|83|
Dni minęły bardzo szybko aż nastała wyczekiwana przeze mnie sobota. Ubierałem się, gdy to do pokoju wszedł Jimin skanując mnie od góry do dołu.
ㅡ Co? ㅡ Spytałem.
ㅡ Taką koszulę bierzesz? Czemu nie założysz bluzy?
ㅡ Muszę jakoś wyglądać. Przecież będę między ludźmi.
ㅡ Tak, ale idziesz na spotkanie tylko z Alberto, więc czemu się tak stroisz? ㅡ Mruknął niezadowolony. Westchnąłem ciężko kręcąc głową.
ㅡ Nie musisz być zazdrosny.
ㅡ Nie jestem po prostu nie rozumiem po co tak się stroisz.
ㅡ To zrozum, że jadę do miasta. ㅡ Fuknąłem tracąc cierpliwość.
ㅡ I co z tego? ㅡ Oburzył się.
ㅡ Dobra! ㅡ Uniosłem się. ㅡ Niech ci będzie. ㅡ Zdjąłem koszulę wyjmując z szafy czarną bluzkę. ㅡ Zadowolony? ㅡ Warknąłem. ㅡ Uspokój się. ㅡ Dodałem wychodząc z pokoju do łazienki chcąc umyć zęby. Oczywiście musiał pójść za mną. ㅡ Dasz mi przestrzeń? A może nie mam nawet myć zębów co? ㅡ Fuknąłem. Chłopak się nie odezwał tylko opuścił pomieszczenie, dlatego spokojnie mogłem się uszykować.
Kilka minut później gotowy wyszedłem z łazienki idąc na korytarz i zakładając buty. Rzucając krótkie wychodzę opuściłem mieszkanie wsiadając do taksówki, którą zamówiłem i odjeżdżając.
Będąc na miejscu zauważyłem już z daleka chłopaka, który na mnie czekał przy wejściu. Pomachałem mu podchodząc do niego bliżej.
ㅡ Dziękuję, że chciałeś się spotkać.
ㅡ Przejdźmy do rzeczy. ㅡ Westchnąłem wchodząc do środka, a chłopak za mną. Zajęliśmy wolne miejsca zamawiając od razu po kawie. ㅡ Więc?
ㅡ Myślałem, że podjąłeś decyzję. Chcę znowu się z tobą przyjaźnić.
ㅡ Też nad tym myślałem i... Chciałbym ci dać ostatnią szansę, ale jeśli zrobisz coś nieodpowiedniego...
ㅡ Nie zrobię. Obiecuję, przyrzekam na wszystko. ㅡ Przyłożył ręce na serce.
ㅡ To się jeszcze okaże. ㅡ Mruknąłem, a po chwili przyszły nasze zamówienia. W milczeniu popijaliśmy napoje nie wiedząc jaki temat poruszyć.
ㅡ Jak wam się układa z Jiminem?
ㅡ Idziemy w dobrą stronę. Pracuje w naszej firmie. ㅡ Odparłem.
ㅡ To super, że wam się powodzi. ㅡ Uśmiechnął się.
ㅡ A u ciebie i Riccardo?
ㅡ Bardzo dobrze. Wprowadziłem się do niego i zaczynamy wspólny rozdział. No, ale nie będę kłamał z tobą było mi najlepiej. ㅡ Zaśmiał się, a widząc moją poważną twarz uspokoił się od razu. ㅡ Tia.... Przepraszam. Jestem tylko szczery. Dobra, dobra zamykam się już. Jak Jimin zareagował na to, że idziesz się ze mną spotkać?
ㅡ Nie najlepiej, ale przekonałem go. ㅡ Wypiłem do końca kawę, mając ochotę wstać i wyjść, ponieważ rozmowa nam się zwyczajnie nie kleiła. ㅡ Chcesz jeszcze o czymś porozmawiać? Bo jak nie to pójdę już.
ㅡ Czekaj. ㅡ Chwycił mnie za rękę, którą szybko wyrwałem. ㅡ Przepraszam. Ja chcę tylko spędzić z tobą czas. Mamy wolną sobotę. Skorzystajmy z tego. Jak przyjaciele, proszę cię.
ㅡ Niby gdzie?
ㅡ Nie wiem. Może do baru?
