🌙 rozdział szesnasty 🌙
3/4
Po obejrzeniu ulubionej bajki Louisa i zjedzeniu czekolady, Louis postanowił zbierać się do domu. Było już po dwudziestej drugiej i chciał położyć się w swoim łóżku.
- Chyba będę się zbierał - mruknął i wstał z kanapy. Rozciągnął się leniwie i spojrzał na Harry'ego z góry, który w dalszym ciągu siedział na kanapie i przyglądał mu się.
- Jesteś pewien? Nie wolałbyś zostać? - Harry nie miałby nic przeciwko gdyby Louis został u niego w domu, jednak uszanuje każdą decyzję omegi.
Louis pokręcił głową i spuścił wzrok.
- Wolał bym wrócić do siebie - oznajmił cicho, jakby bojąc się reakcji alfy.
- W porządku, kochanie. - Harry uśmiechnął się i wstał z kanapy. Może to faktycznie jest za wcześnie na nocownie w obcym mieszkaniu. - Odwiozę cię i bez dyskusji - dodał ostrym tonem, kiedy zobaczył jak Tomlinson kręci głową.
- Dziękuję, Harold. - zaśmiał się na nowe przezwisko Stylesa. Ten jednak nie wyglądał na zadowolonego, gdy przycisnął ciało omegi do ściany, mówiąc ostro.
- Nie mów do mnie "Harold", Louis. -mruknął, patrząc w niebieskie oczy. Przez chwile Tomlinson myślał, że mówi na poważnie, ale wszelakie obawy rozwiał głośny śmiech loczka.
- Boże Loulou, żartowałem! - zaniósł się śmiechem, prawie wywalając się.
Louis zrobił naburmuszoną minę i założył ręce na klatce piersiowej.
- Bardzo zabawne - mruknął pod nosem i wywrócił oczami.
- Nie wywracaj oczami, skarbie. - Upomniał go Harry i ruszył w kierunku przedpokoju, aby ubrać buty. - To niegrzeczne.
- Sam jesteś niegrzeczny. Przestraszyłeś mnie! - rzucił z wyrzutem Louis, udając obrażonego. Również zaczął zakładać buty, chcąc jak najszybciej ułożyć się w swoim ciepłym łóżeczku.
- Jesteś gotowy? - zapytał z uśmiechem Styles, kładąc dłoń w dole pleców omegi.
- Tak, idziemy?
Starszy kiwnął głową i wyprowadził Louisa z mieszkania. Szybko zjechali windą na podziemny parking, na którym stało czarne, luksusowe audi Harry'ego.
Alfa otworzyła drzwi od strony pasażera i z uśmiechem obserwowała jak mniejszy stara się ułożyć z gracją na miejscu. Kiedy usłyszał charakterystyczne kliknięcie, które towarzyszy zawsze zapiętym pasom, sam usiadł za kierownica.
- Podasz mi swój adres, skarbie? - zapytał, kiedy odpalił samochód i spojrzał na omegę.
Louis przez moment zmarkotniał, bo nie chciał, żeby Styles wiedział w jakiej dzielnicy mieszka. Jego mieszkanko było niecałą połową apartamentu Harry'ego, a w dodatku znajdowało się na obrzeżach miasta, gdzie zbierały się ciemne typki.
- Harley Street. Mógłbyś mnie odprowadzić? Trochę boję się sam iść... Jest tam dużo dziwnych ludzi. - wymamrotał, czując w swoich oczach łzy. W jego myśląch krążyła tylko jedna myśl.
"Jesteś cholernie żałosny, Louis."
Harry zmarszczył brwi na niepewny głos szatyna i ostrożnie ułożył swoją dłoń na kolanie omegi.
- Spokojnie. Odprowadze cie pod same drzwi mieszkania, jeżeli chcesz. - Harry pogładził delikatnie nogę chłopaka i uśmiechnął się lekko. - A teraz proszę o uśmiech.
Tomlinson niechętnie pokiwał głową, marszcząc uroczo nosek, po chwili wykrzywiając kąciki ust w górę. I Harry pomyślał, że to najbardziej uroczy uśmiech jaki widział.
Niechętnie odwrócił wzrok od Louisa, po czym wyjechał z parkingu. Jego dłoń w dalszym ciągu ułożona na nodze omegi.
W aucie zapanowała cisza, która nie była ani trochę krępujaca. Żaden z nich nie chciał jej przerywać. Nagle Louis nachylił się i włączył radio.
Po samochodzie rozniosła się cicha muzyka Eda Sheerana, przez co na twarzy Harry'ego pojawił się szeroki uśmiech, kiedy usłyszał głos swojego ulubionego wykonawcy.
- Uwielbiam jego kawałki - powiedział cicho, a jego uśmiech powiększył się, kiedy zobaczył jak Louis nachyla się ponownie i zwiększa głośność utworu.
- To tak samo jak ja. - Louis zachichotał pod nosem i zamruczał pod nosem tekst piosenki. Wiedział, że nie ma najlepszego głosu, ale czasami lubił pośpiewać. To go odprężało.
- Masz śliczny głos.
Głos Harry'ego wyrwał Louisa ze swojej własnej przestrzeni i sprowadził go na ziemie. Jego policzki przybrały barwę lekkiej czerwieni, kiedy dostarły do niego słowa alfy. Omega pokręciła tylko głową i skupiła się na widoku miasta, które pogrążone były w milionach świateł i ciszy.
Do końca drogi miedzy parą panowała cisza, aż w końcu zjechali pod kamieniecę, w której mieszkał Louis. Harry zmarszczył brwi, kiedy dostrzegł nieciekawą okolicę, w której mieszkało jego kochanie.
Przy ulicy nie było żadnej zapalnej latarni, a śmieci walały się na każdym kroku.
- To tutaj - mruknął Louis i odpiął pasy. Wiedział, że miejsce, w którym mieszka nie robi dużego wrażenia, dlatego wolał nie przetrzymywać Harry'ego zbyt długo. - Um, dziękuje. Bawiłem się naprawdę dobrze.
- Ja tak samo, Lou. - Harry również odpiął pasy i otworzył drzwi. Szybko wyskoczył z samochodu i obszedł pojazd, aby otworzyć drzwi dla drobnej omegi.
Louis wysiadł z samochodu i uśmiechnął się lekko do alfy. Styles zamknął samochód i złapał dłoń Louisa.
Wymieniając ciche rozmowy, Harry i Louis zatrzymali się na drugim piętrze, zaraz pod drzwiami mieszkania.
Harry spojrzał z góry na Louis i nachylił się lekko, po czym na jego policzku złożył drobny pocałunek.
- Chciałbyś się jeszcze spotkać? - zapytał niepewnie i obserwował jak Louis kiwa głową.
- Jak najbardziej. - Tomlinson podniósł wzrok i posłał loczkowi szeroki uśmiech. - Dobranoc Harry. - dodał, kiedy otworzył drzwi i uchylił je lekko.
- Dobranoc Lou.
Louis przez moment stał w wejściu do swojego mieszkania i obserwował jak Harry odwraca się aby odejść. Pod wpływem chwili, Louis zostawił drzwi otwarte i szybko podbiegł do Harry'ego. Złapał go za rękę i siłą odwrócił przodem do siebie. Szatyn stanął lekko na palcach i delikatnie ucałował usta Stylesa, po czym wrócił do mieszkania i zatrzasnął drzwi.
Na jego policzkach gościły duże rumieńce, kiedy zdał sobie sprawę z tego co zrobił.
Ten dzień zdecydowanie należał do jednych z najlepszych.
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top