Rozdział 12
Pov Scarlett:
Już dwa dni minęły od naszego nocowania u Ben'ego. Od tamtego momentu mam wrażenie że coś jest mocno nie tak.
Czuję się senna i otępiała. Jakbym nornalnie była Judy Martin jako pacjentka z serialu "American Horror Story: Asylum".
Po tym jak sie obudziłam mój brat powiedział mi wszystko co przyznam szczerze było trudno mi pojąć.
Wiadomość o tym iż Dymitr i Rose to nasi biologiczni rodzice nie potrafiła przejść mi przez myśl i naprawdę nie wiem dlaczego.
Podobnie jest również z tymi informacjami o dampirach,strzygach i morojach.
Może dlatego iż ciotka Anastazja wychowywała nas z taką właśnie informacją iż oni nie żyją i że to normalny świat?
A może po prostu nie chciałam tego pojąć?
Nie wiem...
Wiem tylko że od tamtego wydarzenia ani razu nie pojawiłam się w domu Ben'a w przeciwieństwie do mojego brata, który chcę mieć kontakt z naszymi rodzicami.
Nie zrozumcie mnie źle. Chce mieć kontakt z nimi, ale nie wiem czemu unikam tego jak ognia.
To nie jest do zrozumienia dla mnie w żadnym stopniu.
Obecnie spaceruje po lesie ubrana w czarne legginsy i czarną bluzę co było u mnie po prostu normalne. Wstydziłam się swojego ciała i nie...nie mam anoreksji. Jestem szczupła, ale posiadam kąpleksy. W sumie chyba jak każda moja rówieśniczka.
- Co się ze mną dzieje?- zapytałam samą siebie spacerując niedaleko bunkrów, które są dwa kilometry od cmentarza.
Will pokazywał mi się na różne sposoby i zawsze prosił mnie tylko o jedno. O pomoc...pomoc, której nie wiedziałam jak mu udzielić.
Nie wiedziałam gdzie on jest i w jakim stanie, ponieważ chłopak jedyne co mówił to albo "uwolnij nas..." lub " tu jest zimno...boje się".
Słowa, które wypowiadał Will były wrecz zimne i obojętne. Tak jakby nie było w nich życia co wręcz mnie przerażało.
Przerażało mnie to w nie małym stopniu i dosłownie, bo gdy zadzwonił mój telefon o mało co nie dostałam zawału.
Spojrzałam na telefon i zobaczyłam że dzwoni do mnie "Ethan". Odebrałam szybko, ponieważ to mogło być coś bardzo ważnego.
- O co chodzi, Ethan?- zapytałam brata idąc dalej wzdłuż bunkrów.
-Martwimy się o ciebie, Scarlett. Nic ci nie jest?- zapytał mój brat, na co westchnęłam z rezygnacją.
- Fizycznie jest okej, psychicznie mam mętlik.- powiedziałam z rezygnacją do brata, po chwili dodając.
- Nie wiem co się ze mną dzieje, Ethan. Mam wrażenie że popadam w obłęd. Istny obłęd. Najpierw znika Will i widzę go wszędzie gdzie jestem oraz w snach. Potem okazuję się że żyliśmy w kłamstwie, a świat jaki znaliśmy był kłamstwem...Ethan nie wiem co się dzieję i się boję. Chcę tam do was iść, ale chcę najpierw odnaleźć Will'a bo nie da mi to spokoju. Ja....ja się boję , Ethan.
W moim głosie czuć było załamanie i rozpacz wymieszaną z strachem oraz przerażeniem. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach na moje słowa.
- Scarlett wiem że jest ci ciężko... Naprawdę. Ale proszę cię chodź do nas pomożemy ci. Scarlett...
- Ethan...- przerwałam mojemu bratu z łzami w oczach.
- Tak siostra?- zapytał się nie pewne mój brat.
- Widzę Will'a...idę za nim....
- Ani mi się waż tego zrobić! On może cię zaprowadzić do porywacza i coś ci się stanie.- powiedział mój brat z powagą.
- Wiem, ale Ethan...- przerwałam na chwilę, aby dodać ostatnie słowa, po których się rozłączyłam z swoim bliźniakiem.
- Ethan uwolnij nas...
~ · ~ · ~
No i widzimy reakcje Scarlett!
Jak widać Scarlett ma czysty mętlik w głowie przez poznanie prawdy!
Jak myślicie dokąt Will zaprowadzi Scarlett?
Co o tym rozdziale sądzicie?
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top