Levi X Reader X Eren (W krainie czarów)
W kuchni szykowałam ciasta. Miał do mnie wpaść suseł, marcowy zając i królik. Wyjęłam sernik z piekarnika.
-Jakie cudowne zapachy.- W kuchni pojawił się Eren.
-Co królika tu sprowadza?- Spytałam uśmiechnięta.
-Czas na popis. Sprowadzę dziś kolejną Alicję. Liczę na twój godny występ, kapeluszniku.- Powiedział i zniknął. Naszykowałam stół na zewnątrz. Szybko nakryłam. Poustawiałam ciasto i ciastka. Zaparzyłam herbaty.
-(Reader)!- Odwróciłam się do wołającego susła.
-Cześć!- Powiedziałam. Usiadł na krześle i usnął opierając się o stół. Jak zwykle. Do szykowałam jedno miejsce.
-Witam.- Powiedział zając zakrywając mi oczy.
-Cześć. Puść mnie.- Powiedziałam.
-Dobrze, dobrze. Będzie Alicja?- Spytał.
-Eren ma ją przyprowadzić.- Powiedziałam. Siedziałam na stole i spoglądałam na drogę.
-Ale wyczekujesz.- Powiedział zając popijając herbatę.
-He.- Powiedział suseł przez sen.
-Wydaje się wam. Po prostu chce zobaczyć kolejną Alicję.- Mruknęłam naburmuszona.
-Hejo!- Krzyknął białowłosy królik w garniturze.
-Nie strasz. Jaka jest?- Spytałam.
-Raczej jaki. Mamy bruneta.- Odparł i pocałował mnie w policzek i przytulił.
-Eren. Takie rzeczy to powinieneś robić jak naszego kapelusznika poprosisz o chodzenie.- Bąknął zając.
-Super. Będzie to dopiero przedstawienie.- Mruknęłam, nie zważając na wypowiedź marcowego. Jeszcze nigdy Alicja nie była facetem. Muszę się postarać by uznał mnie za prawdziwego szalonego kapelusznika. Stanęłam na stole i zapatrzyłam się na las.
-Co ona tak stoi?- Warknął ktoś obok mnie.
-To jest szalony kapelusznik. Trochę szacunku Alicjo.- Powiedział urażony zając. Ciekawe o co poszło.
-A kapelusznika zamurowało. He he.- Mruknął suseł.
-A gdzie tam. Co tam u naszej Alicji? Długo się nie widziałyśmy, ne kochana?- Podeszłam do bruneta w niebieskiej sukience z białym fartuszkiem.
-(Reader)!- Wrzasnął Eren i spadł na Alicje, która złapał go na ręce.
-A więc nasza piękność nazywa się (Reader). Podobno jesteś w stanie wpłynąć na każdą decyzję tutaj.- Stwierdził patrząc na mnie.
-Siadaj.- Rozkazałam machając mu rękami przed twarzą.
-Zejdź ze stołu.- Powiedział dając mi klapsa.
-Ej!- Wrzasnął królik i zając.
-Nie pozwalaj sobie. A teraz...- Skoczyłam na stole i przeniosłam się pod niego z pomocą teleportacji. Przywołałam do siebie filiżankę i dzbanek.- Napij się z nami.- Powiedziałam, pojawiając się obok niego. Nalałam mu herbaty. Pociągnął mnie sobie na kolana.
-To mnie napój.- Powiedział kładąc mi ręce na moich udach. Mimo spodni byłam spięta. Co za dziwna Alicja mi się trafiła.
-Alicjo nie pozwalaj sobie!- Warknął Eren.
-Zapamiętaj durny króliku jestem Levi!- Wrzasnął.
-Puścisz mnie Levi?- Spytałam.
-Nie. A te króliki mogą sobie podskoczyć.- Mruknął.
-Nie jestem królikiem tylko zającem!- Podniósł się marcowy zając.
-I tak jesteś taki sam jak durny królik.- Levi dolewał oliwy do ognia.
-Wypraszam sobie zarozumiały śmiertelniku!- Zając nie był gorszy.
-Oki, oki. Mam quiz! w czym podobny jest sum do selera?- Powiedziałam. Wyjęłam pionki w kształcie czarnych koron z kapelusza i postawiłam przed nami.
-Twój czas to 1 godzina.- Powiedział zając. Zgadzając się na mój pomysł. W końcu chciał złamać Alicję.- Została ci minuta, 30 sekund.- Mówił patrząc na zegarek.
-Chyba ci się popsuł.- Mruknęłam.
-Są na tą samą literę.- Powiedział Levi. Wszyscy wy buchnęliśmy śmiechem. Nie mogłam się powstrzymać. To przecież była komedia. Złapał mnie za piersi.
-Nie mają ze sobą nic wspólnego. Puść mnie.- Powiedziałam. Odwrócił mnie i wpił mi się w usta.
-Ej!- Eren podniósł się i usiadł za mną. Pocałował mnie w szyje.
-(Reader) kogo wybierasz?!- Levi i Eren powiedzieli jednocześnie.
-Nie wiem... Ja... Myślę, że wybieram...
.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.
I tak to zakończę. Jako szalony kapelusznik sama zadecyduj z kim będziesz. Ten obrazek mnie zainspirował.
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top