ㅡ Nie nabiorę się tak po raz kolejny. Zapomnij.
ㅡ Chodzi mi bardziej o piwo i bilard. Jak to faceci spędzają czas. Hm? A co? Może wolisz iść na pedicure? Albo na zakupy? Jak dziewczyny.
ㅡ Wolę już piwo. To chodźmy.
***
Do domu wróciłem późnym wieczorem lekko wstawiony, ale świadomy co się dzieje. Wszedłem do mieszkania zdejmując buty i wchodząc w głąb docierając do salonu, w którym świeciło się światło.
ㅡ Gdzie byłeś? ㅡ Spytał zdenerwowany.
ㅡ Na piwie i bilardzie. ㅡ Mruknąłem.
ㅡ Tak długo?
ㅡ Przestań w końcu mi wszystko wypominać. Się dziwię, że nie poszedłeś mnie śledzić. To było ostatnie co mógłbym się po tobie spodziewać. Idę spać. ㅡ Fuknąłem idąc do sypialni.
ㅡ A wiesz, że mogłem to zrobić? Bym miał pewność, że... ㅡ Urwał.
ㅡ Że cię zdradzę? Aż tak mi nie ufasz? ㅡ Spojrzałem na niego po czym prychnąłem. ㅡ Dobrze wiedzieć.
ㅡ Guk to nie tak.
ㅡ Teraz się nie wykręcaj. Kto wie czy nie stałeś za rogiem i nas obserwowałeś? Mogłeś to zrobić fakt, ale nie przyznasz się do tego.
ㅡ Nie robiłem tego. Po prostu nie wierzę, że Alberto się zmienił. Nie pasuje mi coś tutaj.
ㅡ A ja ci już coś mówiłem na ten temat. Jak coś będzie nie tak, odsunę się od niego. Ale to cię nie obchodzi.
ㅡ Idź już spać. ㅡ Szepnął wychodząc z pomieszczenia. Prychnąłem kładąc się do łóżka. Zasnąłem po kilku minutach.
Ranek minął nam w ciszy. Nikt z nas się nie odzywał i nie chciał tego. Chciałem od Chima tylko odrobiny zaufania, ale widocznie to za dużo. Żałowałem, że dzisiaj była niedziela, ponieważ cały dzień będziemy razem w domu, ale również nie chciałem się kłócić.
Poszedłem do salonu opierając się o futrynę obserwując chłopaka, który oglądał ze skupieniem telewizję, mimo że nic nie rozumiał. Westchnąłem ciężko siadając obok niego i obejmując ramieniem.
ㅡ Przepraszam. Nie chciałem tak się zachować.
ㅡ Ja przepraszam, że wątpiłem w ciebie. ㅡ Szepnął spuszczając głowę.
ㅡ Masz dobrą intuicję jeśli chodzi o Alberto. Na pewno coś kombinuje, ale chcę to najpierw ustalić Chim, lecz nigdy bym cię nie zdradził kolejny raz. Nie byłem aż tak pijany.
ㅡ Przepraszam. ㅡ Rozpłakał się przytulając do mnie. Zamknąłem go w szczelnym uścisku głaszcząc po głowie.
ㅡ Cichutko. Już wszystko w porządku. ㅡ Szepnąłem. Jak długo musiał nosić w sobie płacz? To nie jest dobre dla umysłu. ㅡ Bardzo cię kocham Jiminnie.
ㅡ Ja ciebie też. ㅡ Wyszlochał.
Przez jakiś czas siedzieliśmy w ciszy, nie licząc gadającego telewizora, przytuleni do siebie. Tego nam teraz brakowało. Bliskości i wyjaśnień.
ㅡ Chim będziesz mi już ufał? ㅡ Spytałem spojrzawszy mu w oczy.
ㅡ Obiecuję.
ㅡ I nie bądź zazdrosny. Obiecuję, że nie będę tak się stroić na spotkanie z nim.
ㅡ Dziękuję. ㅡ Posłał lekki uśmiech, który odwzajemniłem.
*******************
14.10.22
Hejka
Jak wam się podoba?
Trochę nie było rozdziałów, ale nie miałam chęci na pisanie tej książki. Lecz wzięłam się za nią i wyszło co wyszło.
Miłego dnia życzę 💖
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top