Rozdział 17

Dni mijały szybko. Na zewnątrz robiło się coraz cieplej, a każdy powoli zaczynał czuć zapach nadchodzących wakacji.

Co do Malii postanowiłam o tym zapomnieć. Nie widziałam, żeby między nią a Stilesem coś się działo, więc uznałam to za jednorazowy wybryk, którym dziewczyna nie chciała mnie po prostu martwić.

- Cholera. - Syknęłam i tupnęłam nogą widząc, że z opony uszło powietrze.

Za dwadzieścia minut zaczynały się lekcje, a ja stałam przed domem i wpatrywałam się w niezdolne do jazdy auto.

Po chwili namysłu wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer.

- Halo? - Usłyszałam głos.

- Stiles, jesteś moją ostatnią nadzieją. Zepsuło mi się auto, a mama zabrała drugie i nie mam jak dojechać do szkoły. - Powiedziałam szybko.

- Masz szczęście, będę za dwie minuty. - Odparł, a ja westchnęłam z ulgą i rozłączyłam się.

Poprawiłam torbę na ramieniu i oparta o maskę samochodu czekałam na chłopaka. Przeglądałam właśnie Instagrama i zauważyłam, że Malia wrzuciła jedno ze zdjęć, które robiła wczoraj podczas naszego pikniku. Stwierdziła, że obudziła się w niej dusza fotografa i koniecznie musi to wykorzystać. Prawdę mówiąc dziewczyna rzeczywiście miała talent.

Na fotografii siedziałam ja w okularach przeciwsłonecznych i wpatrywałam się w niebo, zajadając się truskawkami.

Słysząc nadjeżdżające auto, schowałam telefon do torebki. Sekundę później tuż koło mnie zatrzymał się jeep, a ja od razu do niego wsiadłam.

- Widzę, że dzień nie zaczął się zbyt dobrze. - Parsknął śmiechem Stiles.

- Świetnie. - Odparłam i wyciągnęłam podręcznik do angielskiego.

- Na co się uczysz? - Zapytał chłopak zerkając raz na mnie, raz na drogę.

- Na sprawdzian? - Odpowiedziałam, jakby to była normalniejsza rzecz na świecie. I w sumie dla mnie była.

- Jak to sprawdzian? - Stilinski wytrzrczył oczy, a na moje usta wkradł się uśmieszek.

- Ten, o którym zapomniałeś.

- Bardzo zabawne. - Chłopak udał, że wypluwa płuca, a ja wywróciłam oczami i wróciłam do czytania.

- Lydia? - Usłyszałam po chwili i już wiedziałam co się święci.

- A co z tego będę miała? - Zapytałam. Chodziło mu rzecz jasna o to, żebym "pomogła mu" napisać test.

- Pizza po lekcjach? - Podsunął, a ja udałam, że się zastanawiam.

- Okej. - Stwierdziłam i schowałam książkę to torby, kiedy wjechaliśmy na szkolny parking.

- Wiedziałem. Pizza zawsze działa. - Stiles wyszczerzył zęby w uśmiechu, gdy wysiedliśmy z samochodu. Dźgnęłam go za to łokciem pod żebro.

- Ała! - Jęknął z bólem i zaczął udawać, że mdleje, co jak zwykle równało się z tym, że opiera się o mnie ramieniem i przenosi na mnie cały swój ciężar ciała.

- Stilinski, ty słoniu - sapnęłam - zaraz wbijesz mnie w ziemię.

Chłopak zaśmiał się na te słowa i tuż przed wejściem do budynku w końcu mi ulżył. Westchnęłam z ulgą i teatralnie wytarłam wierzchem dłoni pot z czoła.

- Nah, jak zwykle przesadzasz. - Stiles wywrócił zabawnie oczami, a ja zrobiłam urażoną minę.

- Ja przesadzam? - Zapytałam otwierając swoją szafkę.

- Tak, ty przesadzasz. - Potwierdził mój przyjaciel zakładając ręce na piersi.

- Pff.

- Co mi tu pufasz?

- A co, nie mogę sobie pufnąć?

- A pufaj sobie.

- A to będę sobie pufać.

Pewnie nasza wymiana zdań trwałaby dłużej, ale obok nas pojawił się McCall.

- Cześć. - Przywitał się, na co oboje odpowiedzieliśmy mu tym samym. - Pamiętasz, że dziś jest trening? - Brunet zwrócił się do swojego przyjaciela, a ten pokiwał głową na potwierdzenie.

- Przyjdziesz? - Zapytał mnie Stilinski, a ja wzruszyłam ramionami.

- Czemu nie. - Uśmiechnęłam się, po czym wyjęłam komórkę i sprawdziłam godzinę. - Malia mówiła ci coś o tym, że nie przyjdzie? Zawsze o tej porze już jest w szkole.

- Nie. Może źle się czuje? - Podsunął grzebiąc w swojej szafce.

- Zadzwonię do niej po tej lekcji. - Stwierdziłam i schowałam telefon.

- Stilinski! Rusz swój tyłek i podejdź tutaj! - Rozległ się krzyk trenera dochodzący spod jego gabinetu. Mój przyjaciel wywrócił oczami i wypełnił polecenie.

Ja za to odwróciłam się w stronę Scotta, ale ten był zapatrzony w punkt znajdujący się nad moim ramieniem. Zaciekawiona odwróciłam się i ujrzałam jakąś dziewczynę. Miała bardzo długie, ciemne i pofalowane włosy oraz wygląd azjatki. Cóż, trzeba przyznać, była ładna.

- Podoba ci się? - Zadałam McCallowi pytanie, a ten jakby się ocknął i spojrzał na mnie.

- Kto?

- Ona. - Pokazałam kciukiem za siebie i uniosłam brwi.

- Co? Nie. Nawet jej nie znam. - Odparł chłopak, ale ja widziałam jak jego oczy niemal się błyszczały.

- A chciałbyś? - Uśniechnęłam się chytrze, a on zmarszczył brwi.

- Co masz na myśli?

Zamiast odpowiedzieć, złapałam go za nadgarstek i pociągnęłam w stronę nieznajomej. Dotarliśmy do niej akurat w momencie, w którym zamknęła drzwi swojej szafki. Wzdrygnęła się na nasze nagłe pojawienie.

- Hej. Jestem Lydia. Znasz Scotta? - Powiedziałam radośnie.

- Um, nie, jestem tu nowa... - Dziewczyna wyglądała na wyraźnie zdezorientowaną.

- To doskonale! Scott na pewno z przyjemnością cię oprowadzi! - Oznajmiłam szybko. - Do zobaczenia później! - Pożegnałam się, po czym z uśmiechem pospiesznie oddaliłam się w stronę klasy, w której miałam mieć teraz lekcje.

***

Dzisiaj krótszy, ale za to trochę więcej Stilesa i Lydii.

Jak pewnie zauważyliście dodałam obsadę na samym początku, jak i zmieniłam (znowu) okładkę.

Jako iż wattpad wariuje i nie mogę odpowiedzieć na komentarze pod poprzednim rozdziałem, dziękuję tutaj ^^

MClarissaM

Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top