12
Nyx
- Idziemy na dół, laleczko.
Panicznie zakryłam się kołdrą, kiedy do pokoju zamiast Frasera wparował Wyatt.
Szatyn uśmiechnął się chłopięco. Jego włosy były w całkowitym nieładzie, a spodenki wiszące nisko na biodrach ukazywały literę V, która ciągnęła się jeszcze niżej.
Kiedy Wyatt się uśmiechał, mogłam dostrzec jego nierówne zęby. Drastycznie różnił się wyglądem od Frasera. Podczas gdy trzydziestolatek prezentował się jak członek gangu, z ciemnymi włosami, jasnymi oczami i dominującą postawą, Wyatt wyglądał jak niewyrośnięty chłopiec. Miał piękne mięśnie i błysk w oku, jednak nie czułam przed nim takiego respektu jak przed Fraserem. Choć pewnie skrywał swoje demony w środku.
- Nigdzie z tobą nie pójdę.
Wyatt uniósł wyżej jedną z brwi, nie przestając się uśmiechać.
- Mała, miałaś nazywać mnie swoim panem. Chcesz po raz kolejny dostać lanie?
Spojrzałam na niego z nienawiścią, co wywołało jedynie salwy śmiechu szatyna. Za nic nie przypisałabym mu pozycji dominującego, ale co ja mogłam wiedzieć? Chyba każdy mógł zostać dominującym, bez względu na wygląd.
- Nigdzie z tobą nie pójdę. Fraser miał do mnie przyjść.
- Laleczko - rzekł, cmokając z niezadowoleniem. Oparł się bokiem o framugę drzwi, krzyżując ręce na piersi. Jego muskuły się naprężyły, a ja przełknęłam ślinę. - Nie masz prawa nazywać Frasera po imieniu. Jest twoim panem. Podobnie jak ja. Ty jesteś tutaj na najniższym szczeblu, co musisz w końcu pojąć. Teraz pójdziesz ze mną na dół, naprawisz swoje zachowanie i poddasz się temu, co dla ciebie przygotowaliśmy.
Warknęłam na Wyatta, po czym teatralnie zrzuciłam z siebie kołdrę, pokazując mu się nago.
- Mam przed tobą uklęknąć, panie? - spytałam z przekąsem, marszcząc gniewnie brwi. Prawdopodobnie nic sobie nie robił z mojej złości. Miałam wręcz wrażenie, że go bawiła.
- Nie trzeba. Do piwnicy ciężko będzie ci zejść na klęczkach. Mogę cię ponieść, jeśli bolą cię stopy. Fraser wściekłby się na mnie, gdybym nie zaproponował ci pomocy. Jak będzie, laleczko? Uda ci się pójść o własnych siłach czy mam cię wziąć na ręce?
Nigdy nie zgodziłabym się na to, aby Wyatt mnie niósł. Owszem, stopy niemiłosiernie mnie bolały po ucieczce w lesie, jednak mogłam przecież iść na palcach. Spróbowałam wcześniej i nie było tak źle, choć długo nie wytrzymałabym w tej wymuszonej pozycji ciała.
Objęłam się rękami w pasie i ruszyłam za Wyattem. Nagle przestało być dla mnie ważne, co ze mną zrobią. Mogli nawet skazać mnie na tortury w tych pieprzonych piwnicach, a gdy nadejdzie ich koniec, mnie zabić.
Kiedy minęliśmy salon i kuchnię, Wyatt otworzył drzwi prowadzące do piwnicy. Spodziewałam się, że niczym dżentelmen przepuści mnie przodem, jednak nawet lepiej, że tego nie zrobił. Chyba nie byłabym w stanie zejść do ciemnej piwnicy pierwsza, nie mając pojęcia, co czeka mnie na miejscu.
Mężczyzna zamknął za nami drzwi, po czym objąwszy mnie w pasie, sprowadził mnie na sam dół.
Widok kolejnego pokoju zabaw nie powinien zrobić na mnie wrażenia, jednak stało się zgoła inaczej.
Z sufitu zwisały niezliczone łańcuchy i kajdany. Wyglądało to na salę tortur, a nie przyjemności. Najwyraźniej urządzenia do zadawania bólu i przyjemności znajdujące się na korytarzu, w salonie i w sypialni nie wystarczały niezaspokojonym mężczyznom. Układ Frasera i Wyatta wydawał mi się dziwny i niepokojący, gdyż nie spodziewałam się, że dwóch facetów będzie w stanie dzielić się uległymi. Na dobrą sprawę nie wiedziałam, ile uległych było tutaj przede mną i co się z nimi stało, lecz chyba wolałam trwać w nieświadomości. Czasami nieświadomość była błogosławieństwem, a wiedza przekleństwem.
Zatrzymałam się, kiedy zobaczyłam kolejny krzyż w kształcie litery X. Wyatt zsunął dłoń na mój pośladek i ją na nim zacisnął.
- Nie mogę na to pozwolić - wyszeptałam, mierząc wzrokiem pokój o czarnych ścianach, w którym jedynym źródłem światła były ledowe żaróweczki umieszczone w kilku punktach.
