Rozdział 6



Wreszcie jestem... Ktoś się cieszy? Wracam z kolejnym rozdziałem ;) !Jeżeli ktoś jest zainteresowany czytaniem tego opowiadania do końca, ważna notka na dole!

!WAŻNE PYTANIE! CZY WYŚWIETLA WAM SIĘ CAŁY ROZDZIAŁ? BO MI NA TELEFONIE UCINA. ZA CHWILĘ TO USUNĘ :)


Louis POV

Stałem już w garderobie drugą godzinę i nadal nie mogłem się zdecydować co założyć. Mam ubrać się elegancko? Może neutralnie? "Ubierz się ładnie"- czyli jak? Nie chciałem się wystroić dla Harry' ego, po prostu... Nie chciałem wyjść na osobę nie potrafiącą ubrać się odpowiednio do okazji. Hmm... W co mam się ubrać?! Może Niall miał rację? Zachowuję się jak kobieta. Przekopałem już wszystkie szuflady, ale nadal nie znalazłem niczego ciekawego. Chociaż może lubrykant z limitowanej serii o smaku "Św. Mikołaja" (skąd oni wiedzieli jak smakuje św. Mikołaj?) (O/A Przepraszam wszystkich fanów tego Pana!) i gumki o smaku truskawkowym. Po kolejnej półgodzinie zdecydowałem się na bordową bluzkę z głębokim dekoltem, który odsłaniał moje obojczyki i kawałek tatuażu, czarne spodnie idealnie opinającą moje krągłości oraz czarną, cienką kurtkę. Spojrzałem na zegarek, zostało mi 20 minut. Pobiegłem do łazienki i postanowiłem zostawić włosy tak jak są zgarniając jedynie grzywkę na prawo. Umyłem dokładnie zęby i założyłem soczewki. Schodząc na dół wziąłem portfel i klucze. Założyłem TOMSY i- i co? Zostało mi jeszcze kilka minut. Usiadłem na kanapie w salonie i włączyłem telewizor. Padło na "The Late, Late Show" James'a Cordena. Wpatrywałem się bezmyślnie w Brada  z THE VAMPS, z którymi James przeprowadzał wywiad. Nagle dźwięk dzwonka przeszył ciszę w domu. Podskoczyłem na kanapie i wypuściłem pilot z ręki. Schyliłem się po urządzenie i wyłączyłem telewizor. Przeszedłem do przedpokoju i otworzyłem drzwi. I- WOW! Harry wyglądał inaczej w nieoficjalnych ubraniach. Miał na sobie koszulę we flamingi, która wyglądała na nim szokująco dobrze i czarne rurki. Podniosłem wzrok z powrotem na jego twarz. Jego wzrok bezwstydnie skierowany był na moje krocze. Odchrząknąłem niezręcznie na co przygryzł swoją pulchną wargę i powoli podniósł swój wzrok. 

- Pięknie wyglądasz, Louis- skomplementował mnie.

- Oh... Dziękuję, Panie Styles.

- Będziesz do mnie nadal zwracał się do mnie per Pan, mimo że zaprosiłem cię na randkę? Rozumiem, że master może być twoim fetyszem, ale nie tak szy-

- Na randkę?- brawo, nie zająknąłeś się.

- Widzisz w tym jakiś problem?- przyjął nonszalancką postawę opierając się biodrem o framugę drzwi. 

- No n-nie wiem, czy  t-to zgodne z-z regulaminem?- spytałem niepewnie.

- Chłopczyku, to ja tu ustalam wszelkie zasady...-wbijał we mnie swoje zielone ślepia.- Zapraszam za mną, Panienko Tomlinson- prychnął.

Prześlizgnąłem się od jego ramieniem na zewnątrz i zamknąłem drzwi na klucz potem upewniając się czy na pewno są zakluczone. Stałem w niezręcznej ciszy nie wiedząc co zrobić, może mam iść, ale gdzie? 

- Idziesz do auta, czy mam cię zanieść, księżniczko?- zachichotał i... to było przyjemne dla uszu.

- Tak, już idę.

Brawo, Louis! Tylko ty nie jesteś w stanie zobaczyć auta na swoim podjeździe i w dodatku takiego! Lamborghini Aventador, wersja kabriolet. Czarny lakier ładnie błyszczał w słabym świetle słonecznym. Zawsze sobie chciałem takie kupić, ale 3 miliony nie biegają nago ulicą jak Niall. Choć jak widać Harry może sobie na to pozwolić. Delikatnie przejechałem otwartą dłonią po czarnej jak smoła masce samochodu.

