10
Przeżuwam kęs makaronu czując na sobie spojrzenie, podejrzewam, że chodzi o moje zniknięcia. Owszem wcześniej też chodziłam tam gdzie chciałam, ale nie robiłam z tego aż tak wielkiej tajemnicy. Niestety nie mogę nikomu zdradzić tego co obecnie dzieje się w moim życiu, bo miałabym ciągłe naciski by pozbyć się naszego wroga.
A ja nie traktuje Davida jako swojego wroga. To mężczyzna, z którym pragnę być.
— Jest kilka spraw do załatwienia. Kto z was się zgłasza? — wreszcie nieznośna cisza zostaje przerwana przez ojca.
— Ja — szybko odpowiadam. Potrzebuję żeby chociaż na chwilę zająć czymś głowę i nie myśleć, że popełniłam błąd dalej angażując się w relacje z David'em.
— Nie jestem pewien czy do dobry pomysł. Trzeba pobyć się człowieka Orsani'ego — głos ojca się zmienia gdy wspomina o Massimo Orsanim. Mężu mojej starszej siostry, która dla niego nas porzuciła.
Chociaż jakby się tak zastanowić to ja chyba postępuje jeszcze gorzej. Tylko, że w moim przypadku nie będzie szczęśliwego zakończenia tak jak u Alicii. Ona stworzyła sobie rodzinę, a mi pozostaje tylko przelotny romans, który za jakiś czas złamie mi serce.
— Dalej twierdzę, że mogę to zrobić — znowu odwołam swoje spotkanie z brunetem, ale nie żałuję. Dziś nie mam do tego natchnienia.
— Ja zaraz wychodzę więc odpadam — informuje Alessandro. Cieszy mnie ten fakt, bo po naszych ostatnich sprzeczkach to póki co wolałabym z nim nie współpracować.
Ojciec kieruje swoje spojrzenie na Antonia. On także nie pali się do zgłoszenia na ochotnika.
Czyżbym jako jedyna z tu obecnych okazała się taką sadystką, która z przyjemnością patrzy na cierpienie innego człowieka? Możliwe, że właśnie tak jest.
— Widzicie, jestem wam potrzebna — nie mogę się powstrzymać przed wypowiedzeniem tych słów. Mam nadzieję, że to powstrzyma ich przed szukaniem mi kolejnego kandydata na męża. Z innym może mi nie pójść tak prosto.
— Twoi bracia powinni okazywać więcej zainteresowania — wtrąca ojciec, a ja posyłam mu lekki uśmiech, który on odwzajemnia.
A to znak, że nie jest już na mnie zły.
Nagle tata wstaje.
— Pamiętaj tylko by nie pozwolić mu szybko umrzeć, ma cierpieć — rozkazuje, a ja przytakuje głową. — Całe szczęście, że chociaż córka mi się udała — oznajmia na odchodne.
Żeby tylko wiedział co robię z jego wrogiem to na pewno by nie wypowiedział tych słów.
***
Odór krwi dociera do moich nozdrzy jak tylko wchodzę do pomieszczenia. To pomieszczenie jest regularnie sprzątane, ale ja i tak czuję krew, która non stop wypełnia drewnianą podłogę. W takim miejscu lepiej by się sprawdziły płytki.
— Widzę, że nawet suczki Falcone mordują.
— Nie zapominaj kim dla ciebie jest moja siostra! — warczę w jego stronę. Co za brak szacunku,powinien wiedzieć, że jeśli obraża moje nazwisko to po części wspomina też o Alicii.
Facet może być z wieku Davida, ale na pewno nie jest tak przystojny jak mój brunet. Jego łysa głowa jest w częściach zakrwawiona. Jest tak bezczelny, że nie dziwię się, że ktoś nie wytrzymał.
— To, że szef ją pierdoli nie sprawia, że dostanie od nas automatycznie szacunek. Baba nigdy nie dorośnie do poziomu mężczyzny — praktycznie wypluwa te słowa.
Co za szowinista. Cholernie się cieszę, że zgłosiłam się do tego zadania, bo podejrzewam, że zaboli go to iż zginie z ręki kobiety.
— Nie przepadam za twoim szefem, ale to bardzo aroganckie z twoje strony by otwarcie go krytykować. U nas nie ma na to pozwolenia — mówię i podchodzę do ściany, do której jest przykuty.
Wyciągam ze swojego pasa, do którego jest przyczepiona kabura nóż. Jest nieduży, ale doskonale nadaje się do zadawania bolesnych ran. Nie chce przecież by się od razu wykrwawił. Nie zasługuje na taką łaskę.
— Jeśli u was kobiety mają wstęp do takiego miejsca to nic nie znaczycie.
Śmieje się na jego słowa.
— Wpadłeś w naszą zasadzkę. Zdechniesz w tym pomieszczeniu — rozcinam skórę na jego udzie. Jest ubrany jedynie w czarne bokserki, co bardzo ułatwia mi sprawę.
Krzywi się, ale udaje twardziela. Długo to nie potrwa.
— Głupia cipa — warczy.
Powinno mnie to nie ruszyć. Słyszałam dużo gorsze rzeczy na swój temat, ale ten człowiek akurat doprowadza mnie do szału.
— Owszem jestem kobietą, ale niedawno co nauczyłam się obsługiwać wiertarkę. Zaraz ci to zaprezentuję — posyłam mu swoje szalone spojrzenie, a u niego chyba dostrzegam strach.
Przeważnie nie posuwam się do takich czynów, ale muszę się go pozbyć. Takiego ścierwa nie szkoda.
Wstaje i podchodzę do szafki, wpisuję kod i ona się otwiera. Wyciągam wiertarkę na akumulator, która jest ulubionym narzędziem Antonia.
Dla efektu ją włączam, a on zaczyna się wiercić. Wreszcie zaczął się bać.
Coś tam krzyczy, ale to już nie ma żadnego znaczenia. Machina ruszyła, tego co ma się zdarzyć nic nie powstrzyma.
Klękam przed nim i wiercę jego udo wsłuchując się w ten żałosny krzyk.
Po dokonaniu egzekucji muszę wziąć kąpiel. Cała jestem w krwi tego śmiecia. Co chwilę też dostaje wiadomości od Davida, który nalega bym do niego przyjechała. Nie powinnam tego zrobić, ale pokusa okazuje się zbyt silna.
Dlatego też po przebraniu i nałożeniu lekkiego makijażu jadę do domu Davida.
Już nawet nie łudzę się, że to ostatni raz, bo powtarzam sobie to już od dłuższego czasu. Po wszystkim jednak stwierdzam, że jeszcze jeden raz nie zaszkodzi.
Zastaje mężczyznę w salonie gdy pisze coś w swoim komputerze.
— Miałaś być później — oznajmia, ale i tak uśmiecha się na mój widok.
— Jeśli ci przeszkadzam to mogę — zaczynam się z nim droczyć, a on się uśmiecha i odkłada urządzenie na stolik. Wstaje i do mnie podchodzi, a następnie ofiarowuje mi pocałunek. Cmoknięcie ust przeradza się w namiętnego buziaka.
Kończymy gdy ktoś wchodzi do pomieszczenia.
Czuję jak nogi się pode mną uginają na widok męża mojej siostry.
— Nie spodziewałem się, że spotkam tu moją szwagierkę — oznajmia od razu mnie pogrążając.
A to oznacza, że już jest po mnie.
Liczę na waszą opinię. I jak myślicie jak David zareaguje?
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top