home
Usiadła na nowej kanapie obitej w czarną skórę. Na stoliku do kawy położyła kieliszek z winem, uważając, aby nie wylać czerwonej cieczy na papiery rozwalone po całej powierzchni stołu i podłogi. Już od dwóch godzin układała i przeglądała papiery, które udało jej się zdobyć z najważniejszych departamentów ministerstwa. Pracę przerwał jej trzask zamykanych drzwi.
— W salonie!
Wszedł do pokoju, cały mokry od deszczu, który lał od dobrej godziny. Uśmiechnął się do niej figlarnie zza mokrych włosów, opadających mu na oczy.
— Co robisz?
Odgarnęła mu kosmyki czarnych loków z czoła, a potem pocałowała go na powitanie.
— Szukam czegoś pożytecznego. Narazie jedyne co mam, to listę osób, które prawdopodobnie są pod wpływem Imperiusa. A co u ciebie?
— Z Jamesem byliśmy na Nokturnie, przeszukać tamtejsze mieszkania Lestrangów, ale niezbyt wiele tam było. Tylko księgi z czarną magią i jakieś notatki o amortencji, które przekazaliśmy Dumbledorowi.
— Czyli nadal jesteśmy w ciemnej dupie?
— Mniej więcej.
Przeciągnęła się na kanapie, opierając głowę o jego ramię.
— Ale jestem zmęczona tym głównem.
Pocałował ją w głowę.
— To może tak, ogarniesz te papiery, nalejesz mi wina i poszukasz jakiegoś fajnego filmu w telewizji, a ja pójdę się wziąć prysznic i usiądziemy sobie razem i odpoczniemy, co ty na to?
— Świetny plan.
Pocałowała go, gdy wstawał z kanapy.
— Kocham cię!
— Ja ciebie też!
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top