-  Wszystko tak macasz?- usłyszałem głos zza siebie.

- Ty musisz poczekać na swoją kolej- powiedziałem pod nosem i wsiadłem do auta. Zaraz po mnie wsiadł Harry i odpalił silnik, na co jęknąłem. Muzyka dla mych uszu... 

- Kochanie, prowadzisz niebezpieczną grę- powiedział Harry tak niskim głosem, że mnie przeszły ciarki.

Speszony i czerwony jak burak obróciłem się w stronę okna, a raczej szyby. Wyjechaliśmy tyłem z mojego podjazdu i wyjechaliśmy na drogę. Przycisnąłem policzek do zimnej szyby i próbowałem ochłonąć. Po kilku minutach milczenia pierwsze krople deszczu zaczęły moczyć mi głowę. Wersja kabriolet chyba nie była najlepszym pomysłem.  Na szczęście  Harry wcisnął na kierownicy jakiś przycisk, dzięki któremu z tyłu zaczął powoli wysuwać się dach, nie wiedziałem, że w tym modelu jest dostępna taka funkcja. (A/N nie wiem czy to jest możliwe w takim aucie, nie znam się dokładnie). 

- Dopłaciłem żeby mi to zamontowali- powiedział, jakby czytając mi w myślach.

- Oh, ile?

- Co ile?- szybko zerknął na mnie kątem oka.

- Ile dopłaciłeś?- wywróciłem oczami.

- 50 tys. £- odpowiedział jakby  było to coś normalnego, przecież za to można wykarmić kilkanaście afrykańskich wiosek!

- To nie trochę za dużo?

- Nie uważam. Chciałem im nawet dopłacić, bo bałem się, że spieprzą robotę, ale jak widać działa. 

- Nie szkoda ci tak wydawać pieniędzy?

- Nie, jeśli mam dla kogo.

- A kupiłeś ten samochód dla kogoś? Mamy, siostry, brata, dziewczyny?

Popatrzył na mnie jak na głupka po czym z powrotem obrócił się w kierunku jazdy. 

-Kupiłem go dla siebie.

Zamurowało mnie na chwilę.

- To na prawdę szlachetne, Harry- powiedziałem z sarkazmem, po czym obróciłem się do szyby. 

Po kilku kolejnych minutach dojechaliśmy na miejsce,a deszcz rozpadał się na dobre. Restauracja należała do tych klimatycznych, ale w chu-, znaczy się w prącie drogich. Harry w ogóle się mną nie przejmując wysiadł z auta i nie przejmując się ulewą spokojnym krokiem szedł w kierunku wejścia. Uh, dżentelmen. Ściągnąłem z siebie kurtkę i zaraz jak wysiadłem zarzuciłem ją sobie na głowę. Szybko potruchtałem do wejścia i o dziwo Harry już tam na mnie czekał. Jak?

- Gotowy?- spytał zaczepnie.

- Zawsze.

- W takim razie zapraszam- ukłonił się żartobliwie i otworzył przede mną drzwi.

- Dziękuję- uśmiechnąłem się do niego, na co może mi się zdawało znieruchomiał patrząc mi się w oczy. 

Wszedłem do środka i od razu jak szarańcza przyczepił się do mnie szatniarz i ściągnął ze mnie kurtkę mamrocząc coś jak: mokra, trzeba wysuszyć, wezmę. Zaraz po mnie zaatakował Harry' ego, który jak widać był do tego przyzwyczajony. Podeszliśmy trochę i zza kontuaru uśmiechała się do nas blond włosa kelnerka, a raczej tylko do Styles' a. Ten najwyraźniej ucieszony otrzymywaną uwagą puścił do niej oczko, na co ona prawdopodobnie miała mokro w majtkach. Po co brał mnie na randkę skoro równie dobrze mógłby w 3 minuty wziąć do siebie tę kelnerkę?!

- Rezerwacja na nazwisko Styles, kochanie- uśmiechnął się i chwycił mnie w talii. 

Odepchnąłem go od siebie, na co zawarczał ostrzegawczo. Nie będzie się tak zachowywał, co ta dziewczyna musiała o mnie sobie pomyśleć?

- Proszę za mną- blondynka wyszła zza kontuaru i zaczęła nas prowadzić przesadnie kręcąc biodrami.

Czy tylko dla mnie jest to obrzydliwe?

