7
Ponownie zebraliśmy się przy wyjściu z Plaży, gdy nagle usłyszeliśmy skandowanie tłumu.
Odwróciłam się powoli, dobrze wiedziałam, dlaczego się tu zebrali. Spojrzałam na moich towarzyszy, Chishiyii z nami nie było, oczywiście, że nie, stał na balkonie za Kapelusznikiem i jego gwardią.
Spojrzałam na blondyna, o dziwo złapaliśmy kontakt wzrokowy, moje serce zaczęło bić szybciej, mężczyzna patrzył się na mnie jeszcze przez chwilę a potem odwrócił głowę w drugą stronę tak jakby chciał ukryć lekki uśmiech.
Zdziwiona, również odwróciłam wzrok, czy on naprawdę coś do mnie czuje czy tylko mi się wydaje?
- Kyoko? Jesteś? – głos Usagi wyrwał mnie z zamyślenia
- Ee tak... . Co się dzieje? – spytałam
- Idziemy na gry, Kapelusznik też. – odwróciłam się i zauważyłam Chishiyę, który teraz unikał mojego wzroku jak ognia, chociaż on akurat wygląda na takiego, który by się tym ogniem bawił
Z wciąż bijącym sercem ruszyłam za innymi do wyjścia. Kapelusznik właśnie odjeżdżał z Plaży. Poczekaliśmy aż tłum się rozejdzie i rozdzieliliśmy się.
W pewnym momencie, Kuina zwróciła się do mnie i Chishiyii.
- Hej eee... ja jednak pójdę do Arisu i Usagi. – uśmiechnęła się do blondyna i podniosła brwi dwa razy
- Co? Czemu? – spytałam, na początku nie wiedząc o co jej chodzi
Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko pobiegła do reszty naszej paczki, podczas gdy ja i Chishiya zostaliśmy sami.
- Co to było? – spojrzałam na niego
- Jest przekonana, że żywię do ciebie uczucia. – odpowiedział nie patrząc na mnie, lecz na arenę, do której zmierzaliśmy
- A czy tak jest? – mężczyzna zignorował moje pytanie i odpowiedział dopiero po chwili
- To byłoby bardzo nierozsądne z mojej strony. Znam cię tylko parę dni. – dobrze wiedziałam, że to co mówił miało sens, ale wiedziałam, że jest inaczej, przynajmniej częściowo – Dotarliśmy.
Spojrzałam na arenę naszej kolejnej gry. No jasne, park rozrywki. Świetnie. Jak byłam mała, uwielbiałam parki rozrywki, ale chyba po tej grze nie będę już ich ogromną fanką.
Stanęliśmy przy stoliku i wzięliśmy do ręki telefony. Rozejrzałam się wokół, niewielka grupka ludzi stała w kącie, chyba było ich pięciu. jedna kobieta i czterech mężczyzn. Nie zwróciłam na nich zbytniej uwagi, wolałam trzymać się z Chishiyą, nie tylko ze względów osobistych.
- Witajcie uczestnicy – wysoki, kobiecy głos wydobywał się teraz jakby zewsząd – Kategoria tej gry to 3 pik. Waszym zadaniem jest ukończyć grę przed końcem czasu i nie zostać złapanym. Waszymi przeciwnikami będą trzy maskotki: Królik, Tygrys i Niedźwiedź. Wyjście znajduje się po drugiej stronie. Gra kończy się za 30 minut. Powodzenia.
Spojrzałam na Chishiyę. Na stole nie było żadnych broni, co oznacza, że nie mamy jak bronić się przed maskotkami. Pozostaje nam tylko uciekać.
- Idziemy? – spytał niewzruszony
Skinęłam, po czym weszliśmy na ogromny plac, wokół świeciły się światełka, a każda atrakcja działała bez zarzutu.
- Trzymaj się blisko mnie, umiem się chować. – odparłam, na co blondyn tylko zaśmiał się cicho, ale cały czas podążał za mną
Blisko nas znajdował się diabelski młyn, w jednym z wagoników zobaczyłam jakąś postać. To musiała być jedna z maskotek. Nagle z głośników zaczęła lecieć jakaś dziecięca muzyka.
(Bunny, Bunny, Bunny - The Golden Orchestra)
- Zapewne znaleźliśmy naszego króliczka. – powiedział sarkastycznie Chishiya
Westchnęłam, po czym weszłam do sklepiku, w którym jedynym źródłem światła była mała żarówka.
- Może znajdziemy tu jakąś broń. – rozejrzałam się, ale nic śmiercionośnego nie rzuciło mi się w oczy
Pomieszczenie było za to pełne dziwnych maskotek, wszystkie wyglądały jak mały, biały królik, ale w ich oczach było cos przerażającego, coś mrocznego.
Spojrzalam przez okno na diabelski młyn, lecz maskotki nigdzie nie było. Odwróciłam się w stronę Chishiyii, który również zdał sobie z tego sprawę. Nagle, przy wejściu do sklepiku usłyszałam kroki. Lekkie skrzypienie uginających się desek sprawiło, że moje serce przyspieszyło.
