Rozdział piąty.

Cały dzień starałam się unikać Jev' a, a on mi tego nie utrudniał i się do mnie nie odzywał. Chyba zrozumiał, że nie ma ochoty z nim rozmawiać.

Weszłam na stołówkę i jak zwykle usiadłam przy naszym stoliku. Po chwili dołączył do mnie Lena i Carla. Uśmiechnęłam się do nich i jak zwykle zamieniłam kilka zdań. Potem one pogrążył się w rozmowie, a ja powróciłam do czytania książki i jedzenia jabłka.

-Tym chcesz się najeść?- usłyszałam przy uchu czyjś głos. Pisnęłam cicho wystraszona i obróciłam głowę w stronę, z której dochodził.

Obok mnie siedział czarnowłosy chłopak i z tego co się domyśliłam to on był właścicielem głosu.

-Ja nie chcę się tym najeść, to przekąska.- odpowiedziałam mu.

-Powinnaś jeść więcej.- odpowiedział z uśmiechem.

Spojrzałam mu w oczy i zatopiłam się w ich ciemnym brązowym, prawie czarnym kolorze. Odwróciłam szybko wzrok, gdy zorientowałam się, że przyglądam się mu trochę za długo.

~ Nie wstydź się kochanie. ~ usłyszałam w głowie ten sam głos co wczoraj.

-Przestań.- zwróciłam się do chłopaka.

-Ale co?- zapytał zdziwiony.

Może to nie on?

Może mi się wydawało?

Może głupieję?

Chyba powinien mnie zamknąć w psychiatryku.

-Nic- odpowiedziałam i ugryzłam am jabłko.

~Nie bój się mnie.~ znów ten głos.~ Nic ci nie zrobię. A ty nie wariujesz i nie powinni cię zamknąć w psychiatryku.

To było na prawdę bardzo przerażające. Słyszeć w głowie czyjś głos i nie wiedzieć do kogo należy i jak się tam pojawia. To na prawdę przerażające.

-Wybaczcie boli mnie głowa- powiedziałam i chciałam wstać od stołu, ale poczułam jak na mojej koszulce na plecach ląduje coś dziwnego.

Obróciłam się gwałtownie do tyłu i zobaczyłam moją siostrę z przechuloną na szklanką, z której kapały ostatnie krople soku z czerwonej porzeczki.

-Ups- powiedziała ze skruszoną miną.- Przepraszam. To było nie chcący.-szkoda tylko, że jej głos mówił co innego.

Pokręciłam z nie do wierzeniem głową i popatrzyłam jej prosto w oczy.

-Wiedziałam, jaka jesteś.- powiedziałam cicho - Ale nigdy bym się tego po tobie nie spodziewała. Żeby własnej siostrze.- pokręciłam z niedowierzaniem głową i wstałam od stolika. Włożyłam książek do plecaka. Ogryzek z jabłka zawinęłam w serwetkę, włożyłam do małej reklamówki i schowałam do bocznej kieszeni plecaka. Popatrzyłam jeszcze raz na siostrę i pokrycia z niedowierzaniem głową.

Zarzuciłam ostrożnie plecak na ramię i skierowałam się w stronę wyjścia z stołówki.

-Scarlett.- usłyszałam jej głos.-Ja nie chciałam przepraszam.

Odwróciłam się w jej stronę i spojrzałam na nią z nie do wierzeniem i pokręciłam głową.

-Nie wierzę ci.- powiedziałam cicho ale na tyle głośno żeby mnie usłyszała i odwróciłam się na pięcie.

Kiedyś było inaczej. Byłyśmy nierozłączne. Byłyśmy przyjaciółkami, mówiłyśmy sobie o wszystkim. Spędzałyśmy razem każdą wolną chwilę i bawiłyśmy się razem. Potem ona zaczęła się ode mnie oddalać. I zaczęła być dla mnie nie miła.