Przeszliśmy w bardziej odosobnioną część restauracji. Nisko nad stolikami pozawieszane były lampiony rzucając przytłumione, romantyczne światło. Każdy stolik był nakryty obrusami sięgającymi ziemi w kolorze kości słoniowej idealnie komponującej się z bordo na ścianach. Na nich wił się bluszcz z kiśćmi winogron. Patrząc na wprost można było zobaczyć ogromne okno, z którego był widok na pięknie zadbany ogród. Niestety teraz po szkle spływały strugi deszczu, które utrudniały widoczność. 

- To pański stolik, Panie Styles- kelnerka pokazała na nakryty stół, na którym stał kryształowy wazon z białymi różami. 

- Państwo Styles, kochanie. A teraz mogłabyś się skoczyć tam gdzie powinnaś po menu i nam je przynieść, bo tak jakby to twoja praca- skrzywiłem się z udawanym współczuciem i pogoniłem ją ruchem ręki.

Ona cała zarumieniła się i prawie że odbiegła. Uśmiechnąłem się pod nosem i usiadłem na krześle nie czekając na Harry' ego. 

- Państwo Styles, hmm?- odezwał się gdy usiadł na przeciwko mnie.

- Musiałem ją stąd jakoś odpędzić, działała mi na nerwy- mruknąłem.

Harry zaśmiał się głośno.

- Nie przesadzaj, była całkiem niezła.

- Nie zapominasz się Styles? Zaprosiłeś mnie na randkę- zaakcentowałem ostatnie słowo.

- Uważaj jak się do mnie zwracasz, kochanie. 

- Co-

- To państwa karty- kelnerka weszła mi w połowie słowa, na co zmroziłem ją wzrokiem. 

Szybko położył je przed nami i odchrząknęła zestresowana.

- Czy jest coś co  chcieliby państwo zamówić już teraz? Na przykład wino?- stanęła sztywno z małym notesikiem w dłoni.

- Poprosimy białe.

- Dobrze- zanotowała.- Coś jeszcze Panie Styles?- tym razem popatrzyła na mnie jak to mówiła, na co uśmiechnąłem się jak głupi.

- To wszystko, na razie. Przyjdź za 10 minut.

Pokiwała głową i odeszła. Po chwili wróciła z butelką wina w ręce.

- Rozlać państwu, czy zrobią to państw sa-

- Poradzę sobie, możesz odejść- przerwał jej Harry.

Nawet się na nas nie patrząc odeszła szepcąc coś pod nosem. Harry za pomocą otwieracza, który leżał na stole odkorkował butelkę i ostrożnie rozlał wino do kieliszków. Uniosłem swój do ust i upiłem łyka. Dobre... Każdy z nas pił alkohol i siedział cicho.

- O czym chciałbyś porozmawiać?- zapytał się w końcu Harry. 

- Nie wiem, to ty mnie zaprosiłeś. Wysil się.

- Jesteś zbyt pyskaty jak na uległego, ale nad tym można popracować.

- Co?

- Nie próbuj mi wmawiać, że nie wiesz o co chodzi.

- Nawet nie próbuję! Po prostu nie wiem dlaczego dałeś mi tę umowę. 

- To oczywiste, je-

- Nie,  dla mnie nie jest to oczywiste.

- Nie przerywaj mi!- podniósł głos, na co skuliłem się.- Nigdy!

W jego oczach pojawiła się iskra dominacji. Zazwyczaj podniecało mnie to u innych mężczyzn, jednak teraz bałem się. 

- Przerywanie jest tym czego nienawidzę u moich uległych!

- Nie jestem twoim uległym- wyszeptałem.

- Jeszcze, nie jesteś...

- Skąd ta pewność?

- Po prostu wiem, że jesteś stworzony do bycia w moim posiadaniu, a ja jestem stworzony do bycia twoim tatusiem.



Okey... Więc. Postanowiłam całkowicie zmienić fabułę tego opowiadania. Oczywiście nadal będzie Larry i dużo smut i daddy kink, ale.... Z takiego lekkiego opowiadania zrobiłam coś bardziej skomplikowanego i poważnego. Kolejne kilka rozdziałów będą bez zmian dopiero później dojdzie ktoś albo coś i wszystko się zmieni. Nie lubię dram i sad endów więc nie przejmujcie się ;) Jeżeli już to będzie tylko taka mała drama. To chyba wszystko, mam nadzieję, że nie usunęliście INDOMITABLE z biblioteki.

Do następnego 👋



Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top