5
Kaminari dosłownie tracił rozum kiedy zaczynało mu się nudzić i Bakugou z Kirishimą doskonale o tym wiedzieli, dlatego kiedy zastali blondyna leżącego na kanapie z głową w dół, po prostu usiedli obok, nie odzywając się ani słowem. Denki zaś nie odrywał wzroku od telefonu, skrupulatnie przeglądając na Facebooku stronę studia, które prawdopodobnie mogło ich przyjąć.
— Słuchajcie — powiedział nagle, kątem oka zerkając na Kirishimę. — Untitled Accidental. Mają tylko fejsa i do tego od niedawna, całkiem mało lajków, także mamy do czynienia z małym studyjkiem, nawet niedaleko.
— Masz numer? — Bakugou, sięgnął po pilota, leżącego na stoliku kawowym. Przy okazji potrącił szklankę po piwie, jednak refleks perkusisty go nie zawiódł i chłopak po chwili odstawił naczynie na miejsce z cichym westchnieniem. — Posprzątałbyś.
Mieszkanie Kaminariego rzeczywiście nie prezentowało się najlepiej. Salon zawalony był brudnymi naczyniami, puszkami po piwie, energetykach i napojach gazowanych. Gry na PS4 walały się pod starym telewizorem plazmowym od ostatniego razu, kiedy we troje próbowali wybrać jedną z nich na męski wieczór. Pod zasłoniętym szczelnie oknem piętrzył się stos poukładanych jedno na drugim pudełek po pizzy, zwieńczony opakowaniem po chińszczyźnie na wynos. Bakugou nie chciał wiedzieć co działo się w pozostałych pomieszczeniach.
— Mam numer — odparł Kaminari i podał telefon Kirishimie. Czerwonowłosy zmarszczył brwi.
— Czemu ja?
— Bo jesteś liderem — mruknął Bakugou i podniósł się z miejsca, zgarniając po drodze kilka pustych puszek. Denerwował go ten burdel.
Denki podążył za nim wzrokiem.
— Dzięki, stary — wyszczerzył zęby, podnosząc się w końcu do pionu.
— Nie wkurwiaj mnie i podnieś dupe — warknął blondyn. — Sam tego nie sprzątam.
Kaminari westchnął, zerkając na Kiriego, który przykładał już telefon do ucha.
— Mogę nie? — jęknął, patrząc przez otwarte drzwi na Bakugou, który załamywał ręce przy pełnym zlewie kuchennym.
— Rusz dupe, Denki, bo ci, kurwa, zajebie.
Z takim argumentem trudno było się kłócić.
Blondyn podniósł się z kanapy z cichym jękiem i dołączył do przyjaciela w małej studenckiej kuchni. Po drugiej stronie słuchawki ktoś się odezwał i basista pochylił się do przodu, opierając łokcie na kolanach.
— Dzień dobry, Eijiro Kirishima, lider zespołu Red Dragons, mam przyjemność z...
— Hitoshi Shinsou, miło mi — przedstawił się mężczyzna. Głos miał lekko zachrypnięty i... Mało przyjazny. Basista jednak postanowił zaryzykować.
— Jeśli byłaby możliwość, chciałbym umówić się na nagranie.
— Słyszałem o waszej sytuacji — powiedział Shinsou. Eijiro zaklął. — Planujecie dłuższą współpracę czy chodzi tylko o jedno nagranie?
Basista zerknął na przyjaciół, uwijających się w sąsiednim pomieszczeniu i westchnął.
— Cóż, zobaczymy jak rozwinie się sytuacja, ale mamy nadzieję, że na jednym spotkaniu się nie skończy.
— Rozumiem — głos w słuchawce trochę przycichł. — W tym momencie nie ma właściciela, więc nie będę mógł podjąć decyzji, ale mogę umówić was na czwartek o trzynastej. Zobaczymy co i jak.
— Byłoby świetnie — odpowiedział Kirishima, a na jego twarzy zagościł uśmiech.
— Czym dysponujecie? — spytał rozmówca, a Eijiro zmarszczył czoło. — Z tego co się orientuję macie bas, gitarę, perkusję i...
— I to wszystko — przerwał mu Eijiro.
— Jeden wokal?
— Jeden — odpowiedział.
— W porządku, w razie pytań proszę dzwonić na ten numer. W czymś jeszcze mogę pomóc?
— Nie, nie, to wszystko — Kirishima zaczął bawić się kolczykiem w lewym uchu.
— W takim razie dziękuję i do zobaczenia.
Basista pożegnał się i rozłączył, by następnie odłożyć na stół telefon przyjaciela. Uśmiechał się chwilę do siebie, po czym podniósł się z miejsca i wszedł do kuchni, akurat w momencie, w którym Bakugou podnosił rękę na Denkiego
— Czy ty się możesz...?!
— Mamy nagranie — przerwał mu Kirishima, a perkusista zastygł bez ruchu. Rzucił blondynowi wściekłe spojrzenie i przeniósł wzrok na przyjaciela.