- Nie wiesz nawet, co chcemy ci tutaj zrobić.
- Jeśli znów pragniecie mnie zbić, nie pozwolę na to. Prędzej popełnię samobójstwo niż oddam się w wasze ręce.
- Nyx, usiądź.
Nie poznawałam głosu Wyatta. Ciepły chłopak, który pojawił się kilka minut temu w sypialni, zniknął bezpowrotnie. Jego miejsce zajął wyrachowany młody mężczyzna, wydający mi rozkazy niczym najprawdziwszy dominujący.
Usiadłam na czerwonej kanapie ze skóry, ciesząc się, że mogę pozwolić zranionym stopom odpocząć.
Wyatt przytargał fotel, który wyglądał raczej jak tron z prawdziwego zdarzenia i postawił mebel przede mną. Usiadł na przeciwko mnie, pochyliwszy się w przód i złączył ze sobą dłonie.
- Zabawa zabawą, mała, ale nie będziemy dla ciebie tacy pobłażliwi. Nie jestem taki jak Fraser i gdyby nie on, już dawno związałbym cię jak niewolnicę i wypieprzył każdą twoją dziurkę. Zabawiłbym się twoim ciałem, choć na to nie zasłużyłaś. Mam jednak zboczone popędy seksualne i czerpię satysfakcję z rzeczy, które innym wydają się niemoralne. Fraser mnie rozumie, dlatego pozwolił mi ze sobą zamieszkać. Nie ukrywam, że od dawna chciałem mieć swoją uległą, a teraz pojawiłaś się ty. Nie jesteś taka, jaka chciałbym, abyś była, ale biorę poprawkę na to, że nigdy wcześniej nie miałaś do czynienia ze światem BDSM.
Wyatt przeczesał palcami włosy o barwie piasku, które zmieniały kolor w zależności od oświetlenia. Raz były ciemniejsze, a innym razem jasne.
- Fraser mówił mi, że zdjęłaś obrożę. To niedopuszczalne zachowanie uległej. Obroża jest dla uległej powodem do dumy, czego nie rozumiesz. Nie wypuścimy cię, więc równie dobrze możesz oddać się w nasze ręce i pozwolić, abyśmy sprawiali twojemu ciału przyjemność. Bycie uległą nie jest poniżeniem, o czym wiem z własnego doświadczenia.
- Byłeś kiedyś uległym? - spytałam, choć Fraser mówił mi co nieco na temat przeszłości Wyatta. Pragnęłam jednak poznać więcej szczegółów, a nic nie stanowiło tak dobrej okazji, jak rozmowa z samym Wyattem.
- Kochanie, dalej nim jestem.
Zmarszczyłam brwi. Przyłapałam się na tym, że nerwowo wykręcałam palce, co robiłam zawsze, gdy się stresowałam.
- Jak to? Czyim uległym jesteś?
Wyatt uśmiechnął się szczerze. Zły chłopiec gdzieś zniknął, pozwalając dobremu wejść na prowadzenie.
- Nie muszę mieć swojego pana, aby być uległym, Nyx. To płynie w moich żyłach. To część mojej osobowości. Niemniej jednak jest ktoś, kto jest moim panem.
Zamrugałam, nic z tego nie rozumiejąc. Czy to działo się naprawdę? Czy to możliwe, że oni...
Nagle do piwnicy zszedł Fraser. Przeciągnął się, wyciągając ręce nad głową w leniwej pozie. Uśmiechnął się na nasz widok, jednak ja odwróciłam wzrok, nie mogąc znieść jego zwycięskiego uśmieszku.
Spojrzałam na mężczyzn w chwili, w której dostrzegłam, że Wyatt wstaje. Zanim zdążyłam zapytać, co mieli zamiar mi zrobić, Fraser objął tył głowy Wyatta i go pocałował.
Otworzyłam oczy szeroko ze zdziwienia. Wpatrywałam się w całujących się mężczyzn, nie pojmując, po co mnie zabrali, skoro najwyraźniej gustowali w facetach.
Obserwowałam z niezrozumieniem, ale i fascynacją, jak Fraser ściąga spodenki Wyatta, spod których wyskoczył naprężony penis. Starszy z mężczyzn pchnął młodszego na szerokie łóżko. Wyatt wypiął tyłek w stronę Frasera, jednocześnie wpatrując mi się w oczy.
Przyciągnęłam nogi do piersi, oddychając szybko.
Czy to działo się naprawdę? Czy byłam świadkiem dwóch mężczyzn, którzy mieli zamiar uprawiać na moich oczach seks?
Fraser na mnie nie patrzył. Zajął się swoim kochankiem. Gdy tylko pozbył się bokserek, wszedł na łóżko, uklęknął za wypiętym Wyattem i dał mu klapsa w pośladek. Wyatt jęknął, a jego usta się rozchyliły. Miał już zaróżowione policzki.
Starszy splunął na tyłek młodszego, po czym chwycił go za biodra i wbił się w niego z całym impetem.