- Kyoko! Tutaj! – usłyszałam szept Chishiyii, który kucał za biurkiem stojącym tuż przy tylnich drzwiach
Schowałam się obok niego najszybciej jak mogłam, po czym nasłuchiwałam.
Po chwili, maskotka weszła do pomieszczenia, a w jej ręku widniała zakrwawiona piła łańcuchowa. Czyli nie jesteśmy pierwszymi, których spotkał królik. Spojrzałam na futro postaci, na którym również widniały plamki krwi.
W tle wciąż leciała ta okropna muzyka. Myślałam, że zaraz oszaleję. schowałam się ponownie za biurkiem ponieważ królik prawie spojrzał w moją stronę.
- Od razu jak wyjdzie, jak najciszej wychodzimy tylnymi drzwiami i uciekamy. – powiedziałam cicho
Tym razem nam się udało, Królik poszedł, a my szybko zniknęliśmy ze sklepiku. Kiedy skierowaliśmy się dalej, usłyszałam coś zza moich pleców. Był to przerażający. ryk piły łańcuchowej. Jasna cholera. Razem z Chishiyą odwróciliśmy się, a naszym oczom ukazało się zakrwawione, białe futro.
- Uciekaj! – wrzasnęłam do mojego kompana po czym oboje zaczęliśmy biec na drugą stronę parku rozrywki
Jedyne co słyszałam teraz to ta okropna muzyka i ryk broni trzymanej przez maskotkę.
Mój oddech przyspieszył, a nogi nabrały szczególnej szybkości, czułam jak krew pulsuje mi w uszach.
W mojej głowie wybrzmiewała teraz tylko jedna myśl:
Nie mogę przestać biec.
Razem z blondynem znaleźliśmy się w alejce pełnej stoisk z pluszakami i zabawkami do wygrania.
Kiedy jednak dobiegliśmy do połowy, przed nami zza rogu wyszła kolejna maskotka. Brązowy niedźwiedź z lśniącymi ostrzami służącymi mu jako pazury. Odwróciłam się, Królik zbliżał się z drugiej strony alejki, powoli kołysząc się do muzyki.
- No to świetnie. Jesteśmy otoczeni. – westchnął Chishiya
- To nie może być koniec. Nie zamierzam tak umrzeć. – syknęłam zdeterminowana
Zaczęłam biec do przodu, Niedźwiedź stał w miejscu i czekał aż się zbliżę, jego pazury połyskiwały niebezpiecznie. Moje serce biło teraz masakrycznie szybko, ledwo miałam czas złapać oddech. Maskotka zamachnęła się w moją stronę, ku mojej uldze kostium był ciężki i trudno było się w nim zginać, co dawało mi jakąkolwiek przewagę. Wyminęłam przeciwnika i zebrałam się do biegu, gdy nagle poczułam ogromny ból przeszywający moje ciało, wrzasnęłam z zaskoczenia. Moje uszy wypełniło piszczenie, ale mimo tego podniosłam się. Z mojej łydki wylewała się krew, spojrzałam na maskotkę, źle oceniłam sytuację.
- Kyoko! – usłyszałam krzyk Chishiyii – Znalazłem wyjście!
Odwróciłam wzrok w stronę mężczyzny, który wybiegł z równoległej alejki, jak on się tam dostał? Zanim zdążyłam mu odpowiedzieć, do moich uszu dobiegł świst ostrzy. W ostatnim momencie udało mi się uchylić przed kolejnym, tym razem śmiercionośnym atakiem. Spojrzałam ukratkiem na Chishiyę, który już miał podbiec do mnie, gdy zza jego pleców wyszła kolejna maskotka.
- Chishiya! Uważaj! – wrzasnęłam przerażona po czym wyślizgnęłam się przeciwnikowi i pobiegłam do blondyna
W ostatniej chwili udało mu się zrobić unik. Złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą.
- Kyoko. Wszystko w porządku? – spytał, w jego głosie pierwszy raz wyczułam niepokój
- Tak. Chodź, nie mamy wiele czasu. Z tego co uslyszałam chwilę temu z głośników, zostało nam dziesięć minut. – starałam się zignorować moją otwartą ranę i kulejąc, nie przestawałam biec w stronę drzwi wyjściowych, które stały otworem, jakby czekały na nas
Byliśmy tak blisko, ale dobrze wiedziałam, że nie mogło być tak łatwo. Do naszych uszu dotarł dziwny pisk, tak jakby metalu o metal. Po naszej prawej stronie znajdowała się zwykła, kolejka górska, z wyjątkiem, że w jednym z jej wagoników siedziała ostatnia maskotka. Tygrys.
Stanęłam sparaliżowana, Chishiya próbował odciągnąć mnie od maskotki, ale coś mi na to nie pozwalało. Coś w tej maskotce nie pozwalało mi odejść.
- Kyoko. Jak stąd nie wyjdziemy. Zginiemy. Chodź! Teraz!
Nagle wszystko ucichło, a ciemność zalała moje oczy.
Bạn đang đọc truyện trên: AzTruyen.Top