— Udało się?
— Nic nie jest pewne, ale chyba tak — czerwonowłosy wzruszył ramionami. Kaminari wydał z siebie triumfalny okrzyk.
— Nie ma za co — uśmiechnął się dumny z siebie i zgniótł energicznie trzymaną w dłoni puszkę. Wrzucił ją od przepełnionego śmietnika, a ta potoczyła się po kafelkach. Bakugou spojrzał wymownie w sufit i wciągnął ze świstem powietrze.
— Zaraz zaczniemy szukać nowego gitarzysty — warknął, markując cios w stronę chłopaka. Denki odskoczył.
— Gitarzysty i wokalu, mordo — poprawił go. — Perkusją i basem zespołu nie stworzycie.
— Żebyś się, kurwa, nie zdziwił — warknął Bakugou, a Kirishima wyjął ze śmietnika pełny worek i zaczął wrzucać do niego walające się wokół śmieci.
— A co? — Denki kontynuował swoje zaczepki. — Kiri będzie śpiewał?
— Nie kuś — mruknął ze śmiechem czerwonowłosy i odstawił zawiązany worek. Kaminari odgarnął z czoła złote włosy i odetchnął głębiej. Popatrzył po przyjaciołach i uśmiechnął się lekko.
— Ogarniemy to, nie? — zapytał, przenosząc wzrok z Bakugou na Kirishimę i z powrotem. Blondyn westchnął.
— Chodzi o mieszkanie czy studio? Bo w wypadku tego pierwszego nie byłbym taki pewien.
***
Denki jęknął przeciągle, rozcierając czoło po tym jak uderzył w deskę rozdzielczą. Siedzący za kierownicą starego vana Bakugou uśmiechnął się z zadowoleniem.
— Jesteś chujem — mruknął chłopak, rzucając perkusiście nieprzyjemne spojrzenie.
— Gołąb na drodze — Bakugou wzruszył ramionami i wrzucił jedynkę. Samochód potoczył się dalej po pustej ulicy pomiędzy rzędami domków jednorodzinnych.
— Ej, a to nie to? — Denki wskazał coś przed nimi. Kirishima pokręcił głową i wychylił się z tylnego siedzenia.
— GPS mówi, że jeszcze trzysta metrów — oznajmił, jeszcze raz zerkając w telefon. Bakugou wcisnął gaz i zmienił bieg. Basista wzruszył ramionami, a Denki złapał się fotela dla bezpieczeństwa.
— To tu? — blondyn zahamował przed niedużym budynkiem o szarej elewacji, stojącym w znacznej odległości pomiędzy dwoma domkami. — Dość dziwne miejsce na studio nagrań.
— Ciekawe czy sąsiedzi skarżą się na hałasy — Denki wysiadł z auta, zanim jeszcze Bakugou wyłączył silnik.
— Może wjedź na podjazd — zaproponował Kiri, patrząc na wolne miejsce tuż obok czarnego audi. Zaraz tego pożałował. Perkusista skręcił gwałtownie, mając w poważaniu kierunkowskaz, pierwszy bieg czy jakiekolwiek zasady parkowania. Zatrzymał się gwałtownie tuż przed Kaminarim, który nie zdążył nawet pomyśleć o tym żeby odskoczyć. Blondyn złapał się teatralne za serce i patrzył z szeroko otwartymi oczami na wysiadającego z auta kierowcę.
— Kto ci, kurwa, dał prawko?! — zapytał podniesionym głosem, a Katsuki przewrócił oczami.
— Kierowcą to akurat jestem zajebistym — powiedział.
— Gdyby to nie był jego samochód, zabroniłbym mu prowadzić — Kirishima pokręcił głową z rezygnacją i zamknął rdzewiejące od dołu drzwi.— Denki, gitara.
Blondyn zawrócił i z westchnieniem podszedł do bocznych drzwi vana.
— Trzeba było zostać perkusistą — mruknął, wyciągając futerał. — Nie musiałbym tego targać.
Kirishima przerzucił przez ramię pokrowiec z gitarą basową. Katsuki wsunął dłonie w kieszenie czarnych dresów.
— Do tego trzeba jaj — powiedział, a Denki uniósł brew. — I mózgu — mruknął po namyśle, co spotkało się z ogromnym oburzeniem ze strony gitarzysty.
— Przeginasz pałę — Kaminari wycelował w niego palcem.
— Ja przynajmniej mam co przeginać — chłopak wzruszył ramionami i ruszył w stronę wejścia do studia. Kirishima parsknął, widząc szeroko otwarte usta najmłodszego członka zespołu, który mimo najszczerszych chęci nie był w stanie wymyślić jakiejkolwiek riposty.
— Chodź, Denki, nie ma co się produkować — powiedział i przyjacielsko poklepał blondyna po ramieniu. Tamten westchnął tylko cierpiętniczo i trzasnął drzwiami starego auta.
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top