sam, to Las dopuszczał się w stosunku do niego niewielkich złośliwości, typu podłożenia kamienia z zagajnika, łapania za nogi przez rosliny, zatrzymywania liśćmi...no irytujące, ale niezbyt groźne. Niemcy wiedział, że tym chciał Las go poinformować, iż jego cierpliwość się kończy i powinien już rozmyślać nad przeprowadzką.
- Przestań! - krzyknął. - To bardzo ważne! Chodzi o następcę tronu! - wrzasnął już wkurzony. Musi się śpieszyć, nie ma nastroju dziś na to. Las jak na rozkaz zamilkł i przestał mu dokuczać. Poczuł ważność tej informacji. Chłopak był mu wdzięczny iż zaprzestał.
- Dziękuję. - szepnął. Chciał już dotknąć i pogłaskać liście, ale nie wolno mu było tego robić, gdyż ludzki dotyk Las bolał oraz czerniały od niego liście.
Niemcy starał się jak mógł, na szczęście jego dotyk był delikatniejszy niż zwykłych ludzi. Chłopak nigdy się nad tym nie zastanawiał czemu, myślał bowiem, że jest magiczny tak samo jak jego brat. Jakie było jego rozczarowanie, gdy okazało się, iż nigdy nie użyje żadnej magii.
Pokręcił głową. Co też za wspomnienia mu teraz przychodzą na myśl? Musi się skupić. Gdzie powinien w tej chwili skręcić? O, tutaj! - zauważył znajomą ścieżkę, jakby sam Las mu pomagał. Ruszył pędem w tamtą stronę.
Wpadł jak burza do szłałasu. - Szamanko! - krzyknął.
- Nie ma czegoś takiego w twoim słowniku jak pukanie? do drzwi, co? - mruknęła zgryźliwie kobieta, wychodząc z cienia.
Niemcy aż podskoczył wystraszony.
- Ale czego się spodziewać należy po ludziach, jesteście strasznie dzicy - westchnęła, machając ręką - Jednak myślałam, że ty wychowany w Lesie, znasz trochę więcej ogłady.
- To nie jest teraz ważne! - krzyknął Niemcy. - Słuchaj...

...

- Daleko jeszcze? - szepnął Rzesza, idąc za Polską.
- Trochę tak. - odpowiedział jego przewodnik - Król nie chciał, żebyś kiedykolwiek się na nich natknał, nawet przez przypadek . - wyjaśnił.
- Ah...no tak. - mruknął Rzesza. - on nienawidzi ludzi...
- Tak. - kiwnął głową mężczyzna. - Ale dlaczego mamy ich kochać? Mało zła już zrobili? a teraz ciii....musimy zdobyć mundur strażnika dla ciebie...bo ja mam swój. Nie różni się za dużo.
- Mógłbyś w takim razie dać mi jeden ze swoich zanim wyruszyliśmy. - mruknął Niemiec.
- Mógłbym...tylko mam trochę inną budowę. - szepnął. - Ale lepiej wziąć z pralni. - powiedział, kierując chłopaka i siebie do wspomnianego miejsca.

Witam wszystkich czytelników tego ff w marcu! Przepraszam, że miałam przerwę w pisaniu, ale moja mama chwyciła COVIDA i nie miałam głowy na fanfiki. Ale już jest dobrze, więc wróciłam do pisania
~MadokaAi
2.03.2023

Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top