Rozdział 12
Sayuri dobrze wiedziała, że w końcu zostaną zaatakowani. Stało się to nagle podczas jednego z krótkich postojów na złapanie oddechów. Nie wiedziała nawet kiedy wyszli z ukrycia, ale dobrze pamięta ból, który ogarnął jej ciało, gdy jeden z napastników ciął ją w plecy.
Straciła przytomność, a kiedy ją odzyskała była w jaskini, gdzie tlił się mały ogień. Przy niej siedział Madara, który nieudolnie próbował poradzić sobie z własnymi ranami.
- Jesteś w tym do dupy.- powiedziała, a wtedy na nią spojrzał.
W jego oczach było widać ulgę, ale białowłosa była zbyt zmęczona, by to zauważyć.
- Co się stało?- spytała i próbowała się poruszyć, ale Madara ją powstrzymał.
- Najwyraźniej klan do którego szliśmy nie chciał zawrzeć z nami sojuszu, a tylko sprawić, żebym opuścił dom z mniejszym odziałem. Reszta nie żyje, ale zdążyłem cię zabrać.- okrył ją szczelniej szatą, która na niej leżała.
- Ta rana to nic wielkiego. Kiedy moja chakra się zregeneruje to uleczę swoją ranę.- Sayuri przymknęła swoje powieki.
- Idź spać dalej, gdy się obudzisz to powinno być lepiej.
Dziewczyna powoli odpływała, a delikatna ręka, która gładziła jej włosy bardzo jej w tym pomogła.
***
Madara wpatrywał się w śpiącą dziewczynę i bawił się jej lekko wilgotnymi włosami. Od kąt się poznali to chciał ich dotknąć. Były czysto białe i takie niesforne, wiedział, że Sayuri nie lubi, gdy ktoś komentuje jej włosy. Uchiha je lubił.
Białe włosy, które odstają w każą stronę.
Sayuri od zawsze była inna od wszystkich kobiet, które spotkał w swoim życiu. Wszystkie albo się go bały, albo ubiegały się o jego względy. A ona miała dla niego tylko pogardę. Była świeża, inna i Madara świetnie się z nią bawił.
Chciał, żeby już zawsze była u jego boku. Chciał, żeby należała tylko do niego.
Przeraził się, kiedy zobaczył ją leżącą na ziemi we krwi. Jej własnej krwi. W jego umyśle pojawił się wielki gniew, którego nie mógł okiełznać, a w następnej chwili koło niego nie było nikogo żywego oprócz Sayuri. Ludzie z jego klanu zginęli, ale go to nie obchodziło.
Sayuri była przy nim bezpieczna.
Madara potrafił sam przed sobą się przyznać, że kochał tą złotooką dziewczynę. Wiedział, że w świetle pozycji Sayuri może z nią zrobić na co ma ochotę. Jednak widzenie bólu i strachu na jej twarzy nie było jego celem. W głębi serca pragnął, żeby i ona zaczęła go darzyć takimi uczuciami.
Na zewnątrz panowała duża ulewa, która zniechęci tych, którzy ich ścigali. Madara nie miał poważnych ran, ale podróżowanie z ranną Sayuri może pogorszyć jej stan, a tego Uchiha nie chce. Dziewczyna sama powiedziała, że będzie się lepiej czuć, gdy wróci jej chakra. Wystarczy tylko trochę poczekać.
Młody Uchiha usłyszał potężny grzmot i spojrzał w kierunku, gdzie znajdowało się wyjście z jaskini. W jego klatce piersiowej tliło się złe przeczucie, którego nie mógł wytłumaczyć.
- Mam nadzieję, że z Izuną wszystko w porządku.- mruknął pod nosem i przerzucił swój wzrok na dziewczynę.
Uśmiechnął się ciepło i powoli pochylił się nad jej głową i złożył delikatny pocałunek na jej czole.
- Szybko wracaj do zdrowia Sayuri. Mam ochotę wypić twoją przesłodzoną herbatę.
Witajcie
Tak, więc było o uczuciach Madary.
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top