Mężczyźni kochali się szybko i dziko. Jęczeli, krzyczeli i nie zważali na to, że mieli widownię. Zdawało się, jakby całkowicie o mnie zapomnieli. Pozwolili przyjemności w zupełności się pochłonąć, ignorując moją obecność. Nie ukrywam, czułam się trochę pominięta, ale tym, co odczuwałam silniej, było niezrozumienie.
Byłam tolerancyjna, lecz kiedy zobaczyłam, jak Fraser pieprzy tyłek Wyatta, coś we mnie drgnęło. Stałam się jeszcze bardziej przerażona. Obawiałam się, że wzięli mnie do siebie tylko dlatego, aby zrobić ze mnie zabawkę stanowiącą urozmaicenie ich seksualnego życia. Fraser może i miał pod sobą szkołę dla uległych, jednak czy naprawdę wolał kobiety? Czy preferował mężczyzn? A może nie miało dla niego znaczenia, kto pod nim leży?
Fraser wyszedł z Wyatta w ostatniej chwili. Wytrysnął na dół pleców szatyna. Wyatt doszedł za pomocą swojej dłoni, którą pieścił się podczas całego stosunku.
Po jakże żarliwej scenie miłości, Wyatt ledwo zsunął się z łóżka. Uklęknął u stóp stojącego przed nim Frasera. Położył dłonie na podłodze, pochylił się tak, aby czołem dotykać podłogi i ucałował stopy Frasera.
Tego było za wiele. Ten świat nie był przeznaczony dla mnie. Nie miałam prawa się w nim odnaleźć. Może Fraser myślał, że wyszkoli mnie na odpowiednią dla siebie uległą, ale już wiedziałam, że to nie miało prawa się udać.
Wbiłam paznokcie w dłonie, obserwując, jak Fraser z namaszczeniem gładzi Wyatta po głowie. Kiedy młodszy odsunął się od stóp swojego pana, uniósł głowę i spojrzał w zielone oczy mojego oprawcy. Fraser uśmiechnął się do swojego uległego.
- Jestem z ciebie nad wyraz zadowolony, kochany.
Kochany? Czy on tak właśnie go nazwał?
- Dziękuję, mój panie.
- Nyx, podejdź do nas. Na kolanach, proszę.
Nie wiem dlaczego zrobiłam to bez dyskusji.
Zsunąwszy się z czerwonej kanapy, opadłam na kolana i przyczołgałam się do mężczyzn. Uklękłam tuż obok Wyatta, który był zarumieniony i dyszał, jakby przebiegł maraton.
- Już rozumiesz, o co chodzi w naszej relacji?
Przeniosłam spojrzenie na Frasera. Położył dłoń na mojej głowie, drugą przez cały czas gładząc po włosach Wyatta. Czułam się jak jego uczennica. Jak osoba równa Wyattowi, choć jakby nie patrzeć, oboje powiedzieli mi jasno, że byłam ich własnością i obu miałam traktować jak swoich panów. Było to upokarzające, gdyż zdegradowali mnie do najmniej ważnej osoby.
- Jesteście kochankami?
Oczy Frasera błysnęły dumnie.
- Owszem, kochanie. Jesteśmy kochankami, ale i parą opierającą relację na zasadach BDSM. Wyatt jest moim uległym, podobnie jak ty. Z tą jednak różnicą, że on mnie kocha i widzi we mnie swojego mentora. Swojego wybawiciela. Swojego boga.
Niech mnie, Fraser miał niezłe mniemanie o sobie.
- Kim mam dla was być? Zabawką? Dodatkiem?
- Kurwa, Nyx.
Zadrżałam na dźwięk rozgniewanego głosu Frasera.
- Nie będziesz naszą pierdoloną zabawką ani dodatkiem. Będziesz naszą uległą księżniczką. Zgadzasz się na to?
- Nie mam wyboru - odparłam natychmiastowo, zaciskając wargi.
- Panie, czy mogę sprawić Nyx przyjemność?
Spojrzałam na Wyatta, jakby do reszty zwariował. Znalazłam się w domu idiotów, którzy zachowywali się, jakby wychowywali się w dziczy. Rozumiałam, że mieli swoje priorytety i nie miałam prawa oceniać ich za to, co robili w łóżku, ale biorąc pod uwagę, że stałam się dodatkiem do ich zboczonych zabaw, miałam prawo oceny.
- Tak, Wyatt. Pokaż naszej księżniczce, że jej życie z nami będzie polegało na przyjemności, a nie na wiecznym karaniu. Oddaję Nyx w twoje ręce. Usiądę z boku i będę wam się przyglądał.
Fraser podszedł do kanapy, z której oglądałam ich perwersyjny seks. Rozłożył się na niej wygodnie, wciąż nagi. Obserwowałam go niczym w hipnozie, z której wyrwał mnie Wyatt. Mężczyzna położył dłoń na moim ramieniu, a gdy uraczyłam go spojrzeniem, uśmiechnął się.
- Wstań, laleczko. Zabawimy się.
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top