Weszłam do damskiej łazienki i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.

Ciekawe skąd ja teraz wezmę koszulkę. Super. Nie ma zapasowej w szkole na przebranie, nie licząc tej na wf. Ale nie będę paradował po szkole w koszulce z logo naszej szkoły. No proszę. Zamknęłam oczy i z powrotem je otworzyłam. Pisnęłam przerażona gdy zobaczyłam w odbiciu, że stoi za mną chłopak.

-Co ty tu robisz?- zapytałam odwracając się w jego stronę.- Przecież to damska łazienka. Obrazków na drzwiach nie rozróżniasz czy czytać nie potrafisz?

-Chciałem tylko zobaczyć czy nic ci nie jest.- odpowiedział i uniósł ręce w geście poddania, a potem je opuścił.

-Jak widzisz nic mi nie jest.- odpowiedziałam.- Nie jestem z cukru. Nic mi nie będzie. Żyje. Sok mnie nie zabija.

-Widzę.- odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.- Jesteś piękna gdy się złościsz.- powiedział z uśmiechem na twarzy. Na moje policzki wpłynął rumieniec.- A jeszcze piękniejsza gdy się zawstydzasz.- dodał z jeszcze większym uśmiechem na twarzy.

-Przestań.- powiedziałam cicho.- Nie mam ochoty, na słuchanie tych tekstów.

-A na co masz ochotę?- zapytał.

-Na spacer po lesie.- sama nie wiem dlaczego mu to powiedziałam.- Zresztą nie ważne.

Wyciągnęłam z kieszeni telefon i napisałam do Leny, sms-a, czy nie ma czasem pożyczyć koszulki. Niestety nie ma. Carla też nie ma. Przecież nie będę chodzić w mokrej koszulce i to jeszcze czerwonej, bo po soku z czarnej porzeczki. Westchnęłam cicho i opuściłam ramiona w geście poddania.

-Co jest?- zapytał chłopak, a ja zorientowałam się, że stoi bardzo blisko mnie. Za blisko.

-Nic- odpowiedziałam cicho. Przecież, nie będę mówić mu o tym, że nie mam koszulki.

Zostało mi jeszcze zapytać Fabiana czy ma jakąś pożyczyć.

Przyjaźnimy się od podstawówki, ale on przeważnie nie ma czasu i spędza przerwy w bibliotece i się uczy. Dlatego przeważnie spotykamy się po południu po szkole.

Napiłam mu sms-a, a po chwili otrzymałam odpowiedź. Na szczęście twierdzącą. Napisałem mu czy mi ją pożyczy, a jeśli tak to niech przyniesie mi ją do damskiej łazienki. Zgodził się.

Na szczęście.

Po chwili wszedł do środka, z koszulką w ręce. Zamknął drzwi i spojrzał przed siebie. Zmarszczył nos w okropnym grymasie, jak by coś strasznie śmierdziało.

Z ust czarnowłosego chłopaka, wydarło się głosie warknięcie. Czego nie zrozumiałam.

-Co tu robisz?- zapytał Fabian.

-Stoję.- odpowiedział mu drugi.

-To nie wasz teren. Nie macie tu wstępu.- odpowiedział mu mój przyjaciel.

-Muszę. To jestem.- odpowiedział mu czarnowłosy.

-Nie wiem o co wam chodzi ale załatwicie to później teraz nie mam czasu.- powiedziałam do nich i spojrzałam na Fabiana.- Dziękuję za koszulkę.- podeszłam od niego i wzięłam materiał.- Możecie już iść.- powiedziałam do obu idąc w stronę jeden z kabin.

Przebrałam koszulkę i wyszłam z kabiny. Stnęłam jak wryta gdy zobaczyłam, że czarnowłosy nadal jest w łazience.

*****

10🌟+ 10 💬= następny rozdział.

Ja się podoba? W kolejnych akcja się rozkręci.

Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top