7. "Jesteś okropna!"
-Idź obsłuż czwórkę i jesteś na dzisiaj wolna-powiedziała do mnie przełożona uśmiechając się. Pokiwałam głową na znak, że zrozumiałam
-Dzień dobry, co podać?-stanęłam przed stolikiem chowając wzrok w mój notes. Gdy po długiej chwili nikt się nie odzywał spojrzałam na stolik.
-Co ty tu robisz?-zapytałam, gdy zauważyłam, że przy stoliku siedzi Shawn.
-Przyjechałem po Ciebie-uśmiechnął się. -Polecasz coś?
-Tu jest cholernie drogo. Nie radzę Ci niczego tutaj kupować, chyba, że chcesz zbankrutować-szepnęłam, a on nie wierząc mi spojrzał na kartę menu. Po chwili wytrzeszczył oczy, na co szczerze się zaśmiałam.
-Może ja jednak poczekam na zewnątrz?-powiedział, a ja jeszcze bardziej się uśmiechnęłam.
Wracając na zaplecze powiadomiłam przełożoną, że wychodzę. Marzyłam tylko o tym aby przebrać się z zachlapanego winem stroju w normalne ciuchy. Otworzyłam torbę.
-Nie wierzę-syknęłam sama do siebie, gdy zauważyłam czerwoną sukienkę. Tą czerwoną sukienkę, o której wspominała Selena. Dobrze wiedziała, że to nie jest randka, więc nie rozumiem dlaczego to zrobiła.
***
-Mam rozumieć, że chciałabyś aby to było coś poważniejszego niż przyjaźń?-rzucił w moją stronę gdy do niego wyszłam.
-Nawet na randkę bym tego nie ubrała-przewróciłam oczami. -To wszystko przez moją współlokatorkę. Ubzdurała sobie, że idę na randkę. Wolałabym teraz być w zwykłych jeansach-prychnęłam wsiadając do jego samochodu.
-Wyglądasz niesamowicie, ale fakt faktem, lepiej by było gdybyś była w jeansach-westchnął. -Jeśli chcesz mogę Cię podrzucić do mieszkania żebyś zmieniła te ciuszki-uśmiechnął się, a ja pokiwałam głową.
***
-Wejdziesz?-zapytałam gdy Shawn zatrzymał się pod moim blokiem.
-Poczekam tutaj. Tylko proszę, ubierz coś luźnego, i pośpiesz się-przeciągnął, a ja przewróciłam oczami.
Wpadłam szybko do mieszkania i z sukienki przebrałam się w dresy. Uznałam, że tak będzie mi najwygodniej. Przed wyjściem psiknęłam się perfumami, wzięłam szybko torebkę, do której wrzuciłam telefon, portfel i podpaski. Szybko znalazłam jakąś kartkę i długopis, aby zostawić wiadomość dla Seleny:
"Jesteś okropna!"
-Niezły czas-powiedział, gdy wsiadłam do samochodu.
-To gdzie jedziemy?
-Szczerze to nie wychodzę zbyt często sam na sam z płcią piękną-wzruszył ramionami. -Z kolegami zazwyczaj chodzę na piwo, ale wydaję mi się, że nie chciałabyś tak spędzić wieczoru. Wziąłem jakiś kocyk, więc możemy iść nad jezioro-uśmiechnął się.
-Naprawdę nie masz żadnych koleżanek? Nie wyglądasz na takiego-ponownie wzruszył ramionami. -Nad które jezioro jedziemy?
-Wiesz, że na obrzeżach miasta jest tylko jedno, prawda?-zaśmiał się, a ja spaliłam buraka. Jak mogłam zapomnieć?
-Zaśpiewajmy coś-zaproponowałam.
-Drugi guzik, od twojej-powiedział gdy zauważył, że zaczęłam się motać z włączeniem radia. Akurat leciało "When I Was Your Man" Zaczął się refren. Wraz z Shawnem zaczęliśmy śpiewać.
/It all just sounds like ooh, ooh ooh hoo hoo/
/Mm, too young, too dumb to realize/
/That I should have bought you flowers/
/And held your hand/
/Should have gave you all my hours
/When I had the chance/
/Take you to every party 'cause all you wanted to do was dance/
-Lubisz tą piosenkę?-zapytał.
-Zdecydowanie. Pozostałe piosenki Bruna też są niesamowite. Słyszałeś kiedyś jego jakąś słabą piosenkę? No proszę Cię, każda jego piosenka jest wyjąt..
-Rozumiem, rozumiem. Idol, prawda?-potwierdziłam kiwając głową. -Chciałabyś go kiedyś spotkać?
-Chciałabym, ale pewnie bym się zestresowała i nici by z tego spotkania wyszło-uśmiechnęłam się krzywo.
-Przepraszam-powiedziałam gdy zaczął dzwonić mój telefon.
-Halo? Wszystko w porządku?
-Tak mamo, dlaczego miałoby nie być?
-Jestem pod twoim mieszkaniem. Nikt mi nie otworzył, a stoję tutaj od dziesięciu minut. Wiesz dobrze, że nie jesteś w najlepszym stanie.
-Jestem z przyjacielem. Seleny nie ma, poszła na jakąś imprezę.
-Na pewno dobrze się czujesz?
-Mamo! Nie jestem małym dzieckiem! Muszę już kończyć, cześć!
-Jeszcze raz przepraszam-powiedziałam lekko drapiąc się po karku.
-Co miała na myśli twoja mama mówiąc, że nie jesteś w najlepszym stanie?
-Shawn...
-Rozumiem. Dojechaliśmy!-uśmiechnął się.
Wysiadłam z samochodu i podeszłam do wody. Było około dwudziestej pierwszej. Patrząc na to, że mieliśmy wiosnę, słońce zaczęło zachodzić.
-Tu jest pięknie-powiedziałam sama do siebie.
-Prawda? Często tu przyjeżdzam gdy potrzebuję chwili samemu. Mam pewność, że nikt tu nie przyjdzie. Siadaj-wskazał na koc, który wcześniej rozłożył.
-Jak daleko jesteśmy od miasta?-zapytałam
-Jakieś piętnaście kilometrów-odpowiedział nie spoglądając na mnie, a prosto w niebo.
***
-Powinnam już się zbierać-powiedziałam zerakając na zegarek.
Razem z Shawnem siedzieliśmy tutaj godzinę. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Dużo się o nim dowiedziałam. Ma młodszą siostrę, nie lubi pomidorów, za to uwielbia muffinki. Mogłabym tak wymieniać bez końca. To śmieszne, że to dopiero nasze drugie spotkanie, a mam wrażenie jakbym znała go od lat.
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top