Rozdział 34: Bitwa o karpia
- Bez obrazy profesorze, ale szybciej się nie dało? - krzyknął Albus próbując podnieść Malfoy'a na równe nogi.
Blake natychmiast podbiegł do mnie i Scorpius'a, a w jego oczach biło przerażenie. Za nim szybkim krokiem skierowała się Evelyne z rodzicami ślizgona.
- Efekt klątwy i połączenia. Nie mogą być blisko siebie – podsumował nauczyciel pomagając Angel podnieść mnie na równe nogi.
- Co to znaczy? - sapnęłam z bólu zerkając na powoli podnoszonego przez młodego Potter'a, ślizgona.
- Przez połączenie czujecie ból, który tworzy klątwa. Im dalej od siebie będziecie tym lepiej Scorpius będzie w stanie walczyć.
- Trzeba ją ukryć w gabinecie – szepnęła Evelyne łapiąc mnie za dłoń.
Kiedy ciotka miała już mnie pociągnąć do wyjścia z dziedzińca, Blake zatrzymał ją.
- Musimy ją spowolnić. - powiedział mężczyzna.
- Draco i Hermiona ją zaprowadzą.
- Nie zostawię jej – Scorpius nie chciał dać za wygraną.
Pomimo bólu, podszedł w moim kierunku. Nie chciał zgodzić się na moje odejście. Ostrożnie chwyciłam ślizgona za dłoń, walcząc z łzami spowodowanym bólem. Nie chcę od niego odejść, nie mogę.
- Musisz inaczej nie mamy wielkich szans. - powiedział Blake, po czym spojrzał na wymienionych przez siebie opiekunów.
Ciotka Albusa oraz ojciec Malfoy'a podeszli natychmiast do mnie. Widząc jednak że nie jestem w stanie chodzić mężczyzna bez jakiejkolwiek wymiany zdań chwycił mnie jak pannę młodą. Wiedziałam że nie mam czasu, i zanim ojciec ślizgona ruszył ścisnęłam delikatnie dłoń jego syna szepcząc jedynie możliwe pożegnalne wyznanie.
- Kocham Cię, Malfoy.
Pov. Angel
Jedno słowo Scarlett sprawiło iż poczułam serce przy gardle. W innych okolicznościach wręcz pękałabym z dumy niczym matka, która dowiaduję się o sukcesie dziecka. Jednak tym razem tłumiłam płacz. Ona się pożegnała w najbardziej okrutny sposób, a mimo to wciąż pozostaje we mnie nadzieja iż nie jest to ich ostatnia rozmowa.
- Pójdź z nimi, Al. Proszę – szepnęłam cicho w kierunku syna Potter'ów.
Albus spojrzał na mnie z zmartwieniem. On również słyszał wyznanie blizny i doskonale wiedział o czym to może świadczyć.
- Nie chcę się żegnać. - powiedział cicho chłopak, podczas gdy ja widziałam jak Evelyne i Blake udzielają Hermionie potrzebnych informacji.
- Nie żegnamy się głupku. Jeszcze cię pomęczę, obiecuję. - powiedziałam siląc się na uśmiech.
- Idź, póki jeszcze są.
- Zaczekaj... - poprosił niepewnie chłopak, po czym zmrużył oczy.
Uniosłam brew próbując wyczekując odpowiedzi.
- Znamy się już parę lat i nie ukrywam dużo o tobie myślę i... - z każdym słowem Potter jąkał się jak katarynka, nawet nie wiem w którym momencie dostrzegłam że chłopak wyciąga z kieszeni zgiętą w pół kartkę, którą przy mnie rozprostował.
Myślałam że gdyby nie okoliczności to wybuchnę śmiechem, serio. Chłopak wyciągnął przy mnie ściągawkę!
- Umówisz się ze mną po tym wszystkim? - dokończył Albus czytając z kartki ostatnie zdanie, na co ja przekręciłam teatralnie oczami i pochyliłam się w kierunku chłopaka łącząc nasze usta w pocałunku.
Był krótki i delikatny, ale był prostą odpowiedzią. Kiedy odsunęłam od siebie młodszego syna Potter'a mrugnęłam delikatnie, po czym pokazałam głową w kierunku oddalających się już opiekunów Scar.
Z wielkim bananem na twarzy Albus ruszył biegiem zostawiając mnie z pozostałą resztą kompani. Dopiero chwilę później dostrzegłam że jego ściągawka wypadła. Podniosłam ją szybko zapoznając się z treścią niechlujnego pisma ślizgona.
- Umówić się z Angel na randkę, wyznać Angel miłość, wziąć ślub z Angel, spłodzić z Angel trójkę dzieci.. - przerwałam słysząc chichot Scorpius'a.
- Już zaplanował nawet imiona – parsknął rozbawiony ślizgon, podczas gdy ja schowałam kartkę do kieszeni.
- Potwierdzam, nie pozwól nazwać córki Hollywood. - dodała z wrednym uśmieszkiem Sasha, na co ja skrzywiłam się w myślach mordując przyjaciela Malfoy'a.
Nie zdążyłam jednak odpowiedzieć na żarciki przyjaciół, bo wielkie uderzenie omal nie przewróciło nas na podłogę.
Catarina zniszczyła barierę.
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top